Uczestnicy marszu przenieśli też jedną małą tabliczkę przeciwko seksualizacji dzieci, jedną małą „pro live" i jedną małą po angielsku „stop aborcji". Ja miałem ze sobą tabliczkę pewnie z najbardziej kontrowersyjnymi hasłami „homosex to większe ryzyko chorób przenoszonych drogą płciową" oraz „dla PiS życie norek ważniejsze od nienarodzonych" - w związku z krytyką PiS emeryci sympatyzujący z partią rządząca żądali usunięcia mnie z marszu (do czego nie doszło).

Na tle wcześniejszych marszy i innych tego typu demonstracji szokowała polityczna poprawność, brak kontrowersyjnych dla lewicy haseł. To, że postulaty zakazu aborcji czy przeciwstawienia się tęczowej agresji stały się tematem tabu. Taka polityczna poprawność i tak nic nie dała — trzykrotnie kilkuosobowe grupki tęczowych usiłowały zakłócić marsz.

Sukcesem marszu miał być udział w nim prezydenta Dudy. Warto przypomnieć, że jeszcze przed wyborami w 2015 roku politycy PiS jasno deklarowali, że są przeciwni ograniczeniu kompromisu aborcyjnego (stanowisko to skrzętnie ukrywały media katolickie). Kompromis aborcyjny to mordowanie nienarodzonych dzieci podejrzewanych, że są chore, że rzekomo zagrażają zdrowiu mamy, albo mających rodziców, którzy złamali prawo.

W numerze 50 tygodnika "Gość Niedzielny" z 11 grudnia 2014 znalazł się wywiad z Andrzejem Dudą. W wywiadzie tym znalazły się dwa ważne pytania o stosunek kandydata do spraw poruszanych w bioetycznym nauczaniu Kościoła katolickiego. Pierwsze pytanie dotyczyło "małżeństw" gejowskich a drugie aborcji.

W kwestii pierwszej, kandydat PIS stwierdził, że nie podpisałby ustawy nadającej konkubinatom w tym i tym gejowskim praw małżeństw. Swoją decyzję Andrzej Duda uzasadnił tym, że konstytucja RP definiuje małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny. Redakcja tygodnika nie zainteresowała się jednak tym, co by się stało, gdyby zmieniono definicję zawartą w konstytucji. A jest to zasadne pytanie z racji na to, że w swej odpowiedzi kandydat PiS odwołał się głównie do norm prawnych, a nie do pryncypiów moralnych.

Na pytanie o to, jak by się kandydat PiS będąc prezydentem zachował wobec ustawy zakazującej całkowicie aborcję, Andrzej Duda odpowiedział w bardzo ciekawy sposób. Kandydat PiS zadeklarował, że obecnie jest przeciw aborcji, jest sygnatariuszem inicjatywy „Jeden z nas", głosował w sejmie przeciw aborcji, i na forum ciał UE występował z krytyką aborcji, ale jako prezydent musiałby być mniej radykalny. Zdaniem Andrzeja Dudy, całkowity zakaz aborcji spowodowałby to, że lewica w przyszłości wprowadziłaby całkowitą liberalizację aborcji.

W wywiadzie „Gościa Niedzielnego" przyszły prezydent, odpowiadając na pytanie „A co zrobiłby Pan z ustawą całkowicie zakazującą aborcji?
" odpowiedział, że "Mój osobisty pogląd w tej sprawie jest więc jednoznaczny".

- Roztropny i przewidujący polityk musi jednak brać pod uwagę również niebezpieczeństwo, że zmiana obowiązującej ustawy zaostrzy walkę o całkowitą liberalizację, a w przyszłości, w przypadku wyborczego zwycięstwa liberalnej lewicy, czego przecież wykluczyć nie można, doprowadzi do przyjęcia nowych regulacji przez zwolenników tzw. aborcji z przyczyn społecznych. Środowiska skrajnie lewicowe wciąż tego typu postulaty podnoszą i są przy tym niezwykle agresywne i ekspansywne. Dla nas, ludzi wierzących, to poważny problem, a dla katolickiego polityka to wielkie i trudne wyzwanie - przekonywał Duda.

Takie stanowisko, niezwykle popularne wśród zwolenników obecnego prawa aborcyjnego, może oznaczać, że jako prezydent Andrzej Duda, aspirujący zapewne do miana roztropnego i przewidującego polityka, nie poparłby całkowitego zakazu aborcji ze strachu przed naruszeniem "kompromisu".

W numerze 15 tygodnika „Gość Niedzielny" z 12 kwietnia 2015 z Andrzejem Dudą rozmawiał Andrzej Grajewski. W kwestii dopuszczalności aborcji Andrzej Duda pochlebnie wypowiadał się o "kompromisie" aborcyjnym, który został złamany przez PO. Zdaniem kandydata PiS, wszelkie projekty ograniczające aborcję można zgłaszać tylko wtedy gdy „jest do tego odpowiednia większość w parlamencie, jeśli jej nie ma, łatwo można doprowadzić do sytuacji odwrotnej, do wprowadzenia takich przepisów, które osłabią ochronę życia".

To, że manifestacje na rzecz rodziny są takie nieliczne w Warszawie, jest bardzo smutne. W archidiecezji warszawskiej mieszka 1.700.000 katolików. W diecezji warszawskiej jest 212 parafii, a w diecezji warszawsko-praskiej 198. Księży jest 2569. Zapewne kilkadziesiąt tysięcy osób jest bardzo zaangażowanych w działalność różnych organizacji katolickich.

W mojej opinii środowiska marszów na rzecz rodziny nie powinny być apolityczne, powinny być otwarte tak jak parady gejów na udział organizacji politycznych. Ich przekaz powinien być radykalniejszy.

Jan Bodakowski