Swoim bólem podzielił się z pełnymi współczucia towarzyszami z ław europarlamentu. I choć od tamtej pory minęło już parę miesięcy, do dziś pamiętane są w PE jego gorące wyznania o ciężkiej doli, jaką fundują mu rodacy. W swoim kraju – wyznawał wówczas – z powodu orientacji seksualnej nie jest wpuszczany do lokali, sklepów i wszędzie gdzie był rozpoznawany. Gdyby się jednak uparł, grozi to ściągnięciem na siebie potwornych szykan, co da się opisać wyłącznie wstrząsającymi krwawymi słowami.

Na nic się zdały popiskiwania polskiego zaścianka, że takie oskarżenia do łajdactwo, wierutne kłamstwo, że łże jak najęty, bo nikt go nie tłamsi, nie dręczy i nie prześladuje. Dostojny parlament ochoczo uwierzył jednak jemu – nieszczęsnej ofierze morderczej homofobii Polaków. Zresztą nawet jeśli nie uwierzył, nie ma to znaczenia w sytuacji kiedy toczony jest zażarty bój o przekształcenie świata w ten lepszy, wspanialszy, bez zakazów i hamulców moralnych. Aby to osiągnąć trzeba mieć odpowiedni oręż. Na wojnie nie liczy się sprawiedliwość i prawda, liczą się celne kule. Liczą się prowokacje. Preteksty. Nasz nieszczęśnik doskonale o tym wie. I z cynicznym upodobaniem dostarcza nabojów armii agresora.

Spieszą mu w sukurs tu, w Polsce, gromadki pomniejszych żołnierzyków, chcących zdobyć laur wojownika przynajmniej klasy swego mistrza. Jeden z pretendentów do roli łajdaka wpadł na genialny w swej prostocie pomysł. Kosztowało go to tyle, co cena sklejki i farby, chociaż być może nie musiał płacić z własnej kieszeni, bo sponsorów na zapleczu tej bitwy nie brakuje, że wymienimy znanego „filantropa” (bez nazwisk! Grozić może pomówieniem o antysemityzm). Ówże pomysłodawca wykonał na przyciętej odpowiednio sklejce napisy oznajmujące, że dana gmina albo miasto jest strefą „wolną od LGBT”. Po czym rozwiózł to swoje dzieło po kraju, umieszczając je przy tablicach z nazwami miejscowości. Teraz wystarczyło zrobić serię fotografii, by z wrzaskiem o prześladowaniu w Polsce ludzi LGBT rozpowszechnić je w Europie.

Ta prowokacja stała się idealnym pretekstem do kolejnych ataków. Dała również nowy argument naszemu nieszczęśnikowi z PE. Już mógł bez żenady rozgłosić wieść o terrorze panującym w Polsce. Doskonale wiedział, że i to łgarstwo elity UE łykną bez mydła, nawet jeśli zdają sobie sprawę, iż to tzw. ustawka. Lecz wojna wymaga kul, nieważne przez kogo i jak wytwarzanych. Na tym nie koniec. Doskonale wiedząc, iż wspomniane tablice są fałszywką, nadal używa ich jako strzelniczego działa, w czym wtórowali mu i wtórują aktywiści LGBT oraz politycy i europosłowie proweniencji totalnej. Strzały te mają kilka celów: ostatecznie dobić lub mocno osłabić rządy jakie im nie w smak ale przede wszystkim tak długo nękać polskie społeczeństwo, aż umordowane ich występami i występkami dla świętego spokoju zgodzi się wreszcie dać im specjalne prawa, na czele z prawem nietykalności nawet za czyny przestępcze (vide: sprawa Michała Sz. ksywka Margot).

Potem już pójdzie jak po sznurku. Małżeństwa par jednopłciowych i adopcja dzieci, obowiązkowe uczenie, poczynając od przedszkoli, różnych form uprawiania seksu oraz powierzanie innopłciowcom ważnych stanowisk decyzyjnych. Zaś nad tym wszystkim, obok tęczowego będzie powiewał sztandar cenzury przez duże „C”. Być może do kanonu praw podstawowych i do kodeksu karnego zostanie też wpisane ściganie za „myślozbrodnię”. A co z niepokornymi, którzy nie zechcą się poddać nowym porządkom i swoje o tym myślą? Cóż, są jeszcze w Bieszczadach odpowiednio odludne miejsca na obozy reedukacyjne. Wiwat wspaniała przyszłość! Nadchodzi czas łajdaków!

Anna Rak