Sprawa wybuchła w 2015 roku, 10 miesięcy po aferze taśmowej. W kwietniu Kulczyk był przesłuchiwany przez śledczych w sprawie szantażu na taśmach, które przyczyniły się później do utraty przez PO władzy.

Jan Kulczyk zeznał, że aż 24 osoby z jego otoczenia otrzymywały SMS-y z informacją, że miliarder jest śledzony. Ostrzegano m.in. byłego prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego przed tym, że może wziąć udział w "czarnym serialu o Kulczyku".

Na taśmach zarejestrowano m.in. jak miliarder mówił, o SMS-sach, jakie otrzymywali jego znajomi.

- Jesteśmy tuż za Tobą. Non stop w podróży. Źle wychodzisz na zdjęciach. Pierwsze kompromitujące materiały wysłaliśmy dzisiaj na razie do twoich 3 wrogów. Sadzisz się na zbawcę świata, a zgubi cię naiwność i sekretarka. Stary pies stracił węch - napisano w wiadomości.

Portal nczas.com przekonuje, że "to jedynie wzmaga spekulacje i znów pojawiają się pytania: czy Jan Kulczyk sfingował swoją śmierć i ukrywa się w egzotycznych krajach?".