Na trop wpadliśmy przypadkiem, kiedy to spolegliwe wobec obowiązującego prawa organizacje patriotyczne zawiadomiły o chęci zorganizowania Marszu Zwycięstwa 15 sierpnia, w setną rocznicę Bitwy Warszawskiej, wydarzenia o wielkiej wadze dla naszego narodu. Zgromadzenia takie należy w myśl przepisów zgłaszać do stosownego urzędu by uzyskać pozwolenie. Tym urzędem jest dla stolicy Ratusz. Jednak prezydent Trzaskowski zgody nie wyraził, motywując to zagrożeniem epidemicznym, na jakie zwrócił uwagę Mazowiecki Inspektor Sanitarny. Od decyzji tej organizatorzy odwołali się do Sądu Okręgowego. Ten odwołanie oddalił, powtarzając motywację prezydenta miasta.

I tu dochodzimy do sedna. Do – mówiąc delikatnie – nierównowagi decyzji i prezydenta i Sądu. Nieco wcześniej stolica była wszakże widownią sporego zgromadzenia aktywistów LGBT. Jak zwykle pełną tęczowych kolorków, wrzasków, obraźliwych inwektyw pod adresem tych, co mają śmiałość mieć odmienny światopogląd. Już zwyczajowo nad ulicami leciały wyrażenia powszechnie uważane za obraźliwe, jakich powstydziłyby się nawet prostackie pijaczki spod budki z piwem. Kierowano je również w stronę pilnującej porządku policji. Tłum stał gęsto, lekceważąc zastrzeżenia sanitarne, wykluczające tak bliski kontakt.

Ktoś prosto myślący, oderwawszy się za chwilę od TVN–owskiej propagandy, mógłby pomyśleć, że kryje się w tym jakaś zagadka. Dlaczego oni się nie boją? Dlaczego kotłują się w zbitym tłumie, za nic mając przestrogi jakich nie żałuje się innym? Kto na to zbiorowisko zezwolił? Prezydent miasta? Wszak tylko on był władny decydować. Chyba, że zgromadzenie było nielegalne, pozaprawne, bo tęczowych obowiązujące zasady się nie imają. Pomijając wszelkie podteksty, są to pytania i wnioski logiczne. Spróbujmy problem ów jakoś rozgryźć, rozkminić, przeanalizować.

Odruchowo nasuwają się dwie zasadnicze odpowiedzi. Pierwsza to domniemanie, że ktoś ma nadzieję, iż ludzie LGBT masowo się pochorują, tym samym dając chwilowy oddech mieszkańcom tego czy innego miasta, którzy muszą znosić wrzaskliwe parady. Jeśli tak, na pierwszy plan wysuwa się sam prezydent stolicy. Czyżby to jego krecia robota? Ukryta niechęć i niezgoda na wyczyniane brewerie? A z drugiej strony wielka troska o zdrowie ludzi na Marszu Zwycięstwa. Chyba że…

Tu dochodzimy do drugiego wniosku. Być może mimo wszystko tęczowe zgromadzenie uliczne było super bezpieczne i nikt na nim obecny w rzeczywistości nie był narażony na dotyk wirusa. Dlaczego? Ano dlatego, że zostali nań uodpornieni tajną szczepionką. Jako istoty specjalnej troski, na które trzeba chuchać i dmuchać, bowiem prowadzą nas w nowy wspaniały świat, mogli w sekrecie dostąpić dobrodziejstwa sekretnego leku na koronę. Jeśli tak, mogą w najbliższej przyszłości liczyć na bujny wzrost szeregów. Bo i kto nie chciałby żyć sobie swobodnie, bez strachu przez krążącą wokół zarazą. Wystarczy, że ten i ów ogłosi nagłą zmianę swoich seksualnych inklinacji, wdzieje na męski dotąd grzbiet barwną sukienkę, umaluje oczęta i usteczka, zmieni imię np. na Margot. Trafi tym samym na listę ocalanych od pandemii. Od tej chwili żyć mu, nie umierać. Otworem staną wszystkie drzwi. Zniknie groźba zwolnienia z pracy czy nieukończenia studiów. Przecież nikt nie będzie miał odwagi porwać się na taką istotę. Będzie mogła nareszcie dać upust emocjom. Bezkarnie bić kogo tylko chce, szaleć po ulicach, kpić i lżyć, przerabiać na swój obraz i podobieństwo pomniki i święte figury.

Gdzie ta szczepionka? Należy ją natychmiast odtajnić. Nobel już czeka. Bez obaw. Katolikom szczepień się odmówi.

Zuzanna Śliwa