Pretekstem jest oczywiście śmierć czarnoskórego George'a Floyda, który zmarł po brutalnej interwencji policji w USA. Podobnych wypadków w tym kraju od dawna było wiele. Wynika to z jednej strony z uprzedzeń Amerykanów, a z drugiej strony z faktu, że wśród czarnoskórych Amerykanów jest dużo większa przestępczość. Policja ma więc do nich dużo większą rezerwę.

Nie sposób więc wytłumaczyć tego, co się obecnie dzieje w USA - jak chaos obejmuje coraz więcej miast, na ulicach bici się ludzie, którzy nie chcą przyłączyć się do protestu bądź go krytykują, jedynie kolejnym nadużyciem policji.

Lewica wykorzystała okazję, żeby uderzyć w Donalda Trumpa i to fizycznie. W pewnym momencie prezydent musiał schronić się na godzinę do schronu pod Białym Domem, kiedy tłum forsował ogrodzenie. Powstaje pytanie, czy to nie był ten moment, aby wezwać wojsko, o którym Trump tyle mówił.

Lewica wykorzystała fakt, że już 40 mln Amerykanów znalazło się bez pracy z powodu obostrzeń związanych z koronawirusem. Ta armia bezrobotnych jest większa niż cały naród polski, a składa się ze sfrustrowanych, wściekłych ludzi, którym niewiele trzeba, aby wystąpić przeciwko władzy, która odebrała im pracę, chleb, a często i dom.

Możliwe, że do podobnych scen dojdzie w innych krajach, a koronawirus okaże się skuteczną bronią lewicowych rewolucjonistów. Poszkodowani przez lockdown mogą być nową klasą robotniczą, dzięki którym radykalna lewica sięgnie po władzę.