Na początku maja pracownicy sztabu wyborczego Trumpa powiedzieli w wywiadzie dla agencji Reutera, że nowa strategia w walce o reelekcję prezydenta polega na ciągłym atakowaniu Chin oraz podkreślanie ich roli w wybuchu epidemi. Taktyka wyborcza ma polegać również na podkreślani, że jego rywal z ramienia Demokratów Joe Biden nie byłby tak twardy wobec Pekinu jak miliarder.
Jak się okazuje, taka retoryka znajduje wielu zwolenników wśród amerykańskich wyborców. Widać to po sondażach przeprowadzonych w trzech hrabstwach w tzw. stanach wahadłowych – Pensylwanii, Michigan i Wisconsin.


Osoby tworzące administrację Trumpa ujawiniają, że instrukcje dotyczące nowego przekazu wyborczego są wysyłane do republikańskich przywódców stanowych w całym kraju, a szczególnie w wyżej wymienionych stanach wahadłowych.


Strategia przyjęta przez sztab wyborczy urzedującego prezydenta nie wzięła się znikąd. Wynika ona z przeprowadzonych wcześniej sondaży, które wskazywały na to, że wśród Amerykanów rośnie niechęć do Chin. Z badania Pew Research Center przeprowadzonego pod koniec kwietnia wynika, że blisko dwie trzecie respondentów źle postrzega Państwo Środka – to o 20 pkt. więcej niż na początku kadencji Trumpa w 2017 roku.
Komentatorzy wskazują, że częścią antychińskiej strategii prezydenta USA są zapowiedzi odcięcia od amerykańskich funduszy Światowej Organizacji Zdrowia, na którą, jego zdaniem, Państwo Środka ma ogromny wpływ. Amerykański prezydent powiedział ostatnio, że zrobi to, jeśli WHO "nie zobowiąże się do istotnej poprawy w ciągu najbliższych 30 dni". Z kolei na Twitterze Trump opublikował list, który wysłał do przewodniczącego WHO Tedrosa Adhanoma Ghebreyesusana.


- Nie mogę pozwolić, by pieniądze amerykańskich podatników nadal finansowały organizację, która obecnie nie służy interesom Ameryki - brzmi fragment pisma. Przywódca USA stwierdził, że powtarzające się błędy WHO "w odpowiedzi na pandemię były niezwykle kosztowne dla świata".
- Jedynym ratunkiem dla Światowej Organizacji Zdrowia jest wykazanie się niezależnością od Chin" - ocenił ze stanowczością Trump. Jak dodał, jeśli WHO "nie zobowiąże się do istotnej poprawy w ciągu najbliższych 30 dni", trwale zamrozi fundusze Stanów Zjednoczonych dla Światowej Organizacji Zdrowia i "ponownie rozważy członkostwo w tej organizacji".


List Trumpa jest kolejnym przejawem napiętych relacji amerykańskiego prezydenta z WHO. W połowie kwietnia polecił on swej administracji wstrzymać wpłacanie składek na Światową Organizację Zdrowia do czasu wyjaśnienia, jaką rolę WHO odegrało, jego zdaniem, w "niewłaściwym zarządzaniu i ukrywaniu rozprzestrzeniania się koronawirusa".


- Świat otrzymał wiele fałszywych informacji na temat przenoszenia i umieralności z powodu koronawirusa - mówił wówczas Trump. Amerykański ma szczególnie za złe WHO, że skrytykowała jego decyzję zamknięcia przed Chińczykami granicy na początku epidemii. Jak podkreślał, gdyby WHO działała szybciej i bardziej zdecydowanie, ofiar śmiertelnych koronawirusa byłoby znaczniej mniej, a sama epidemia miałaby jedynie lokalny charakter. W związku z pandemią koronawirusa Donald Trump już wcześniej ostro krytykował WHO, zarzucając jej m.in. "chinocentryzm", a także groził wstrzymaniem przez USA finansowania tej instytucji.


Szef WHO Tedros Adhanom Ghebreyesus odpowiedział na zarzuty prezydenta USA. Według niego, koronawirus wykorzystywany jest do celów politycznych. Zaprzeczył też, że jego organizacja jest "chinocentryczna" i zaapelował o jedność.
Stany Zjednoczone są największym płatnikiem, jeśli chodzi o finansowanie WHO przez poszczególne kraje. W tym roku USA mają przekazać na Światową Organizacje Zdrowia blisko 116 mln dolarów.

PZ
Źródło: radiomaryja.pl, buisnessinsider.com.pl