Taka sytuacja związana jest z koronawirusem, którego nawrót spodziewany jest właśnie w okresie jesienno-zimowym. Ma to zapobiec sytuacji, jaka miała miejsce w marcu, gdy na początku epidemii koronawirusa klienci w panice wykupowali niektóre towary i przez pewien czas były one trudne do zdobycia. Wprowadzone przez Tesco limity dotyczą mąki, makaronu, papieru toaletowego, chusteczek antybakteryjnych oraz chusteczek dla niemowląt. Jednorazowo będzie można kupić maksymalnie trzy opakowania tych produktów. Dodatkowo wprowadzono limity w przypadku niektórych produktów sprzedawanych przez internet, jak ryż czy warzywa w puszkach. Tesco zapewniło, że nie ma problemów z zaopatrzeniem i wszystkie zapasy uzupełniane są na bieżąco, wobec tego klienci powinni robić zakupy w normalnych ilościach.

W czwartek sieć Morrisons wprowadziła limity w liczbie takich produktów jak papier toaletowy czy środki dezynfekujące. Jak wyjaśniono, celem tego kroku jest zapewnienie, by starczyło ich dla wszystkich. Stacja BBC poinformowała w piątek, że po ostrzeżeniu przez rząd, iż w razie dalszego wzrostu liczby zakażeń możliwe są dalsze restrykcje, w niektórych sklepach ludzie zaczęli wykupować towary na zapas. Podobne racjonowanie sprzedaży niektórych produktów zarówno Tesco, jak i inne główne sieci supermarketów wprowadziły na początku marca, gdy zaczynała się epidemia. Wtedy jednak limitami objęto większą ilość produktów niż obecnie.

W związku z dużą liczbą pozytywnych testów na koronawirusa brytyjski rząd zaostrzył restrykcje. Wśród nich są zapisy o najwyżej 15 osobach na weselach, najwyżej 30 na pogrzebach i kary dla wszystkich bez wyjątku za łamanie zasad sanitarnych. Cel to zatrzymanie drugiej fali koronawirusa - powiedział premier Boris Johnson. Rząd autonomicznej Szkocji zdecydował o wprowadzeniu zakazu odwiedzin w domach. Szef brytyjskiego rządu przedstawił w Izbie Gmin plan działań gabinetu w związku z rosnącą liczbą zakażeń koronawirusem. 
- Zawsze wiedzieliśmy, że choć zmusiliśmy wirusa do odwrotu, perspektywa drugiej fali pozostawała realna - wskazywał. Mówił, że "osiągnęliśmy niebezpieczny punkt zwrotny" i z powodu wzrostu zakażeń koronawirusem nie ma innego wyjścia, jak tylko zaostrzyć obowiązujące regulacje. Te dotyczą jednak tylko Anglii, bo ochrona zdrowia w Szkocji, Walii i Irlandii Północnej to obszar pozostający w kompetencjach tamtejszych rządów. Ogłaszając zmiany, Boris Johnson zapowiedział, że "to nie jest powrót do pełnego lockdownu", ale lista nowych wytycznych jest długa:

- wszyscy, którzy mogą pracować z domu, powinni to robić,
- we wszystkich pubach, barach i restauracjach będzie wymóg obsługi wyłącznie przy stolikach,
- lokale gastronomiczne będą mogły być czynne tylko do godziny 22,
- maksymalnie 15 osób będzie mogło uczestniczyć w ślubach i weselach,
- maksymalnie 30 osób będzie mogło uczestniczyć w uroczystościach pogrzebowych,
- kary dla przedsiębiorców za łamanie zasad sanitarnych w wysokości do 10 tysięcy funtów,
- nakaz zasłaniania twarzy rozszerzony na pracowników sklepów i taksówkarzy oraz na lokale gastronomiczne (poza czasem jedzenia bądź picia),
- kary dla wszystkich osób niezasłaniających nosa i ust oraz łamiących "regułę sześciu", czyli spotykających się w grupach większych niż sześć osób, podwyższone ze 100 do 200 funtów,
- wstrzymane plany powrotu publiczności na wydarzenia sportowe, a także plany wznowienia targów i konferencji.

Nie ma otwartego polecenia brytyjskich władz o konieczności pozostania w domu jednak rządzący wyraźnie „zalecają” taki ruch. - Nie wydajemy ogólnego polecenia, aby pozostać w domu. Zadbamy o to, aby szkoły, uczelnie i uniwersytety pozostały otwarte, ponieważ nic nie jest ważniejsze od edukacji, zdrowia i dobrego samopoczucia naszych młodych ludzi. Zapewnimy, że przedsiębiorstwa będą mogły pozostać otwarte w sposób zgodny z zasadami bezpieczeństwa - mówił brytyjski premier w Izbie Gmin. Dodał przy tym, że "musimy jednak podjąć działania w celu powstrzymania tej choroby (COVID-19 - red.)". Boris Johnson zapowiedział, że jeżeli nie nastąpi poprawa sytuacji epidemicznej, ograniczenia będą obowiązywać nawet pół roku. - Muszę podkreślić, że jeśli wszystkie nasze działania nie doprowadzą do obniżenia wartości R poniżej 1, wtedy zastrzegamy sobie prawo do zastosowania większej siły ogniowej ze znacznie większymi ograniczeniami - zaznaczył. Wartość R to współczynnik reprodukcji wirusa informujący o tym, na jakim etapie jest epidemia. Wskazuje on, ile osób może zarazić jeden pacjent, u którego stwierdzono infekcję. Wartość współczynnika R poniżej 1 oznacza, że epidemia się cofa, powyżej - że się rozwija. Obecnie na Wyspach współczynnik R wynosi powyżej 1. Pozostaje pytanie czy takie działania czekają też nas w Polsce?

DZ