W Leicester otwarte są tylko te sklepy, które handlują towarami pierwszej potrzeby. Od czwartku przestaną działać szkoły. Nie będzie też otwarcia pubów, restauracji i salonów fryzjerskich. To wszystko miało nastąpić 4 lipca, jak w całej Anglii. Wszystko to przez to, że to właśnie w Leicester zlokalizowano 10 proc. wszystkich nowych przypadków zakażeń w Anglii. Ta statystyka znana już była przed tygodniem. Padają pytania dlaczego, mimo zapewnień rządu o gotowości do podjęcia zdecydowanych kroków, blokadę przywrócono dopiero teraz. Być może powodem było to, że specjaliści nie mogą dojść do tego skąd się bierze taki stan rzeczy. Na razie nie wiadomo, co jest przyczyną wzrostu przypadków zakażeń. Komentatorzy zaznaczają, że należy ich szukać zachowaniu mieszkańców. - Musimy mieć lokalną kontrolę nad lokalnymi ogniskami koronawirusa  -  mówi Dr Bharat Pankhania, epidemiolog i doradca brytyjskiej służby zdrowia. W przeciwnym razie, jak podkreśla, za kilka miesięcy to samo będzie się działo gdzie indziej.

Według badania przeprowadzonego ostatnio przez firmę LaingBuisson, aż ponad połowę śmiertelnych ofiar COVID-19 stanowią pensjonariusze domów opieki. Do statystyk wliczono również osoby, które zmarły w trakcie pobytu w szpitalu. Firma wzięła pod uwagę osoby, które wymieniły dom opieki jako swoje główne miejsce zamieszkania. Jak podaje "The Guardian", autorzy raportu oszacowali, że do końca czerwca liczba ofiar koronawirusa w Anglii wyniesie 59 tysięcy. Z tego aż 34 tysiące, czyli 57 proc., będą stanowili właśnie pensjonariusze domów opieki. przyczyną dysproporcji jest brak należytej ochrony przed COVID-19. W połowie marca rząd podjął decyzję o przeniesieniu części pacjentów ze szpitali właśnie do domów opieki. Z drugiej strony ich dotychczasowi pensjonariusze wielokrotnie zgłaszali, że od czasu wybuchu pandemii mają oni utrudniony dostęp do lekarzy. Oficjalne ostrzeżenie wydała też agencja rządowa Public Health England. Jeszcze w lutym 2020 roku zalecała, aby powstrzymywać się przed odsyłaniem pacjentów ze szpitali do domów opieki. Jak argumentowano, może to przyczynić się do rozprzestrzenienia pandemii COVID-19.

Taki stan rzeczy ma miejsce mimo tego iż 1 czerwca w związku z luzowaniem obostrzeń wprowadzono tam przepisy według których możliwe jest spotykanie się do sześciu osób z różnych gospodarstw domowych na otwartej przestrzeni - np. w parkach, ale także prywatnych przydomowych ogrodach - o ile zachowują one dwumetrową odległość. Dozwolone powody pozostawania z dala od domu na noc obejmują m.in. uczestniczenie w pogrzebie członka bliskiej rodziny, ułatwienie przeprowadzki, pracę, opiekę lub wolontariat. Możliwe jest to także, gdy dana osoba nie może wrócić do domu z powodu niebezpieczeństwa, w celu uniknięcia choroby, otrzymania pomocy, gdy nie jest możliwe podróżowanie. Również dopuszczalne jest, by dziecko pozostało z rodzicem/rodzicami, z którymi nie mieszka, jeżeli "konieczne jest kontynuowanie istniejących ustaleń". Zastrzeżono, że zakaz pozostawania na noc poza własnym domem bez uzasadnionych powodów nie dotyczy osób bezdomnych. Jak wyjaśniono, policja może nakazać ludziom opuszczenie nieruchomości, jeśli łamią oni nowe prawa - ale nie ma uprawnień do ich przymusowego usunięcia. Funkcjonariusze mogą natomiast ukarać osoby łamiące zasady i aresztować je, jeśli nie współpracują.

W Polsce na szczęście nie mamy do czynienia z taką sytuacją. Ministerstwo zdrowia poinformowało: "Mamy 239 nowych i potwierdzonych przypadków zakażenia #koronawirus z województw: śląskiego (84), małopolskiego (44), wielkopolskiego (26), mazowieckiego (21), podlaskiego (20), łódzkiego (17), świętokrzyskiego (8), dolnośląskiego (6), kujawsko-pomorskiego (3), lubuskiego (2), podkarpackiego (2), warmińsko-mazurskiego (2), zachodniopomorskiego (2), opolskiego (1) i pomorskiego (1)."

DZ

Źródło: RMF FM