Przyczyną skandali pedofilskich w amerykańskim Kościele ma być zdaniem Michaela Rosea, autora (wydanej nakładem wydawnictwa AA) pracy „Żegnajcie dobrzy ludzie. Jak ateiści i homoseksualiści opanowali amerykańskie seminaria” patologia polegająca na zdominowaniu przez homoseksualną klikę seminariów w USA. Autor w swej, choć doskonale opisuje, jak ta dominacja wygląda.


W pracy niestety nie ma wyjaśnienia tego, skąd wzięli się w Kościele duchowni odrzucający katolicyzm, wykorzystujący posoborowe reformy (niemające nic wspólnego z drugim soborem) do przejęcia władzy w amerykańskim Kościele, i kłamliwego propagowania swoich antykatolickich herezji jako katolicyzmu. Jak to się stało, że w Kościele katolickim przed soborem znaleźli się duchowni, którzy oddali seminaria pod kontrole tęczowej kliki. Moim zdaniem musi to świadczyć o tym, że Kościół musiał być już przed soborem od dawna infiltrowany i wroga agentura od dawna musiała siać wśród duchownych herezje i demoralizacje.


Zdaniem autora książki największy szok wśród amerykańskich katolików wywołał mafijny wzorzec tuszowania przestępstw seksualnych, to, że przekonani o swojej bezkarności hierarchowie „świadomie chronili notorycznych przestępców seksualnych i rutynowo przenosili ich na inne stanowiska, które dawały im dostęp do nowych ofiar”.


Według autora książki przyczyną skandali pedofilskich w Kościele katolickim jest powszechna praktyka przełożonych seminariów w USA, którzy do seminariów nie przyjmowali homofobów (katolików nieakceptujących homoseksualizmu). Przełożeni ci z seminariów wyrzucali homofobów, a przyjmowali i doceniali aktywnych homoseksualistów odrzucających nauczanie Kościoła katolickiego. „Poprzez seminaria liberałowie wprowadzili w głąb katolickiego kapłaństwa rzeczywistość moralnego rozpadu”. Amerykański katolik, by uzyskać święcenia, musiał w USA (nie licząc kilku naprawdę katolickich seminariów) ukrywać swój katolicyzm.


We wstępie do polskiego wydania książki redaktor tygodnika „Do Rzeczy” i apologeta katolicki Paweł Lisicki stwierdził, że duchowni w USA zostali zdemoralizowani przez rewolucje 1968, która za szkołą frankfurcką, Wilhelmem Reichem i Herbertem Marcuse, postulowała odrzucenie wszelkich norm, w tym szczególnie seksualnych i ograniczenie sfery seksu tylko do zaspakajania popędu. Ta idea nie tylko zdominowała amerykańskie uniwersytety, ale i amerykańskie seminaria, stała się atrakcyjna dla amerykańskich hierarchów wykorzystujących seksualnie podwładnych sobie księży i seminarzystów. Zgodnie z lewicową propagandą wśród amerykańskich duchownych zapanowała atmosfera przyzwolenia na pedofilie.


Zdaniem Pawła Lisickiego afera pedofilska w amerykańskim Kościele była owocem spisku mającego na celu zniszczyć Kościół „przez świadome doprowadzenie do sytuacji, w której to wierzący, prawdziwie oddani Kościołowi i papiestwu kandydaci są szykanowani, zniechęca się ich, prześladuje, a promuje miernoty, żałosnych i tchórzliwych wyznawców dostosowania i świętego spokoju […] wspiera się degeneratów”. Wyrazem tego było to, że hierarchowie zakazywali w seminariach lektur katolickich, a zezwalali na homoseksualizm, wręcz zastraszali tych, którzy nie chcieli wchodzić w relacje homoseksualne, oraz to, że od lat 60 XX wieku do wielu seminariów przyjmowano tylko gejów kulturowych marksistów, nie dopuszczając do nauki w seminariach katolików. Konsekwencją tej patologii było to, że „do połowy lat 80 XX wieku na AIDS zmarło w USA 300 księży, co oznacza średnią zgonów cztery razy większą od średniej rocznej zgonów, liczonej w proporcji do całej populacji USA”.


Autor książki w swej pracy opisał przerażającą tęczową rzeczywistość amerykańskich seminariów. Wykładowców duchownych jawnie popierających homoseksualizm, hierarchów homoseksualistów wykorzystujących seksualnie księży i seminarzystów, przełożonych seminariów, którzy stręczyli seminarzystów zdeprawowanym hierarchom, wspólne wyjścia homo kadry i seminarzystów gejów do klubów gejowskich, jawne homoseksualne relacje w seminariach (wręcz publiczne akty homoseksualne), jawny ostentacyjny homoseksualizm seminarzystów, publiczne docenianie w seminariach tych gejów, którzy jawnie manifestowali swoje homo słoności, negowanie przez przełożonych tego, że homoseksualizm jest grzechem, promowanie homo seminarzystów, którzy molestowali młodsze roczniki.


Zdaniem autora książki afirmacji homoseksualizmu w amerykańskich seminariach miało towarzyszyć prześladowanie katolików nieakceptujących takich grzesznych praktyk, wyrzucanie z seminariów seminarzystów, którzy byli ofiarami homo molestowania i skarżyli się na takie praktyki – ofiary homo molestowania seksualnego w seminariach cierpiały na syndrom stresu po urazowego.


Według autora książki gejom w sutannach nie wystarczała tolerancja, żądali od katolików uznania i afirmacji — kto ich nie gloryfikował, był niedopuszczany do święceń. Nie tolerowano nie tylko homofobów, ale też tych, którzy nie odczuwali entuzjazmu i zachwytu wobec homoseksualizmu. Wyrazem dyskryminacji katolików w amerykańskim Kościele było nie tylko niedopuszczanie do święceń katolików, ale uniemożliwianie awansu katolików w strukturze Kościoła. Seminarzyści homoseksualiści z racji na swój homoseksualizm domagali się lepszych ocen.


Z książki czytelnicy dowiedzą się, że seminarzyści, którzy odmawiali seksu homoseksualistom seminarzystom i duchownym byli uznawani za homofobów i z tego tytułu wyrzucani seminariów. Wobec nieskłonnych do homo seksu stosowano pobicia i groźby. Przełożeni wymagali od seminarzystów angażowania się w relacje homoseksualne. Współczesne pozwy byłych seminarzystów dotyczą tego, że przełożeni seminariów wbrew amerykańskiemu prawu tolerowali wymuszenia seksualne, bezkarne homoseksualne gwałty, i nie udzielali pomocy ofiarom molestowania seksualnego (w wypadku seminariów homoseksualnego). „Homoseksualiści byli dobrze zorganizowani […], a ponieważ, mieli wsparcie ze strony władz seminaryjnych, w sposób otwarty zastraszali, heteroseksualistów”.


Jan Bodakowski