Właśnie do prokuratury w Los Angeles zgłosiło się kolejne dwadzieścia pięć ofiar zboczeńca (a nie jest to liczba pełna – ponieważ ciągle zgłaszają się nowe). W przypadku trzynastu z nich do zdarzeń doszło na terenie Kalifornii Południowej. Nowe oskarżenia jak podaje kalifornijska prokuratura „prezentują całe spektrum zachowań związanych z przemocą seksualną: od obejmowania i obściskiwania kobiet bez ich zgody po gwałty”.

Na razie typ ma karnie odpowiadać przed sądem za napaść seksualną i gwałt na czterech kobietach. Trzy z przypadków miały miejsce w barze w West Hollywood, jeden w domu gwiazdora porno, w okresie pomiędzy 2014, a 2019 rokiem. Oficjalnie do tej pory prokuratura postawiła Jeremy'emu osiem zarzutów: „trzy gwałtu, jedno pobicie na tle seksualnym, trzy wymuszenia siłą penetracji obcym przedmiotem oraz jedno wymuszenie z użyciem siły penetracji oralnej”. Co do pozostałych zgłoszeń jeszcze nie wiadomo, kiedy prokuratura postawi zarzuty.

Oczywiście Ron Jeremy nie przyznaje się do żadnego ze stawianych mu zarzutów. W każdym razie zarzuty są bardzo poważne, skoro kaucja w jego przypadku wynosi aż 6 milionów 600 tysięcy dolarów. A gdyby został uznany za winnego wszystkich zarzucanych mu przestępstw seksualnych, to może mu zostać zasądzony wyrok nawet 90 lat pozbawienia wolności. Czego raczej 67-letni zboczeniec raczej nie przeżyje.

Ron Jeremy świetnie wpisuje się w całą bandę żydowskich przestępców seksualnych takich, jak Epstein, Weintain, Polański, Woody Allen, Strauss-Cohn, czy Cohn-Bendit. Jednak podobnie jak w przypadku powyższych błyskawicznie znikają z mediów informacje o ich żydowskim pochodzeniu.

Tymczasem „dziennikarka” Gazety Wyborczej (jak już wcześniej pisałem nie bez powodu nazywanej „Gazetą Żydowską” i to przez samą, światłą tropicielkę polskiego antysemityzmu Barbarę Engelking-Boni, która chyba wie co mówi, napisała o Jeremym, że „ma korzenie polskie i rosyjskie”. Cóż jaka piękna manipulacja ze strony mojej ulubionej łżegazety.

Otóż nie. Jeremy ma taki związek z Polską, że jego żydowscy przodkowie pochodzili z Czortkowa. Raczej można go nazwać Żydo-Amerykaninem i nowojorczykiem, ponieważ sam Ron Jeremy został wychowany w żydowskiej rodzinie na nowojorskim Queens’ie w dzielnicy żydowskiej. Jak pisały wcześniej o nim me(n)dia „Wniósł do tego typu filmów postać na pozór dziwnego uwodziciela: owłosionego, odpychającego grubasa, który jednak z łatwością znajduje partnerki, często tuzinami wskakujące do łóżka”. I dalej - To nie przypadek, że Żydzi określają rolę Jeremy’ego jako „nebbishy”, co w pierwowzorze języka jidisz znaczy: „nieszczęśliwiec-Słowianin”. A więc obrzydliwy Żyd wykonujący obrzydliwy, upadlający kobiety (które co prawda często same tego upodlenia chcą, albo po prostu chcą forsy, a do żadnej roboty księżniczki się nie nadają, więc kombinują z rozkładaniem nóg przed kamerą) został gwałtownie Polako-Rosjaninem.

Prokurator okręgowy w Los Angeles oskarżył Rona Jeremy’ego Hyatta o trzy przypadki gwałtu, trzy przypadki przymusowej penetracji waginalnej przez obcy przedmiot, a także jedną przymusową kopulację ustną i jeden gwałt za pomocą urządzenia na baterie. Za wszystkie powyższe zarzuty może on zostać skazany nawet na maksymalnie 90 lat dożywotniego więzienia. Przez co na sto procent wyrok będzie dla niego dożywociem, jeżeli doliczymy te 90 lat do jego dotychczasowych 67. I dobrze tak temu zboczonemu, seksualnemu zwierzęciu. Tak samo jak w pełni popieram karę śmierci dla francuskiego pedofila, który w Indonezji zgwałcił ponad 300 dzieci. Obaj powinni być trwale usunięci ze społeczeństwa.

Piotr Stępień