Obowiązek zakrywania ust i nosa w pojazdach komunikacji miejskiej wynika z rządowego rozporządzenia dotyczącego zwalczania epidemii COVID-19. Niestety, dotarło do nas wiele sygnałów, że mieszkańcy naszego miasta lekceważą powyższe rozporządzenie. Dlatego też, zwracamy się z prośbą o możliwość uruchomienia specjalnych patroli, które to monitorowałyby czy podróżujący miejskimi środkami transportu stosują się do rządowych zaleceń - czytamy w liście do prezydenta stolicy wystosowanym przez grupę stołecznych radnych, którzy są oburzeni, że nie wszyscy poddają się nakazom noszenia maseczek m.in. w komunikacji miejskiej.

Patrole miałyby się składać z pracowników Zarządu Transportu Miejskiego, straży miejskiej i policji. Powiało grozą... Stołeczny ratusz jeszcze nie odpowiedział na dramatyczny apel radnych - może dlatego, że Rafał Trzaskowski jest wciąż zajęty innymi sprawami.

Za brak maseczki w komunikacji miejskiej mogą grozić surowe kary. Oprócz 500-złotowego mandatu można dostać nawet do 30 tys. złotych kary - jeżeli policja skieruje wniosek do sanepidu o ukaranie. Z pewnością maseczkowe patrole sprawiłyby, że suma pieniędzy wydawana przez obywateli na mandaty i kary znacząco by wzrosła.