Nikt mu nie zabroni tym bardziej, że tylko jeden Pan Bóg wie, ilu swoich agentów Rosja umieściła na Białorusi i gdzie. A ponieważ prezydent Łukaszenka co najmniej od dwóch lat coraz bardziej irytował złego Putina, stając dęba wobec propozycji “integracji Białorusi z Rosją”, to co czekiście szkodzi, jeśli nawet nie zaplanować zamieszanie wokół święta demokracji, to przynajmniej przejąć nad nim kontrolę, żeby złowrogiego Łukasznekę zmiękczyć i uczynić bardziej podatnym na pomysły integracyjne? W tym celu jednak trzeba go tylko osłabiać, ale nie obalać, chyba, że dopiero po podpisaniu cyrografu. Wtedy może sobie pójść do diabła, a na jego miejscu stęskniony naród osadzi jakiegoś jasnego idola, choćby nawet panią Swietłanę, bo co to komu szkodzi?

Ale – jak to mówili starożytni Rosjanie – pożiwiom - uwidim – a tymczasem i u nas dzieją się ciekawe rzeczy. Nie chodzi mi bynajmniej o niejakiego “Margota”, za którym murem stanęło całe stado autorytetów moralnych, celebrytów i kujonów, tylko o oskarżenie, jakie prokuratura wysunęła przeciwko Wdowie Narodowej, czyli pani Magdalenie Adamowiczowej – jakoby dopuściła się jakichś nierzetelności podatkowych. Jak tam było, tak tam było; nikt nie jest bez grzechu wobec Boga, ani bez winy wobec cara – nie to jest istotne, tylko to, że to już jest drugi od 30 lat przypadek postawienia zarzutów wobec prominentnej osobistości z kręgu Platformy Obywatelskiej. Jak powiada poeta; “byłby to przypadek rzadki, a czy w ogóle są przypadki?” O tym nie ma mowy, bo gdyby przypadki się zdarzały, to takich oskarżeń, a nawet pięknych wyroków, byłoby znacznie więcej. Tymczasem nie było, więc wypada nam ten fenomen rozebrać sobie z uwagą.

Transformację ustrojową w naszym nieszczęśliwym kraju zaprojektowały dwie osoby: urzędnik amerykańskiego Departamentu Stanu Daniel Fried i szef Komitetu Bezpieczeństwa Państwowego ZSRR, czyli KGB, Władimir Kriuczkow. To, co ustalili, przekazali do wykonania generałowi Czesławowi Kiszczakowi, który wszystko zrobił, jak się patrzy, opierając się na wypróbowanych kadrach bezpieczniaków oraz gronie osób zaufanych z kręgu tzw. “lewicy laickiej”. To wtedy właśnie położony został kamień węgielny pod III Rzeczpospolitą, w postaci niepisanej zasady: my nie ruszamy waszych – wy nie ruszacie naszych. I kiedy wydawało się, że nic nie zakłóci spontanicznego rozwoju naszej młodej demokracji, diabeł podkusił amerykańskiego prezydenta Obamę do dokonania “resetu” w stosunkach amerykańsko-rosyjskich. Ten “reset” polegał na wycofaniu Stanów Zjednoczonych z aktywnej polityki w Europie Środkowo-Wschodniej, a powstałą w ten sposób próżnię natychmiast wypełnili strategiczni partnerzy, to znaczy – Niemcy i Rosja. Nikt już dzisiaj nie pamięta uroczystego podpisania przez partiarchę Moskwy i Wszechrusi Cyryla oraz arcybiskupa Józefa Michalika, owczesnego przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski, deklaracji o pojednaniu między narodami polskim i rosyjskim, podobnie jak nikt nie chce dzisiaj specjalnie pamiętać o “hołdzie pruskim”, jaki Naszej Złotej Pani złożył w Berlinie Książę-Małżonek, czyli minister Radosław Sikorski. Ale prezydentowi Obamie się odmieniło, zresetował swój poprzedni reset, co objawiło się w urządzeniu w Kijowie “Majdanu”, w następstwie którego zaprowadzono na Ukrainie demokrację, na czele z prezydentem Piotrem Poroszenką, który teraz jest oskarżany o różne przystępstwa, podobnie jak pan Sławomir Nowak, czy Wdowa Narodowa. Ale pan Nowak wolał wrócić na ojczyzny łono, gdzie nikt go nie ruszał – bo zasada leżąca u podstaw III Rzeczpospolitej nadal obowiązywała, mimo zażartej wojny, jaką z obozem zdrady zaprzaństwa toczy obóz “dobrej zmiany”. Aż tu nagle, kiedy tylko zakończyły się wybory prezydenckie w naszym bantustanie, kiedy sekretarz stanu USA, pan Pompeo, przekazał Kongresowi raport w sprawie realizowania przez Polskę żydowskich roszczeń majątkowych – jak grom z jasnego nieba gruchnęła wieść o aresztowaniu pana Sławomira Nowaka – no a teraz – o przedstawieniu zarzutów Wdowie Narodowej. Początkowo wydawało mi się, że aresztowanie pana Nowaka jest pierwszym poważnym ostrzeżeniem w obliczu żądań uznania przez niezawisły Sąd Najwyższy ważności wybowu pana Andrzeja Dudy i że wszystko zakończy sie wesołym oberkiem, to znaczy – niezawisły Sąd Najwyższy uzna, że z tymi wyborami to wszystko było w jak najlepszym porządku, a wtedy niezależna prokuratura kapnie się, że w wszystkie podejrzenia o istnieniu zorganizowanej grupy przestępczej, to nieporozumienie z powodu kuligu, którego uczestnicy przebrali się za gangsterów. Ale chociaż Sąd Najwyższy zachował się na poziomie, to pan Nowak nie tylko nadal siedzi, ale nawet posągowa Małgorzata Kidawa-Błońska, co to za niego poręczyła, zaczęła się tłumaczyć. No a teraz – Wdowa Narodowa. Co się stało; “czy instrument niestrojny, czy muzyk się myli”?

“Nie myli się mistrz taki!” - czyli pan Daniel Fried, który z dalekiego Waszyngtonu nadal czuwa nad nami. Musiał dojść do wniosku, zresztą całkowicie słusznego, że ta cała Platforma Obywatelska, to już tylko kupa gówna, które trzeba uprzątnąć i pozacierać ślady zapachowe tym bardziej, że na horyzoncie pojawił się kandydat na jasnego idola, w osobie pana Hołowni, za którym naród jakby już się stęsknił. W takim razie zasada: my nie ruszamy waszych – wy nie ruszacie naszych, najwyraźniej została zawieszona, a czołówka politycznej ekspozytury Stronnictwa Pruskiego powędruje do lochu, umacniając w ten sposób pozycję, a nawet rodzaj hegemonii obozu “dobrej zmiany” z Naczelnikiem Państwa na czele. No dobrze – ale dlaczego właściwie pan Daniel Fried okazał takie względy Naczelnikowi Państwa i jego trzódce? A dlatego, że Naczelnik państwa i trzódka nie tylko zgodzi się na eksterytorialność baz i żołnierzy amerykańskich w Polsce, ale i – co wydaje sie jeszcze ważniejsze – na realizację żydowskich roszczeń majątkowych. Taki krok z pewnością nie przysporzy obozowi “dobrej zmiany” popularności, chociaż wyznawcy będą z żarem głosili, że tak właśnie będzie najlepiej – ale właśnie dlatego trzeba pozwolić Naczelnikowi Państwa na rozgromienie dotychczasowej opozycji, żeby operacja przekazywania Polski żydowskim organizacjom przemysłu holokaustu przebiegła bez zakłóceń, - no a potem nasza młoda demokracja będzie mogła nadal rozwijać się spontanicznie – jak na Białorusi.

Stanisław Michalkiewicz