Jak jeszcze niedawno można było wyczytać, aktywiści BLM „wierzyli” w odrzucenie „heteronormatywnego” myślenia, zniesienie „cisgenderowych przywilejów”, czy w walkę o pozycję „czarnych ludzi trans” – a zwłaszcza „czarnych transkobiet”. Do postulatów wymienionych w manifeście zaliczały się także „walka z nuklearnym modelem rodziny” oraz tworzenie „wiosek” wspólnie wychowujących dzieci. Swoją drogą te ostatnie postulaty do złudzenia przypominają „eksperyment” w kibucach, który zakończył się kompletnym fiaskiem i powrotem pokolenia wychowywanego „kolektywnie” do tradycyjnego modelu rodziny. 

Teraz jednak opinia publiczna jest pozbawiona szansy na zaczerpnięcie u źródeł informacji na temat prawdziwego oblicza BLM. Aktywiści z jakichś względów postanowili już nie chwalić się swoimi „ideami i wartościami” na oficjalnej stronie. 

Do tej pory można było wyczytać, że zakres „zainteresowań” rzekomo antyrasistowskiego ruchu jest naprawdę szeroki. Na usuniętej podstronie „W co wierzymy” można było wyczytać, że Black Lives Matter to ruch mający objąć wszystkich czarnoskórych na całym świecie. Co więcej, naszpikowana progresywnymi postulatami deklaracja ideowa miała powstać na skutek kolektywnych wysiłków. W jej myśl ruch miał „uznawać, szanować i celebrować różnice, jak i to, co wspólne”, budować wspólnotę oraz dążyć do emancypacji czarnoskórych tak, by każdy z nich cieszył się „wolnością i sprawiedliwością”. To zaś miało stanowić punkt wyjścia dla starań o wolność i sprawiedliwość dla innych grup. 

Jednak poza czysto „antyrasistowskim” przekazem znalazły się tam również tęczowe postulaty. „Jesteśmy autorefleksyjni i wykonujemy pracę konieczną w celu zlikwidowania cispłciowych przywilejów i podniesienia stanu czarnych ludzi trans, zwłaszcza czarnych transkobiet, na które wciąż nieproporcjonalnie wpływa przemoc trans-antagonistyczna” – można było przeczytać. 

BLM zapowiadał także walkę z tradycyjną rodziną na rzecz modelu „kolektywnego”. „Rozrywamy zalecane na Zachodzie wymogi dotyczące nuklearnego modelu rodziny wzajemnie się wspierając jako rodziny wielopokoleniowe i wioski zbiorowo troszczące się o każdego, a zwłaszcza o nasze dzieci, w stopniu w jakim matki, rodzice i dzieci czuć się będą komfortowo” – napisano w manifeście organizacji.

„Wspieramy sieć afirmującą queer. Kiedy się zbieramy, czynimy to z zamiarem uwolnienia się z ciasnego uścisku myślenia heteronormatywnego, czy raczej od przekonania, że wszyscy ludzie na całym świecie są heteronormatywni (o ile ktoś nie ujawni czegoś innego)” – zapewniono dalej.  

Ze strony zniknęła także zakładka dotycząca kierownictwa organizacji. Ostała się za to sekcja „herstoria”, w której zdawkowo wspomniano o założycielkach. Wskazano również, że inne ruchy mające na celu „wyzwolenie czarnych” skupiają się na czarnych, heteroseksualnych mężczyznach. Nie biorą pod uwagę „kobiet, osób queer i trans i innych. „Jako sieć zawsze uznawaliśmy potrzebę skoncentrowania przywództwa kobiet oraz osób queer i trans” – czytamy. 

To ostatnie zdanie bynajmniej nie jest na wyrost. Ruch założyły bowiem trzy czarne kobiety: 36-letnia Patrisse Khan-Cullors, która od 16. roku życia jest zadeklarowaną lesbijką; 39-letnia Alicia Garza, która wzięła „ślub” z białą kobietą identyfikującą się jako „transpłciowy mężczyzna” oraz 36-letnia „działaczka na rzecz praw człowieka” Opal Tometi. 

Khan-Cullors już w 2015 roku w rozmowie z MSNBC podkreślała „queerową tożsamość” założycieli Black Lives Matter. Jak mówiła, „od samego początku” ważne było aby ruch zajmował się nie tylko „zabójstwami młodych czarnych chłopców”, lecz także „życiem wszystkich czarnych” – w tym także transpłciowców. Aktywistka twierdziła, że w przeszłości przywódcy ruchu na rzecz czarnoskórych „nie byli reprezentatywni dla wszystkich czarnoskórych, bo walczono tylko o ścisły interes czarnych mężczyzn, chrześcijańskich i heteroseksualnych”.

Na tym jednak nie koniec. BLM popiera także „walkę o prawa reprodukcyjne”, czyli po prostu aborcję. „Dzieci zabite w aborcjach nie żyją i nie będą się rozmnażać. Grupy BLM ogłosiły w lutym 2015 r swoją solidarność z organizacjami sprawiedliwości reprodukcyjnej. Nie można zwalczać przemocy, jednocześnie ją wspierając” – napisał czarnoskóry działacz pro-life Ryan Bomberger.

Jak podkreślił, fakt, że BLM koncentruje się na ideologii LGBT jest jednym z wielu powodów, dla których nigdy sam nie przyłączy się do ruchu. Wskazał również, że grupa „całkowicie ignoruje ojcostwo”, mimo że „każda miejscowość, w której znajdują się rodziny bez ojców, doświadcza wyższej przestępczości, większego zażywania narkotyków, częstszej aborcji, częstszego porzucania nauki przez dzieci i w konsekwencji dużego ubóstwa”.