W Polsce mamy 462 gatunki ptaków. Dużo to czy mało? Jak na kraj w środku Europy być może sporo. Jednak nie to pytanie powinno nas teraz trapić. Ważniejsze jest ile z nich zdoła przeżyć kolejny suchy rok. Miłośnicy fruwających stworzeń i ornitolodzy alarmują: jest coraz mniej ptaków! W latach suszy często giną całe ich gromady. Są rejony, gdzie od dawna trudno zobaczyć choćby jaskółkę czy zwinne, sprytne jerzyki. Jakby je wymiotło. Nie ma wyjścia? Jest! Ich los spoczywa w dużym stopniu w naszych rękach. Poczynając od zimy, kiedy szukają gdzie się da pokarmu i każde wysypanie ziaren czy okruchów chleba ratuje ileś ptasich istnień. Aż po wiosnę i gorące lato, kiedy ich przetrwanie zależy od możliwości dotarcia do wody. 

W ostatnich tygodniach tysiące ptaków dotknął wielki dramat. Potężny pożar w Biebrzańskim Parku Narodowym, od dawien dawna naturalnym siedlisku niezliczonych gatunków fauny, z owadami i ptakami na czele. Strach myśleć, ile ich musiało tam zginąć. Ile lęgowisk już nie istnieje i nie da się ich odtworzyć. To wielka strata dla ekosystemu nie tylko tej części kraju. Wszystko przez człowieka, choć z trudem przychodzi nazwanie tym mianem durnia, który postanowił wypalać trawy, bo „ojce tak robili”. Pomijając fakt, że wypalanie niszczy glebę zmniejszając jej próchniczność, która jest podstawą trzymania w ziemi wilgoci, przy okazji unicestwił całą krainę, zamieszkałą przez rozliczne gatunki stworzeń. Mam nadzieję, że uda się drania zlokalizować i że poniesie srogą karę.

Czas już położyć kres procederowi podpalań trawy; nie jest to bowiem sprawa wyłącznie jednego, kilku czy iluś gospodarzy. Są niszczycielami wspólnego dobra – i można to traktować jako pewnik. W tym przypadku, choć jestem przeciwniczką odgórnych przymusów, optuję za ostrymi rygorami. Są już wprawdzie tereny penetrowane przy użyciu dronów, ale to wszystko za mało. Sporo do zrobienia mają tu media. W ich rękach leży dokładne informowanie oraz uczulanie społeczeństwa na sobiepańskie wyczyny gospodarzy-piromanów, szczególnie w rejonach przyleśnych. Bo postępujący aktualnie stan suszy może sprowadzić na nas jeszcze niejeden wielki pożar i kolejną zagładę setek gatunków. Tak zwanych ekologów, tych widowiskowo wojujących, do czynu nie namawiam. Ich chyba bardziej interesują inne sprawy, byle wystarczająco głośne. W każdym razie nie słychać, aby podejmowali chociażby to, co tu proponujemy: „Akcję Woda dla ptaków”. Jeśli się mylę, poprawcie. Dodam, że poza mediami bardzo liczę na szkoły. Dzieci i młodzież chętnie – są tego liczne przykłady – sprzyja podobnym sprawom.

Namawiam do przejrzenia atlasu ptaków polskich ( choćby w Internecie). To zadziwiająca lektura. Wielkim dla mnie zaskoczeniem było odnalezienie w nim tak niezwykłego okazu jak flaming różowy, kojarzący się z egzotycznymi krajami. Nie miałam pojęcia, że aż tyle gatunków naszych fruwających braci znajduje się pod ochroną lub ochroną ścisłą. Kukułki, żurawie, czajki, lelki, dropie i wspomniane „błyskawice nieba” – jerzyki. Długo można wyliczać. Lista chronionych z roku na rok się wydłuża, co ma związek  ze zmniejszaniem się populacji określonego gatunku.

Ptaki to nie tylko radość dla oka i ucha. To nieodłączna cząstka matki Natury, której równowaga ma kolosalny wpływ na nasze, ludzkie bytowanie. Musimy to sobie w końcu uświadomić a może po prostu przypomnieć. Szczególnie ci mieszkający w miastach.

Dawanie wody ptakom powinno wejść nam w krew. To czynność nie wymagająca wysiłku. Wszak         wystarczy miseczka wystawiona na parapet lub balkon. Należy ją co parę dni opłukać z zabrudzeń i nalać świeżej wody. Piją ją zresztą nie tylko ptaki. Mogą się doń zlatywać owady: osy, trzmiele, pszczoły, bąki. Ażeby nie tonęły, co często się zdarza, na środku pojemnika trzeba położyć kamień, który będzie z wody wystawał. To rodzaj wysepki zapobiegający tonięciu; owad do niej dopłynie, wysuszy się i odfrunie.

Ratuj ptaki! Nie żałuj im wody! I kiedy usłyszysz za oknem śpiew, będziesz mógł pomyśleć, że to także podziękowanie dla Ciebie.

Zuzanna Śliwa