Zbieg okoliczności sprawił, że działania Antify zbiegły się z działaniami kanclerz Angeli Merkel. Wskazała ona, że niemieccy producenci auta wywierają na rząd naciski w celu uzyskania na nowo dostępu do chińskiego rynku. Stawia to pod pewnym znakiem zapytania mityczną jakość niemieckich samochodów. Na wrzesień 2020 już jest zapowiedziane spotkanie z prezydentem Xi Jinpingiem w Leipzig. Już związany z Niemieckim Funduszem Marshalla Noah Barkin, że „to może wysłać zły przekaz, że nie jesteśmy w biznesie tak jak zwykle”.

Szef Axel Springer Mathias Döpfner zabrał głos: „Unia Europejska (…) ma wybór. Czy powinna ona paktować z reżimem autorytarnym czy powinniśmy wzmacniać wspólnotę wolności, konstytucyjnie zarządzanych ekonomii z liberalnymi społecznościami? To jest znaczące dla niemieckiej polityki,  że z miłością do moralizowania wydaje się porzucać wartości za okno podczas układania się z Chinami”. Dalej dodaje w ramach przestragi o bieżących działaniach, że jeśli: „polityka względem Chin będzie kontynuowana to doprowadzi do stopniowego odłączania się od Ameryki i przez infiltrację krok po kroku i podbicie przez Chiny. Ekonomiczna zależność będzie tylko pierwszym krokiem. Za nim podąży wpływ polityczny. Na koniec to jest dość proste. Czy takiego rodzaju przyszłości pragniemy dla Europy? Sojuszu z niedoskonałościami demokracji czy z perfekcyjną dyktaturą? To powinna być łatwa decyzja do podjęcia przez nas. Tu nie chodzi tylko o pieniądze. Tu chodzi o naszą wolność”. Wyrazem stosunku do Chin jest kwestia Hong Kongu i słabych sprzeciwów Unii Europejskiej względem rosnącego wpływu Pekinu w tym obszarze. Znamienne, że szef Axel Springer dopatruje się problemu w odejściu od Stanów Zjednoczonych i milczy w sprawie praktyk jakie są w ramach samej Unii Europejskiej.

Znamienne, że 29 maja 2020 w Unii Europejskiej pojawiał się w ramach wirtualnego spotkania kwestia zablokowania wszelkiej aktywności w Hong Kongu jako związaną z ochroną bezpieczeństwa narodowego Chin. Pojawiły się głosy, że pozbycie się przez Chin grup sprzeciwiających się w Hong Kongu władzy oznacza nic innego, jak koniec z polityką „jeden kraj, dwa systemy”. Do 2047 roku zgodnie z ustaleniem traktatu podpisanego w 1997 roku w Wielkiej Brytanii miasto przeszło w ręce Pekinu z zastrzeżeniem zapewnienia  mu pół wieku autonomii. Jednak 28 maja 2020 biuro rzecznika Departamentu Stanu Stanów Zjednoczonych wskazało, że planowane przez komunistów nowe regulacje względem bezpieczeństwa narodowego naruszają wolność.

Proponowany artykuł dwudziesty trzeci narusza zdaniem rządu USA wolności obywatelskie. Jednocześnie zwraca uwagę, że pandemia na świecie odwraca uwagę od tych kwestii, co jest sprzeczne z tym, że sytuacja wymaga współpracy międzynarodowej w zakresie tego, co już wypracowano w ramach porozumienia z Organizacją Narodów Zjednoczonych. Wielka Brytania wysunęła nawet propozycję nadania obywatelstwa trzem milion mieszkańców Hong Kongu. Tym sposobem by dokonali tak zwanego drenażu umysłów, czyli przejęcia kluczowej dla gospodarki miasta tkanki ludzkiej. Innymi słowy po wprowadzeniu tego rozwiązania, co jeszcze nie jest pewne, jak podało BBC, bo Chiny już zapowiedziały, że mieszkańcy miasta posiadają paszporty chińskie. Nadanie im brytyjskich zdaniem rzecznika ministra spraw zagranicznych Zhao Lijian oznacza sprzeciw wobec międzynarodowych, obowiązujących obecnie regulacji.

Wielka Brytania przez zaoferowanie na swym terenie pobyty bez wizy na dwanaście miesięcy pokazała, że ma pomysł na zamorskich obywateli Wielkiej Brytanii (tak zwane BNO) do jakich zalicza mieszkańców Hong Kongu, aby wkroczyli na ścieżkę uzyskania obywatelstwa. Wraz z działaniami prezydenta Donalda Trumpa na rzecz między innymi ograniczeniem liczby studentów z Chin stanowi przykład ostatnich posunięć w zakresie odcinania Pekinu od wiedzy, aby nie pozyskiwali technologii Zachodu. Na tym tle postawa komisarza spraw zagranicznych Josepa Borrela z 29 maja 2020 o braku podejmowania sankcji względem Hong Kongu i Chin ukazuje, że rodzi się rozdźwięk w polityce międzynarodowej.

Jacek Skrzypacz