Oprócz tego w szkołach w ramach wychowania obywatelskiego trwa ciągła indoktrynacja seksualna. Portugalczycy pobierają nauki w szkołach przez 12 lat, z tego aż 9 lat wychowanie obywatelskie jest obowiązkowe. Jedynie przez trzy lata staje się przedmiotem nieobowiązkowym. Uczą się o wolności, prawach człowieka, kulturowości, wiedzy o środowisku, zdrowiu oraz życiu społecznym. Po ukończeniu 11 lat, program jest rozszerzony o zagadnienia o zagadnienia z zakresu politycznej poprawności seksualności i typów rodziny z uwzględnieniem "małżeństw homoseksualnych". Za to religia czy etyka jest od początku traktowana jako przedmioty nadobowiązkowe. Wydawało by się, że środowiska LGBT w tym kraju mają raj na ziemi i niczego im nie brakuje. Ale oni są czujni i nie pozwalają na jakiekolwiek odstępstwa od swoich przywilejów.

Na takim podłożu miało miejsce kuriozalne wydarzenie. Otóż we wrześniu 2018 r. ojciec sześciorga dzieci Artur Mesquita Gumaraes przejrzał podręczniki synów i po zapoznaniu się z ich treścią, zabronił dwójce dzieci uczęszczać na lekcje wychowania obywatelskiego. Rodzice mieszkający na północy kraju, w mieście Vila Nova de Famalicao poinformowali o swojej decyzji szkołę. Tłumaczyli, że w programie jest zawarta ideologia gender, która jest w opozycji do systemu wartości przekazywanych ich dzieciom w domu. W swojej decyzji powoływali się na klauzulę sumienia. Ale szkoła nie uznała ich racji i na koniec roku szkolnego 2019-2020 odmówiła promocji uczniów do następnej klasy.

Artur Mesquita Gulimaraes z myślą o innych uczniach, którzy przeżywają podobne dylematy, chciał wypracować rozwiązanie systemowe. W tym celu zakwestionował decyzję szkoły i skierował sprawę do sądu administracyjnego w Bradze. Powoływał się na art. 36 konstytucji, który gwarantuje rodzicom prawo i obowiązek kształcenia i utrzymania dzieci. Sąd przyznał mu rację. Jednak miesiąc później decyzję szkoły poparł sekretarz ministerstwa edukacji. Wyraził opinię, że dwóch chłopców, którzy nie uczęszczali na wychowanie obywatelskie od 2018 r., powinni powtarzać nie jedną, lecz dwie ostatnie klasy.

Ojciec synów złożył na ręce prezydenta Marcelo Rebelo de Sousy wniosek o odwołanie niekompetentnego urzędnika. W tym też czasie do prezydenta trafił manifest, w którym ponad 100 polityków z różnych opcji, działaczy społecznych i profesorów akademickich wstawiło się za Arturem Mesquita Gulimeraesem. Uważają oni, że wychowanie obywatelskie nie powinno być obowiązkowe. Odwołali się do art. 43 konstytucji o zakazie narzucania przez publiczne szkoły wytycznych filozoficznych lub religijnych.

Na takie stanowisko Partia Socjalistyczna nie mogła być głucha. Liderka tej partii stwierdziła, że manifest przeciwko przedmiotowi to próba powrotu do przestarzałych dogmatów oraz ruchów antywolnościowych, które zostały odziedziczone po starym systemie. - Za pomocą tego manifestu ugrupowania prawicowe i skrajnie prawicowe, które działają na całym świecie i w Europie, starają się ograniczyć wolność i zdusić walkę o prawa ludzi o odmiennych poglądach - grzmiała.

Działacze LGBT nie omieszkali poskarżyć się na dyskryminację i kategorycznie sprzeciwili się, aby wychowanie obywatelskie było przedmiotem nadobowiązkowym. W Portugalii od 37 lat rządzą ugrupowania lewicowe i nie mogą pozwolić, aby prawica wprowadzała swoje prawa.

Do całej sprawy wtrącił się episkopat Portugalii. Duchowni wyrazili zaniepokojenie brakiem kontroli rodziców w tak delikatnych sprawach, jak emocje i cielesność nastolatków. Wyrazili także chęć wzięcia udziału w debacie i wspólnego ustalenia programu edukacyjnego, w myśl zasady poszanowania wolności każdej ze zwaśnionych stron.

Głos zabrał również patriarcha Lizbony kard. Manuel Clemente, który poparł klauzulę sumienia stosowaną w podobnych kwestiach, gdy nauczanie w szkole stoi w opozycji do systemu wartości, które wpajane są przez rodziców. - Zgodnie z myślą Powszechnej deklaracji praw człowieka czy portugalską ustawą zasadniczą to rodzice odpowiadają za wykształcenie nieletnich. Dlatego tak ważna jest ich czujność. Nie ma miejsca na sprzeczne informacje. Rodzice i szkoła muszą się uzupełniać - powiedział.

Iwona Galińska