Gajcy opisuje przypadki dzieci, które miały się nie urodzić, ponieważ lekarze sugerowali rodzicom sięgnięcie po „lepsze” wyjście. Często wyłącznie na podstawie samego podejrzenia choroby. Rodzice jednak dali im szansę na życie. Część z nich urodziła się zupełnie zdrowa. Część zmaga się z niepełnosprawnością, jednak rodzice nie zmieniliby swojej decyzji.

– Dziś chodzi, mówi i jest naszym aniołem, ukochaną siostrą swojego rodzeństwa — przyznają rodzice 8-letniej Ani.

Jeden z opisanych przypadków dotyczył wady letalnej. Rodzice jednak umożliwili swojemu dziecku godną śmierć zamiast morderstwa.

– Ta jedna godzina, kiedy tuż po porodzie mogłam trzymać mojego synka na rękach, była jedną z najważniejszych chwil mojego życia. Płakałam i tuliłam go do serca z całych sił, wiedząc że zaraz odejdzie. Lecz mogłam go zobaczyć i się z nim godnie pożegnać. Dzięki lekarzom nie cierpiał, był na pewno człowiekiem, którego w majestacie prawa uznało państwo, wydając akty urodzenia i zgonu. Jest naszym aniołem tam w Niebie, gdzie kiedyś na pewno się spotkamy – mówiła mama Franciszka.

Gajcy podkreśla, że przytoczone historie pokazują, że „aborcja jest zawsze wyborem, lecz w zasadzie zawsze złym”. – Wbrew lewicowym hasłom, czy poglądom z medycznego i naukowego punktu widzenia nienarodzony człowiek jest zawsze człowiekiem. Nie zlepkiem komórek, płodem nic nie czującym, lecz istotą ludzką – podkreślił.

Jak zaznaczył autor, wbrew temu, „co tak głośno wykrzykują stojące topless na dachach samochodów kobiety, walczące – jak mówią – o swoje prawa”, wyrok TK nie znosi badań prenatalnych. Ponadto premier Mateusz Morawiecki zapowiedział, że będą rozszerzone tak, by mogły z nich skorzystać wszystkie kobiety w Polsce.

Przypomina też, że orzeczenie TK nie wprowadza karania kobiet za aborcję. Nie zakazuje jej także całkowicie – wciąż utrzymana jest możliwość aborcji w przypadku, gdy istnieje zagrożenie życia lub zdrowia matki albo gdy ciąża jest wynikiem czynu zabronionego.

– Warto także doprecyzować czego, a raczej kogo dotyczy wyrok Trybunału, który stał się powodem do buntu społecznego, twarzą którego są organizacje lewicowe i feministyczne. Zamiast pokazywać zdjęcia dzieci z cyklopią lub innymi ciężkimi wadami letalnymi, które się oczywiście zdarzają, choć rzadko, warto porozmawiać o tych przypadkach, które są największą grupą wśród aborcyjnych statystyk – wskazał publicysta Onetu.

Z oficjalnych danych resortu zdrowia za 2019 rok wynika bowiem, że w Polsce przeprowadzono 1110 „legalnych aborcji”. Aż 1074 z nich dotyczyły dzieci, u których badania prenatalne lub inne przesłanki medyczne wskazały na duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia albo nieuleczalnej choroby zagrażającej życiu.

– Z danych też wynika, że najczęstszym rozpoznaniem do przeprowadzenia aborcji nie są, jak twierdzą lewicowi komentatorzy wady letalne, lecz trisomia 21, czyli zespół Downa. W ub.r. 271 razy dokonano aborcji w takich przypadkach bez współistniejących wad somatycznych, a w 164 przypadkach — z wadami somatycznymi. Najczęściej występującą wadą współistniejącą przy trisomii 21 są wady serca, które da się już wyleczyć na tyle, że możliwe jest życie z nimi – czytamy.

Autor obalił również tezę przedstawicieli Strajku Kobiet, że zespół Turnera nie oznacza wyroku śmierci dla dziecka. Wręcz przeciwnie, można z nim żyć samodzielnie.

Rozwścieczone feministki podnoszą także argument, jakoby dzieci z wadami letalnymi, którym dano się urodzić, umierały w męczarniach. Tymczasem specjaliści zajmujący się opieką paliatywną, w tym m.in. założyciel Warszawskiego Hospicjum dla Dzieci prof. Tomasz Dangel, w większości przypadków można to cierpienie opanować. W najcięższych przypadkach stosuje się zaś sedację terminalną.

Co więcej, prawdziwym aktem barbarzyństwa jest natomiast dla takich dzieci aborcja. Jak czytamy, „w przypadkach, o których mówi wyrok Trybunału Konstytucyjnego, aborcja dokonywana jest przez sztuczne poronienie, gdzie kobiety narażone są na okropny ból i cierpienie zarówno to fizyczne, jak i psychiczne”.

Aborcje te dokonywane są bowiem w okolicach 20. tygodnia ciąży, ponieważ tyle trwa diagnostyka. – Dziecko, albo jak wolą środowiska lewicowe płód, rodzi się w wyniku sztucznego poronienia, mając niedojrzałe płuca, które na tym etapie ciąży jeszcze się nie wykształciły. Śmierć następuje najczęściej w wyniku uduszenia tuż po porodzie, a procedury szpitalne zazwyczaj nie pozwalają na udzielenie pomocy takiemu dziecku, jeśli trwa to dłużej, czasem nawet do kilku godzin – wskazał Gajcy.

Publicysta zwrócił także uwagę, że nikt nikogo nie próbuje zmusić do heroizmu, co na gruncie prawa i tak jest niewykonalne. – Nie podlega również dyskusji, że prawo wyboru i decydowania o sobie jest kwestią fundamentalną. Lecz nie jest to prawo najważniejsze i nie stoi ponad prawem do życia dla każdego człowieka. To naturalne prawo ma zarówno kobieta będąca w ciąży, jak i mające się urodzić dziecko, które jest człowiekiem – podkreślił.

Gajcy przypomniał także art. 38. obecnie obowiązującej Konstytucji, który mówi, że „Rzeczpospolita Polska zapewnia każdemu człowiekowi prawną ochronę życia”. Dopóki więc uchwalona przez lewicę w 1997 roku ustawa zasadnicza nie zostanie zmieniona, prawo to jest najważniejszym obowiązującym w Polsce.

Co więcej, ostatni wyrok Trybunału Konstytucyjnego nie odbiega od dotychczasowego orzecznictwa w sprawie aborcji.

– Przed laty sędziowie TK, o których na pewno nie można powiedzieć, że mieli poglądy prawicowe, wytyczyli wykładnię prawną odnośnie zgodności z konstytucją przepisów, dopuszczających do przerwania ciąży ze względów społecznych stwierdzając że takie prawo jest niezgodne z ustawą zasadniczą. Czwartkowe orzeczenie TK pod kierownictwem Julii Przyłębskiej nie mogło być zatem inne i musiało tę wykładnię powtórzyć – zaznaczył.

Publicysta odniósł się także do oficjalnie wysuwanego przez Strajk Kobiet postulatu „aborcji na żądanie”. Podkreślił, że ruch ten wcale nie walczy o „prawa kobiet”, ani tym bardziej „o tolerancję, szacunek do każdego człowieka, które do tej pory środowisko to niosło na tęczowych sztandarach”. Ocenił, że atakowanie kościołów stało się narzędziem do walki o główny postulat, jakim jest niczym nie skrępowana aborcja.

– Wybrane przez nich metody protestu prowadzą do słownej i fizycznej agresji, do dewastacji i profanacji miejsc religijnych, do blokowania miast. Kluczowym alibi stało się tłumaczenie, że ludzie są po prostu „wkurwieni” i mają prawo demolować, obrażać, dokonywać profanacji, atakować innych, w tym policję, która zamiast stać na straży prawa dostała polecenie, by nie zaogniać konfliktu i nie reagować nawet wtedy, gdy jawnie łamane jest prawo – wskazał.

– To już nie jest demokratyczny protest w obronie praw kobiet, matek i dzieci, lecz - jak można słyszeć na ulicach - „to jest wojna”. To jest wojna nie tyle z rządem, czy Trybunałem Konstytucyjnym, który - czy się to komuś podoba czy nie i przy wszystkich prawnych wątpliwościach związanych z mianowaniem przed laty nowych sędziów z nadania PiS - jest wciąż najważniejszym sądem, orzekającym o zgodności ustaw z konstytucją, lecz przede wszystkim jest to wojna z religią, Kościołem i tymi wszystkimi, dla których prawo do życia dla każdego bez wyjątku jest niezmiennie od lat podstawowym prawem cywilizowanego świata – ocenił Gajcy.

Marta Maciejewska