W wypadku nauczania hybrydowego dyrektor nie będzie musiał zamykać całej szkoły. Będzie mógł zawiesić zajęcia w jednaj klasie, w jednym oddziale czy jednej grupy wychowawczej. Będzie mógł zawiesić zajęcia tylko z jednej dziedziny. Takie grupy zostaną skierowane do kształcenia zdalnego. Gdy liczba zakażeń będzie poważniejsza, zawieszone zostaną wszystkie zajęcia i szkoła przejdzie na nauczanie zdalne. Ma to powiązanie z działającymi od kilku tygodni strefami żółtej i czerwonej. Specjalnych obostrzeń nie wprowadza się na terenie całego kraju, ale jedynie w tych powiatach, w których jest największe zagrożenie.

Najbardziej niepokojące jest to, że dzieci i młodzież wracają do szkół, gdy notuje się znaczny wzrost wypadków zarażenia. Jest to wynikiem spotkań rodzinnych, wesel, rozluźnienia wakacyjnego. Wiadomo, że w takiej rzeczywistości powrót dzieci do szkół musi budzić niepokój.

Liczba zakażeń na terenie całej Europy sukcesywnie rośnie. W niektórych landach niemieckich dzieci wróciły do szkół już w pierwszym tygodniu sierpnia. Tak jest w Nadrenii Północnej-Westfalii, gdzie minister edukacji wprowadziła nakaz noszenia maseczek podczas zajęć. W przypadku łamania tego zakazu, uczniowie będą czasowo zawieszeni, albo nawet wydaleni ze szkoły.

W Wielkiej Brytanii uważa się, że nakaz noszenia przez wiele godzin maseczek jest bezsensowny i dlatego nie zaleca się ich w szkołach, ale ostrzega się, że bez efektywnego systemu namierzania i wykrywania chorych, otwarcie szkół grozić będzie dwukrotnie szybszym rozprzestrzenianiem się choroby.

Tak było w Izraelu. W czerwcu przy dobrej lokalizacji źródła zakażeń na 1,4 zakażonych aż 47proc. zaraziło się w szkołach. Jak będzie u nas, czas pokaże. W Finlandii, Danii, Norwegii, Holandii po otwarciu szkół, liczba zakażonych nie wzrosła znacząco.

U nas nie wprowadza się podziału uczniów na mniejsze grupy w klasach, ani większej liczby zmian, tak jak większej przestrzeni między siedzącymi w jednym pomieszczeniu. Maseczki nie będą obowiązywać podczas lekcji. Wprowadza się obostrzenia do dwóch osób w szatniach. W związku z tym uczniowie będą musieli przychodzić wcześniej do szkoły. Maseczki nie obowiązują uczniów w szkole, ale jak najbardziej w sklepach, w komunikacji miejskiej. Dyrektorzy zależnie od wielkości budynku mogą wprowadzić nakaz noszenia maseczek na korytarzach. Uczniowie będą uczyli się tylko w jednej sali wyznaczonej dla danej klasy. Pomieszczenia mają być często wietrzone. Dzieci powinny korzystać jedynie ze swoich przyborów szkolnych, swojego jedzenia. W każdym pomieszczeniu jest płyn do dezynfekcji rąk.

Problemów nadal jest dużo. Rodzice dzieci, których jedno jest chore boją się, że drugie dziecko może przynieść zarazę do domu i zakazić chore, niepełnosprawne rodzeństwo. To samo jest z domami, w których mieszkają rodziny wielopokoleniowe. Dziadkowie są bardzo zagrożeni. Nierozwiązana jest także kwestia zatrudniania nauczycieli w kilku placówkach oświatowych. Tak pracują, aby „wyrobić” pensum. W DPS-ach, gdy personel pracował w kilku placówkach, przyniosło to bardzo niedobre efekty.

Nauczyciele boją się także zdalnego nauczania. Choć minister Dariusz Piontkowski chwalił ich za efekty dotychczasowe, to oni wspominają ten okres jako koszmar. Nikt ich tego nie uczył.

Sami musieli borykać się z problemami ze sprzętem i innymi. Teraz nic się w tym zakresie nie zmieniło. Podczas wakacji powinny odbywać się jakieś kursy dokształcające. Ministerstwo zaniedbało ten problem.

W rzeczywistości otwierając szkoły musimy się liczyć z wieloma problemami. Ale otwarcie szkół jest nieuniknione. Dalsza izolacja dzieci stała się niemożliwa. Grozi to poważnymi zaburzeniami w ich rozwoju umysłowym jak i psychicznym. Dlatego musimy podjąć kolejne wyzwanie.

Iwona Galińska