Do utajnionych do tej pory dokumentów i nagrań z wewnętrznych spotkań WHO jako pierwsza dotarła amerykańska agencja Associated Press (AP). Z opublikowanych źródeł jasno wynika, że urzędnicy Światowej Organizacji Zdrowia byli sfrustrowani zaniechaniami i brakiem współpracy ze strony Chińczyków.
- Według dziesiątek wywiadów i wewnętrznych dokumentów winna była ścisła kontrola informacji i konkurencji wewnątrz chińskiego systemu zdrowia publicznego - zakomunikowała agencja AP.
Co tak rozzłościło urzedników WHO? W dokumentach skarżyli się oni na zdecydowanie niedostateczną ilość informacji od Chin. Takie działanie nie pozwalało im na właściwą reakcję i podjęcie radykalnych działań. Pracownicy Światowej Organizacji Zdrowia twierdzili, że Chiny opóźniały dostarczanie bardziej szczegółowych danych na temat zakażonych pacjentów. Uniemożliwiały im również odpowiednią ocenę, co do tempa rozprzestrzeniania się koronawirusa oraz ryzyka, jakie stanowi on dla reszty świata.
- Urzędnicy WHO debatowali, jak uzyskać od Chin sekwencje genów i szczegółowe dane pacjentów, by nie rozgniewać władz. Obawiali się utraty dostępu i wpędzenia chińskich naukowców w kłopoty - podała agencja AP.
W ostatnim czasie na Światową Organizację Zdrowia spadła fala krytyki ze strony różnych państw. Jednym z głównych powodów było konsekwentne wychwalanie Chin za skuteczną walkę z koronawirusem i owocną współpracę z WHO. Organizacja pozytywnie wypowiadała się na temat Chin, nawet w obliczu pytań dotyczących tłumienia wczesnych informacji. Szef WHO, Tedros Adhanom Ghebreyesus, przekonywał, że Chiny "ustanowiły nowy standard reakcji na epidemię" dzięki szybkim i agresywnym działaniom.
Pod koniec maja, po serii nacisków ze strony światowej opinii publicznej, chiński rząd zgodził się na przeprowadznie międzynarodowego śledztwa w sprawie źródła pandemii COVID-19. Domagały się tego m.in. Stany Zjednoczone i Australia. Przełomową decyzję ogłoszono w trakcie jednej z konferencji prasowych. Minister spraw zagranicznych Chin Wang Yi stwierdził, że Chiny są otwarte na takie rozwiązanie. Zaznaczył jednak, że dochodzenie ma zostać przeprowadzone w rzetelny sposób.
Mniej więcej w tym samym czasie Donald Trump ogłosił zaprzestanie finansowania przez USA Światowej Organizacji Zdrowia.
– Dzisiaj będziemy kończyć nasze relacje z WHO – powiedział prezydent Stanów Zjednoczonych. Amerykanie przekazywali organizacji 400 mln dolarów rocznie. Teraz te pieniądze mają zostać przekierowane na inne cele związane z ochroną zdrowia. Decyzja Trumpa była zapowiadana od wielu tygodni.


W połowie kwietnia prezydent USA zarzucił przedstawicielom WHO, że popełnili liczne błędy. Wyraził przekonanie, że światowa opinia publiczna otrzymała wiele sprzecznych i fałszywych informacji na temat zwalczania koronawirusa, w konsekwencji czego zmarły tysiące osób. Zarzucił Światowej Organizacji Zdrowia również faworyzowanie Chin.

- Skoncentrowana na Chinach (WHO – przyp. red.) spowodowała tak wiele śmierci poprzez niewłaściwe zarządzanie i poważne tuszowanie. Jesteśmy głęboko zaniepokojeni tym, czy hojność Ameryki została jak najlepiej wykorzystana. WHO nie wywiązała się z tego obowiązku i musi zostać pociągnięta do odpowiedzialności – powiedział Donald Trump na konferencji prasowej w Białym Domu.
Z kolei na Twitterze Trump opublikował list, który wysłał do przewodniczącego WHO Tedrosa Adhanoma Ghebreyesusana.
- Nie mogę pozwolić, by pieniądze amerykańskich podatników nadal finansowały organizację, która obecnie nie służy interesom Ameryki - brzmi fragment pisma. Przywódca USA stwierdził, że powtarzające się błędy WHO "w odpowiedzi na pandemię były niezwykle kosztowne dla świata".
- Jedynym ratunkiem dla Światowej Organizacji Zdrowia jest wykazanie się niezależnością od Chin" - ocenił ze stanowczością Trump. Jak dodał, jeśli WHO "nie zobowiąże się do istotnej poprawy w ciągu najbliższych 30 dni", trwale zamrozi fundusze Stanów Zjednoczonych dla Światowej Organizacji Zdrowia i "ponownie rozważy członkostwo w tej organizacji".

PZ
Źródło: o2.pl, buisnessinsider.com.pl