Produkcja Mela Gibsona ma być kontynuacją opowieści o historii zbawienia. Według zamiarów reżysera, w centrum akcji znajdzie się zmartwychwstanie Chrystusa. Zdaniem Caviezela, film ma okazać się prawdziwym arcydziełem.
Jim Caviezel opowiedział o nowej produkcji Mela Gibsona w rozmowie ze znanym dziennikarzem katolickim w USA Raymondem Arroyo. Jak podkreślił aktor, wielkie filmowe wytwórnie unikają historii opartych na Piśmie Świętym, a zamiast tego za wielkie pieniądze tworzą filmy o superbohaterach czerpiących inspirację z chrześcijańskich ideałów. Na poparcie tej tezy wskazał filmy oparte na komiksach Marvela. Jak zazanczył, można w nich "zobaczyć Supermana, ale nie Tego, który zainspirował twórcę tych historii, czyli Jezusa Chrystusa".
W filmie o roboczym tytule „Męka Chrystusa: Zmartwychwstanie” Caviezel ponownie wcieli się w rolę Jezusa, zaś rola Maryi ma przypaść Mai Morgenstern. Aktor dodał, że Mel Gibson pracuje już nad piątym projektem scenariusza.
Rozmowa z Caviezelem w  Fox News nie dotyczyła jedynie premiery zapowiadanego filmu. Dziennikarz i udzielający wywiadu aktor skupiali się też na szeroko pojętych tematach wiary, religii i inspiracji słowem Bożym. Caviezel podkreślił, że świat nie jest w stanie dać człowiekowi miłości, gdyż ona pochodzi tylko od Boga.
- Chcesz być lubiany przez wielu, czy ukochanym przez Jednego? - pytał retorycznie odtwórca roli Jezusa.
To nie pierwsze publiczne świadectwo wiary Jima Caviezela. W przeszłości aktor wielokrotnie w wywiadach dotykał kwestii wiary. Chętnie opowiadał o swoim nawróceniu, a także dzielił się przemyśleniami o tym, co oznacza być chrześcijaninem w dzisiejszych czasach. Artysta znany jest z tego, że razem z żoną adoptował dwoje niepełnosprawnych dzieci oraz ze swego zaangażowania na rzecz obrony życia nienarodzonych i stanowczo wyrażanego sprzeciwu wobec aborcji, którą nazywa „największą skazą zachodniej cywilizacji”.
Poruszającego wywiadu Caviezel udzielił portalowi Aleteia. W osobistym wyznaniu mówił o tym, że Chrystus jest w jego DNA i jak ten fakt wpływa na całokształt jego życia.
-Msza jest naprawdę istotna dla mojej gry, ponieważ Eucharystia jest ciałem i krwią Chrystusa, nie chlebem. Kiedy więc ksiądz łamie Jego ciało, On umiera. Jest barankiem ofiarnym. Umiera tam dla ciebie. Kiedy je przyjmuję, moje ciało je spożywa i Ono przedostaje się do mojego DNA. Chrystus dosłownie jest w moim DNA i w mojej duszy. Im częściej chodzę na Mszę, tym więcej Jego jest we mnie, tym bardziej On domaga się mojej przemiany – dzielił się aktor. Oprócz głównej roli w filmie „Pasja”, Caviezel wcielił się w rolę św. Łukasza w filmie „Paweł: Apostoł Chrystusa” z 2018 roku.
O kontynuacji filmu Mela Gibsona z 2004 roku było głośno w światowych mediach już kilka lat temu za sprawą wywiadu, którego udzielił reżyser w programie telewizyjnym „The Late Show with Stephen Colbert”.
- To nie będzie chronologiczna opowieść o zmartwychwstaniu. To mogłoby być nudne i [widzowie] powiedzieliby, że już o tym przecież czytali – mówił Gibson o  filmie „Męka Chrystusa: Zmartwychwstanie” w listopadzie 2016 r.  Reżyser nie zdradził wówczas zbyt wielu szczegółów, wyjawił jednak, że fabuła mniej skupi się na samej postaci Jezusa Chrystusa, a bardziej na osobach z jego otoczenia.
Z początkiem 2018 roku o nowym projekcie Gibsona zaczęło być jednak coraz głośniej. Amerykański tygodnik „The Hollywood Reporter” napisał pod koniec stycznia, że Jim Caviezel rozmawia już z reżyserem o ponownym wcieleniu się w Jezusa, a informację tę potwierdzili przedstawiciele aktora, a także on sam.
- Nie mogę nic powiedzieć, ale będą tam rzeczy, które zszokują widzów. To będzie naprawdę wspaniałe. Bądźcie cierpliwi - powiedział Caviezel dziennikarzom „USA Today”.  Jak dodał,  „to będzie największy film w historii”.  
Film „Pasja” w reżyserii Mela Gibsona odbił się szerokim echem na całym świecie. Produkcja z 2004 roku zakładała wierne odwzorowanie śmierci Chrystusa. Twórcy oparli się na scenach Męki Pańskiej zawartych w Ewangelii oraz m.in. na wizjach Męki Pańskiej autorstwa żyjącej na przełomie XVIII i XIX w. błogosławionej Anny Katarzyna Emmerich. Mimo że film kręcono nie w Ziemi Świętej, ale we Włoszech, aktorzy posługiwali się językiem aramejskim, hebrajskim oraz łaciną.    

Paweł Zdziarski
Źródło: aleteia.org, polskatimes.pl