Tymczasem już dwa tygodnie temu w Kijowie doszło do rabunku maseczek medycznych. Uzbrojeni przestępcy przejęli dużą partię maseczek, które stały się towarem deficytowym w związku z zagrożeniem koronawirusem. Jak poinformowała Ukraińska Prokuratura Generalna:

- Zrabowano 100 tysięcy maseczek o wartości około miliona hrywien, czyli około 150 tysięcy złotych. Poszkodowani, to grupa osób, która próbowała sprzedać deficytowy towar. Podczas transakcji przestępcy, grożąc przedmiotami przypominającymi broń palną, przedstawili się jako Służba Bezpieczeństwa Ukrainy i przejęli transport maseczek medycznych. Część sprawców ujęto. Odzyskano też niemal całą partię skradzionych maseczek, jednak kilka tysięcy z nich rabusie zdążyli już sprzedać. Maseczki to towar, którego nie można wywozić z Ukrainy.

- głosi komunikat Ukraińskiej Prokuratury Generalnej.

Ukraińskie służby w ciągu ostatniego miesiąca kilkukrotnie donosiły też o próbach przemytu maseczek za granicę. W związku z zagrożeniem koronawirusem są one towarem, którego nie można wywozić poza granice Ukrainy. Jednak nie to jest najciekawsze, tylko fakt, że na Ukrainie najbezpieczniej jest być rabusiem, kiedy ma się lewą legitymację tamtejszych służb. Czasami można mieć też legalną, ponieważ udział ukraińskich milicjantów i esbeków ( z SBU, czyli Służby Bezpieczeństwa Ukrainy) w grupach przestępczych jest powszechny, co pokazuje skalę degrengolady tego pseudopaństwa. Jednak do tej pory grupy te zajmowały się bronią, wymuszeniami i haraczami, handlem narkotykami, czy sprzedażą młodych Ukrainek do zachodnioeuropejskich i izraelskich burdeli, ale jak widać czasy się zmieniają i nawet z handlu afgańską heroiną zarobi się mniej, niż z rabunku maseczek twarzowych, przed żadnym wirusem faktycznie nie chroniących.