Ponad tydzień temu rząd wrzucił wszystkie powiaty do strefy żółtej, za wyjątkiem tych, które były lub "awansowały" do strefy czerwonej. Wszędzie w przestrzeni publicznej - według rozporządzenia, które wielu ekspertów i prawników uważa za niezgodne z ustawą, tj. nielegalne - trzeba nosić osłonę na twarz.

Tymczasem kolejny lekarz przyznaje oficjalnie, że noszenie tychże jest bezsensowne, szczególnie na zewnątrz.

- Sportowcy, którzy biegają za chwilę mają zapalenie przedniej części oczodołu, czyraki, Nawet wśród księży to obserwujemy, w zasadzie prawie, że nagminnie - podkreślił prof. Bogusław Machaliński w rozmowie z Radiem Szczecin.

Wyjaśnił, że powietrze z maski uderza w oczy i "nie wszyscy to na pewno tolerują, ten dwutlenek węgla i te namnażające się tam bakterie".

- Mamy badania szwajcarskie, sprzed dwóch tygodni, mówiące o tym, że po dwóch godzinach noszenia bawełnianej czy flizelinowej maski powstaje tam koktajl bakterii, grzybów i pierwotniaków, którymi noszący inhaluje się - podkreślił lekarz.

Jak zaznaczył, maski mogą tylko chronić częściowo. Zatrzymują koronawirusa, który może przenosić się drogą kropelkową, w ten sposób ograniczając transmisję powietrzną.