Czy lockdown był konieczny?

 

Osią całego sporu stała się katastroficzna ekspertyza doktorów  z Imperial College. Według niej na COVID miało umrzeć 40 mln ludzi na świecie, w tym 400tys. na Wyspach Brytyjskich. Ekspertyza ta była firmowana przez zespół prof. Neila Fergusona z londyńskiej uczelni. Na jej podstawie premier Wielkiej Brytanii  Boris Johnson początkowy zwolennik modelu szwedzkiego, pod presją rosnących gwałtownie liczb zarażonych, wprowadził restrykcje lockdawnu.

Ale powróćmy do Szwecji, która ma obecnie 3,6 tys. ofiar śmiertelnych. Wskaźnik śmiertelności wynosi u nich około 32 na 100tys.. Dla porównania, w USA wskaźnik ten to 23, a w Danii 9. Trzeba zaznaczyć też, że dzieje się to przy małej ilości zaludnienia, powierzchnia Szwecji to 411942 km2. W Polsce nasz obszar to 312679km2. Już z tej pobieżnej statystyki widać, że w Szwecji nie wygląda  tak dobrze. Należy jeszcze podkreślić, że społeczeństwo szwedzkie jest bardzo zdyscyplinowane i metoda perswazji głównego epidemiologa Andersa Tegnella może odnieść większe skutki niż w społeczeństwach bardziej niepokornych. Kraj ten zastosował politykę przechorowania naturalnego, licząc na nabranie odporności przez młodych ,zdrowych i silnych osobników. Tylko na takich obywateli Szwecja postawiła. Umieralność w tym kraju dotyka głównie ludzi starszych i chorych, bytujących w domach opieki. Umieszczanie w nich przez rodziny ludzi po siedemdziesiątce stało się tam normą. I właśnie w tych domach rozgrywają się teraz największe dramaty. Według doniesień zarażeni w nich ludzie nie są leczeni, dostają jedynie tzw. koktajl śmierci składający się głównie z morfiny, która utrudnia oddychanie. Głośna stała się sprawa Szweda, którego ojciec przebywał w domu opieki. Gdy syn dowiedział się o praktykach morfinowych, zakazał ich stosowania. Ojciec wyzdrowiał, a media społecznościowe obiegło zdjęcie uśmiechniętego, zdrowego już starszego pana z synem. Czy taki model ratowania gospodarki kosztem ludzkiego życia może być dla nas wzorem? Ku czemu zmierza świat, w którym normy moralne zostają zastąpione względami wygodnego dostatniego życia?

Choć sondaże w większości demokratycznych krajów pokazują jeszcze poparcie 70-80proc. za polityką lockdownu, to coraz głośniejsze są ruchy przeciwne, działające pod wpływem impulsu, albo nawet w złej wierze.  Dziwne, że dyskusje o słuszność restrykcji epidemiologicznych nie ominęły Włoch, pierwszego kraju w Europie tak bardzo dotknięty przez zarazę. Rząd Giuseppe Contiego balansuje ciągle na granicy utraty większości w parlamencie. Matteo Renzi stojący na czele Partii, Demokratycznej i koalicjant premiera, ostatnio ostro atakuje Contiego za wprowadzone i wydłużenie w czasie restrykcji locdawnowych. „Wolność nie jest mniej ważna niż zdrowie”- mówi w jednym z wywiadów Renzi i domaga się natychmiastowego wznowienia meczów włoskiej ligi piłkarskiej. Podobnie czyni Matteo Salvini zagorzały zwolennik zamknięcia granic Włoch w lutym i w marcu. W kwietniu zmienił zdanie i domaga się natychmiastowego poluzowania polityki i powrotu do normalności. W geście protestu Salvini i  kilkudziesięciu senatorów z Ligi okupowało w ostatnich dniach kwietnia salę obrad Senatu w Plazzo Madama, zarzekając się, że nie ustąpi, aż „rząd nie powie kupcom, pracownikom i rodzicom, kiedy mogą otworzyć swój biznes, wrócić do pracy, posłać dzieci do szkoły”’ Taki protest i pytania Salvini powinien postawić Panu Bogu, bo tylko On wie, jakim torem potoczy się dalsza walka z koronawirusem.

W Stanach Zjednoczonych wyjątkowo tragicznie dotkniętych przez zarazę mają miejsce również głośnie, spektakularne protesty, które odbyły się w kilku stanach przeciwko lokalnym gubernatorom wprowadzającym restrykcje sanitarne. Donald Tramp w takiej sytuacji od początków epidemii lawiruje pomiędzy doradcami sanitarnymi a własnym elektoratem.

Bardzo poważnie wygląda sytuacja w Brazylii, która staje się epicentrum walki z COVIDem. Prezydent Jair Bolsonaro zdymisjonował ministra zdrowia, który wprowadził restrykcje sanitarne. Wygląda na to, że zdymisjonowany minister stanie się liderem nowej partii, która może zagrozić w przyszłych wyborach prezydenckich Borsonarowi. Na stanowisko ministra zdrowia prezydent powołał Nelsona Teicha, który oświadczył o potrzebie inwestowania publicznych funduszy w „leczenie młodzieńców zamiast w starców”. Jest to wyraźna zgoda na eutanazję. Spotkał się jednak z ostrą falą krytyki, tak że musiał wycofać się ze swoich słów. Ale restrykcje otwarcie kwestionuje sam prezydent, mówiąc: „Przecież dobrze widzimy, że wszystkie wysiłki spłaszczenia krzywej zachorowań okazują się bezużyteczne. A co będzie ich efektem? Tylko bezrobocie”. W kraju zamieszkanego przez miliony nędzarzy, którym grozi głód, słowa Bolsonaro są bardziej nośne niż przestrogi przed wirusem.

Jedno jest pewne, sytuacja epidemiologiczna, w jakim znalazł się świat, pokazuje dobitnie, jaką drogą próbują pójść niektóre kraje. Może się okazać, że jest to początek eugeniki stosowanej wobec niepotrzebnych już obywateli. Jeszcze niedawno znana intelektualistka francuska Elisabeth Levy apelowała: „Nawet  jeśli w naszych krajach cena życia ludzkiego jest najwyższa, to nie jest nieograniczona.(…) Mówiąc jasno, nie będziemy ryzykować kryzysu gospodarczego, by uratować kilka tuzinów ludzi”

Jaką drogą pójdzie świat po epidemii koronawirusa, który spowodował kryzys gospodarczy i dopuścił dywagacje nad wartościami moralnymi, które powinny ulec gospodarczym faktom, to wciąż otwarte pytanie, które jest kluczowe dla naszego człowieczeństwa.

Iwona Galińska