Rosyjski zabójca Siergiej Fiedotow, jak podał na łamach The New York Times Michael Schwirtz, dowodził zespołem trzech osób na Ukrainie. Skrycie przedostał się do Bułgarii. Miał sparaliżować dostawy broni. Miejscowy wytwórca dostarczał ją na Ukrainę ze swojej firmy Emco. Tym spowodował, że zainteresowała się nim Rosja. Zabójca znany jako Fiedotow wkradł się na parking. Nagrania ujęły tylko rozmazaną postać. Nie przeszkodziły mu jednak w dostarczeniu trucizny do samochodu biznesmena Emiliana Gebreva. Ów po spotkaniu handlowym miał halucynacje. Lekarze mówili, że prawie trzykrotnie go stracili.

Sześćdziesięciopięcioletni mężczyzna oraz jego syn zostali otruci. Dwukrotnie. Za drugim razem w domu nad Morzem Czarnym. Po tym, jak wydobrzeli, odbudowali swoją firmę. Znamienne, że cały zamach miał miejsce w 2015 roku i Zachód go przeoczył. Tym właśnie GRU dowiodło, że w kontekście rozgrywek wywiadu zachowało swoją jakość. Bułgarzy zamknęli śledztwo z braku dowodów. Przebudzenie stanowiły jednak powtarzające się próby otrucia, bo pozwoliło to na trafienie na ślad jednostki 29155.

Zajmuje się ona zabijaniem polityków oraz kampaniami uderzającymi w rządy na terenie Europy. To oni odpowiadają za próbę zabójstwa Siergieja Skripala, byłego szpiega Rosji w Wielkiej Brytanii. W 2016 prowadzili kampanię na rzecz destabilizacji Mołdawii. Wedle ustaleń wywiadu Zachodu, za jednostką stoi moskiewski generał major Andriej Awerjanow. Znalezienie wzorów w zamachach na Gebreva pozwoliło na znalezienie jednostki. Dalej trwają ustalenia w jaki sposób są wybierane cele. Jednym z przypuszczeń jest pozbywanie się konkurentów ze strony małych producentów broni. Przykładowo Bułgaria sprzedaje rocznie broń o wartości 1,2 mld euro. Na tle Rosji są to zyski symboliczne, ale - zdaniem analityka bezpieczeństwa Tihomira Bezłowa - wystarczają do zwrócenia uwagi.

Ujawniono, że Fiedotow znany również jako Denis Sergiejew to wysoki oficer z doświadczeniem w północnym Kaukazie. Miał udział w operacjach na terenie między innymi Katalonii. Wpisuje się tym w działania Rosji, które przemoc uznają za rozwiązanie. Istnieje wręcz opinia poruszana na szkolenia antyterrorystycznych, że najgorszej dla zakładników jeśli ich będą odbijali Rosjanie. Od 2006 roku prawo wprowadziło możliwość zabijania ludzi poza granicami kraju jako walkę z terroryzmem.

Na kanwie tego wskutek porozumienia z rządem Erdogann na terenie Turcji działał zabójca. Koncentrował się na pozbywaniu się Czeczenów związanych z tworzeniem dżihadu na terenie Rosji. W odróżnieniu jednak od filmów, zabójcy popełniali błędy. W trakcie likwidacji Abdulwahida Edelgiriejewa za pomocą strzału z samochodu zamachowiec nie trafił w swój cel. Należał do grupy jaka związała się z odłamem Al-Kaidy Jabhat al-Nustra. Znalazł się na celowniku, bo wedle ustaleń Rosjan planował zamach na prezydenta Władimira Putina. Podczas wybuchu w bloku z 2012 pojawiło się jego nazwisko jako dostawcy materiałów wybuchowych.

Rosja za pomocą wysadzenia w powietrze prezydenta Czeczeni Zelimkhana Jandarbijewa w 2004 dowiodła, że nie zna ograniczeń w walce o utrzymanie swojej potęgi. Sprawa polonu, którego użyli do otrucia Aleksandra Litwienki jest tylko kolejnym elementem. Profesor Mark Galeotti z Instytutu Stosunków Międzynarodowych uważa, że "to jest reżim jaki uważa, że ma prawo do działania w obronie interesów własnego bezpieczeństwa". Zarazem wskazał jaki jest tutaj sposób dobierania środków. - Jest to bardzo krwawa metoda stawiania czoła przeciwko zagrożeniom - tu nie mają problemu z zabijaniem ludzi - wyjaśnił.

GRU rekrutuje również miejscowych. W Turcji pozyskiwali lokalnych przestępców. Oferowali trzysta tysięcy dolarów za jedną zabitą osobę.

Pomimo publikacji między innymi ze strony BBC dowodów na udział Rosjan, wiele ich działań a także szczegółów działania jednostki 29155 pozostaje tajemnicą.

Jacek Skrzypacz