Żołnierzy jego armii tłum. Nie liczmy na zawieszenie broni. Mamy ich warunki przyjąć bez dyskusji. W pokorze. Jak tchórze, którymi się stajemy, bojąc się twardo zareagować, bo trzeba do tego mnóstwa odwagi. Najmniejszy odruch oporu jest wszak karany na różne sposoby, od wykluczenia zawodowego poczynając (vide: sprawa prof. Ewy Budzyńskiej), do ataków fizycznych włącznie. Stare wzorce reżimów komunistycznych mają się tu nieźle. Buntujesz się? Najpierw więc walniemy cię po kieszeni, pozbawimy środków do życia. Mamy w tym wprawę. Wzorce kształtowane w łagrach. Nie bez powodu znów stawiamy pomniki Lenina. Naszego staro – nowego idola, z którego zdrapaliśmy winę za śmierć milionów.

Zło wygrywa wtedy kiedy potrafi wpełznąć do umysłów, modelując je na swój sposób. Pierwszym etapem jest uczynienie z człowieka bezmyślnej kukły, mechanicznie powtarzającej rzucane hasła. Drugi etap to spowodowanie aby czynił to z fanatyczną ochotą, co wykluczy potrzebę buntu, nawet jeśli mogą do niego skłaniać dramatyczne doświadczenia. Fanatyk to ślepiec, który nie słyszy niczego prócz głosu wodzów. Przykład? Niemcy Hitlera. Naród ślepo za nim podążający, co doprowadziło do niebotycznej masakry i obrócenia w perzynę połowy Europy.

Zło jest sprytne. Powoli okrąża ofiary, mamiąc je wzniosłymi ideami, na czele z walką o lepszy świat. Zdobywszy pierwszy przyczółek, już na kolejnym każe nosić jawnie swoje sztandary. Tym razem jest to sztandar bardzo kolorowy, obiecujący mnóstwo wrażeń i moc zabawy. I o to chodzi. Bo cóż można zarzucić ludziom, którzy pląsają wesoło ulicami kolejnych miast w kolejnych krajach. Jednak gdzieś z tyłu, tam gdzie siedzą tego macherzy, odbywa się zgoła inne planowanie zdarzeń. Nie trzeba się zbytnio wysilać, ażeby dostrzec prawdziwe ich cele i strategię walki. Bo to jest walka. O sprawę arcyważną. O rząd dusz – i to w skali całego globu.

Wygranie jej utrudniają jednakże pewne przeszkody. Tą pierwszą i trudną do obalenia jest wiara chrześcijańska, z jej przykazaniem służenia wartościom wyższym. Z Chrystusowym Miłosierdziem, z czcią wobec Matki Bożej. Z pochyleniem się nad uciśnionymi. To wręcz wymarzone pole do popisu! Dobrać się do przeciwnika używając przeciw niemu jego własnych zasad. Stańcie się więc – nakazali macherzy – tymi uciśnionymi, a potem - jako ofiary - zażądajcie specjalnej ochrony. Nieważne, że nie jesteście rzeczywiście prześladowani. Nie o to chodzi. Macie tak wołać! Wyroiły się więc gromady „ofiar” w rodzaju aktywisty polskiego gejowstwa europosła Biedronia, który łkał w europarlamencie o prześladowaniach, jakich doświadcza w Polsce z powodu homoseksualizmu. Łkał i łgał na potęgę. Spryciarz. Teraz każdy niechętny mu gest stanie się dowodem, iż mówił prawdę. Może więc robić wszystko co mu wpadnie do łba. Każdy głos krytyki traktować jak skarb nabyty.

Nie wspomnę o niektórych naszych uczelniach wyrzucających poza nawias wykładowców, którzy śmieli oceniać rzeczywistość inaczej niż ją postrzegają „prześladowani”. W tych kuźniach myślenia doszło do bezmyślnego kneblowania ust naukowcom nie chcącym kroczyć posłusznie w szeregu, być baranami uważającymi „na rozkaz”, że np. tradycyjna rodzina to obsesja katolów, coś z czym trzeba walczyć. W takim postępowaniu uniwersytetów także uwidacznia się zwycięstwo zła. Bo czyż nie jest nim przymus akceptowania opinii narzuconych przez mniejszość żądającą swoistej nietykalności, co wyklucza wszelkie głosy krytyczne. Czyli knebel. Czyli wielki wstyd. Najwyższy jednak wstręt budzą studenckie donosy na wykładowców. Kapuś to dla mnie istota podła.

Ostatnie dni przyniosły nową „ofiarę”. Niejakiego Michała, wg. dokumentów osobę płci męskiej. A że poczuł się kobietą ( bywają takie przypadki…) ogłosił to wyjątkowo brutalnie. Napadł i pobił innego młodego człowieka, zwolennika obrony życia i rodziny. Filmik z ataku widziała cała Polska. Nie pozostawia on wątpliwości kto był agresorem. Ha! Tak by się wydawało! Bo inaczej spostrzega to Rzecznik Praw Obywatelskich. Po zatrzymaniu brutalnego chuligana wielce się wzburzył, że tak się biedaczynę nęka. Ani słowem nie bąknął RPO o prawach ofiary napaści. Widać w jego mniemaniu jednych bić wolno, lecz drugich nie tykać. Plugawić świętości można. Sprzeciwiać się temu – już nie.

Słudzy Zła nie zasypiają. Pilnują swoich nowo nabytych włości. Jak się skończy ta walka?

Zuzanna Śliwa