Redaktor naczelny miesięcznika ''Egzorcysta'' udostępnił tłumaczenie artykułu „COVID-19 - sprawa dla detektywów z zakresu medycyny” doktora Wolfganga Wodarga (internisty i pulmonologa, specjalisty w zakresie higieny i medycyny środowiskowej, a także zdrowia publicznego i medycyny społecznej, byłego wykładowcy na uniwersytetach i szkołach wyższych oraz przewodniczącego Komitetu Ekspertów do spraw powiązanej z medycyną Ochroną Środowiska przy Izbie Lekarskiej Szlezwiku-Holsztynu, niemieckiego posła socjaldemokracji w Bundestagu w latach 1994–2009 , członka Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy (gdzie przewodniczył podkomisji do spraw Zdrowia i był wiceprzewodniczącym Komisji Kultury, Edukacji i Nauki, w 2009 roku inicjatora komisji śledczej dotyczącej roli WHO w wykreowaniu fikcyjnej pandemii H1N1), eksperta naukowego Rady Europy, szefa Grupy ds. Zdrowia w Transparency International Germany.


Według doktora Wodarga Covid „świetle niemieckich danych o umieralności (śmiertelności) i zachorowalności (częstości wystąpienia choroby) nie różni się on jednak znacząco od tego, co obserwowano lub można było zaobserwować w poprzednich latach”.


Doktor Wodarg informuje w swoim artykule, że nowa definicja pandemii właściwie nic groźnego nie znaczy, odmiennie od definicji starszej. „Do 2009 r. było inaczej, do tego czasu do wymaganych cech pandemii należały również bardzo liczne, ciężko przebiegające zachorowania z ciężkim przebiegiem i liczne zgony przy ogólnoświatowym, katastrofalnym przeciążeniu opieki zdrowotnej”.


Zdaniem doktora Wolfganga Wodarga „według dostępnych danych z niemieckich sieci monitorowania ostrych chorób układu oddechowego (ARE), Grupy Roboczej ds. Grypy i Grippe-Web, danych szpitalnych dot. ostrych chorób układu oddechowego, a także danych krajów związkowych o obciążeniu oddziałów intensywnej opieki medycznej, fala grypy 2019/2020 ze swoją różnorodną gamą patogenów przeszła bez echa. Jedynie konsultacje w gabinetach lekarskich odbywały się najwyraźniej znacznie rzadziej w ostatnich tygodniach sezonu z powodu blokady. Jeśli chodzi o ostre sezonowe choroby układu oddechowego, obecnie nie ma powodu, aby obawiać się nasilonych ostrych infekcji oddechowych. Z medycznego punktu widzenia i patrząc na dostępne dane, specjalne środki ostrożności są teraz zbędne — nawet jeśli rząd mówi co innego”.


Niemiecki ekspert ujawnił, że teksty mające wykrywać Covid dają fałszywe wyniki, wskazując na

nowego koronawirusa też w próbkach, w których go nie ma. „Bez testu PCR dla wirusów SARS-CoV-2 przygotowanego przez niemieckich naukowców, nie zauważylibyśmy żadnej koronawirusowej »epidemii« ani »pandemii«. Po tym, jak WHO go zaleciła („nie w celu wykrycia choroby”), przeprowadzono testy w całym kraju i podjęto próbę znalezienia fragmentów wirusów SARS”. Test, pomimo że nie zatwierdzony urzędowo i niedopuszczony do celów medycznych „jest teraz używany do wykrywania »przypadków« na całym świecie”.


Ekspert uważa, że jest to „test, którego wynik okazuje się pozytywny dla wielu różnych, zmieniających i rozprzestrzeniających się na całym świecie od wielu lat wirusów SARS nietoperzy, psów, tygrysów, lwów, kotów domowych i ludzi”. Zdaniem eksperta ów wadliwy test jest tak nadwrażliwy, że „daje zbyt wiele pozytywnych wyników, a zatem może również wykryć wiele patogenów podobnych do tych, które podlegały rekombinacji w sposób naturalny”. Na podstawie tego testu za Covid uznaje nie tylko poważne infekcje, ale też te nieszkodliwe.


Na podstawie wadliwych testów media wywołały globalną histerię - „ogólnokrajowe testy, fiksacja na stanowiskach z respiratorami, opustoszone kliniki w oczekiwaniu na ogłoszoną powódź ofiar COVID-19 i ćwiczenia selekcji chorych wywołały panikę, a tym samym umożliwiły posłuszeństwo silnie zastraszonej ludności”.


Co wstrząsające władze wiedziały dużo wcześniej, że w rzeczywistości Covid nie jest tak groźny, jak przedstawiały go media. Zdaniem niemieckiego eksperta „już przed wprowadzeniem lockdownu stało się coraz bardziej jasne, że Niemcy prawdopodobnie zostaną w znacznej mierze oszczędzone, dwa wywołujące strach obrazy zdominowały sprawozdania również u nas i spowodowały dalszy postęp strachu i posłuszeństwa: trumny i śmiertelny chaos w wielu klinikach włoskich oraz hiszpańskich, kontenery chłodnicze pełne zwłok i masowe groby w Nowym Jorku. Na tej podstawie stwierdzono, że będzie to prawdopodobnie niebezpieczna epidemia”.


Niemiecki ekspert uważa, że „wiele rządów wielokrotnie mówi o zbliżającej się »drugiej fali« i dalszej potrzebie lockdownu. Obecnie argumentuje się, że środki musiałyby zostać utrzymane mniej więcej do momentu uratowania całej populacji przez szczepienia. Wymagane jest półtora roku „nowej normalności” bez wyjazdów wakacyjnych, festiwali, wydarzeń kulturalnych i sportowych i przewiduje się przymusowe szczepienia, przymusowe testy, aplikacje śledzące i immunologiczne”.


Przyczyną wsparcia władz dla fałszywej pandemii, w opinii niemieckiego eksperta, może być tak jak w przypadku fałszywej pandemii „ptasiej i świńskiej grypy” „skorumpowane machinacje przemysłu farmaceutycznego i szczepionkowego. Wywoływano wciąż na nowo obawy o zdrowie, aby (ze sprzedaży) niebezpiecznych produktów przekierować miliardy z funduszy publicznych do prywatnych kieszeni”.


Niemiecki ekspert w swoim artykule stwierdza, że za dzisiejszą fałszywą pandemią stoją ci sami skorumpowani naukowcy, którzy czerpali zyski z wcześniejszych fałszywych pandemii. Dzieje się tak, bo dziś „zostanie profesorem, jest dziś łatwiejsze, jeśli udowodnisz swoje umiejętności pozyskiwania środków zewnętrznych. Nauka przyzwyczaiła się do „oszukiwania”, a uniwersytety ułatwiają to poprzez nieprzejrzystą działalność, partnerstwa publiczno-prywatne lub współpracę z fundacjami rzekomo charytatywnymi”.


Jak informuje niemiecki ekspert „wirusologia berlińskiego Charité jest finansowana w zakresie COVID-19 przez Fundację Billa i Melindy Gates. Współautor testu PCR Drosten’a jest m.in. dyrektorem zarządzający firmy biotechnologicznej TIB Molbiol, która obecnie coraz częściej produkuje testy i sprzedaje je w milionach”.


Zdaniem eksperta „ryzyko infekcji w Niemczech i krajach sąsiednich minęło. A jednak są ludzie w rządach, urzędach i nauce, którzy chcą nas zastraszyć, zamknąć ze strachem i dalej prowadzić na pasku”.


Niemiecki ekspert stwierdził, że leki używane w leczeniu Covid mogą szkodzić. Jego zdaniem „jedną z substancji, którą wymienia się jako bardzo niebezpieczną we wszystkich postaciach niedoboru tego enzymu, jest lek przeciw malarii – hydroksychlorochina (HCQ). Jest to jednak dokładnie ta substancja, która od 2003 r. zalecana jest przeciwko SARS przez chińskich badaczy w Wuhan. Z Wuhan HCQ wróciła do nas z wirusem jako jedna z opcji terapeutycznych i została zaakceptowana jako taka. Jednocześnie, przy wsparciu WHO i innych agencji, HCQ zalecano jako obiecujący środek przeciwko COVID-19 do dalszych badań klinicznych”. Na produkcji tego leku zarabiają koncerny farmaceutyczne. Ofiarami tego leku są gównie kolorowi. Kwestie szkodliwości leku są bardzo dokładnie w artykule niemieckiego eksperta opisane.


Jan Bodakowski