Furgonetkę zatrzymano na skrzyżowaniu ulic Francuskiej i Lipskiej. Na udostępnionym w Internecie filmie widać, jak grupa osób blokuje przejazd furgonetki Fundacji Pro – Prawo do Życia.

– Tutaj jedzie nielegalnie ta ciężarówka i ja stoję, żeby nie mogła dalej nielegalnie jeździć – mówiła kobieta z rowerem stojąca na przejściu dla pieszych. – Przynieśmy farbę z chaty i to zamalujmy – rzuciła pomysł jedna ze zgromadzonych.

– To, że on się tutaj zatrzymał, to dłużej ma pani szansę to czytać – mówiła jedna z kobiet. Zwolenniczka LGBT stwierdziła jednak, że "stara się coś z tym zrobić, bo to jest nielegalne".

Ostatecznie jeden z biorących udział w akcji mężczyzn wyciągnął spray i zaczął mazać nim po furgonetce. Kierowca pojazdu, Jan Bienias z Fundacji Pro, podszedł do niego i spokojnie prosił o odejście od samochodu. Podkreślił również, że aktywista niszczy mienie.

Tęczowy aktywista jednak nie reagował. Mazanie sprayem po furgonetce przerwał mu dopiero funkcjonariusz policji.

Na uwagę policjanta, że dopuszcza się niszczenia mienia, mężczyzna przyznał, że o tym wie. Jak dodał, robi to ponieważ napisy na furgonetce są - według niego - "nielegalne".

– Nielegalne? To proszę to zgłosić, a nie sobie robić dym – odparł policjant.

Zatrzymany mężczyzna przyznał, że podczas piątkowej manifestacji siedział na dachu radiowozu. – Obrażacie nas, szczujecie na nas i nie ma na to zgody – powiedział, pytany, dlaczego tak się zachowuje.

Na antypedofilskiej furgonetce Fundacji Pro – Prawo do Życia jest bowiem informacja o tym, czego lobby LGBT chce uczyć dzieci. "4-latki: masturbacji, 6-latki: wyrażania zgody na seks, 9-latki: pierwszych doświadczeń seksualnych i orgazmu". Są to dane zaczerpnięte z wytycznych WHO dotyczących tzw. edukacji seksualnej. Lobby i aktywiści LGBT uparcie dążą do wprowadzenia właśnie takich treści m.in. do polskich szkół jako obowiązkowe dla wszystkich zajęcia.

Marta Maciejewska