Ale to nie wszystko. Tłum szwendając się po ulicach, dotarł do gmachu TVP na Placu Powstańców. Tam głównodowodząca Marta Lempart zagrzewała bluzgami do akcji. Sama wyzywając, lżąc policjantów starała się szturmować barkiem i zagrzewała do akcji przerwania kordonu policyjnego. Gdy tłum zaczął napierać, policja użyła gazu pieprzowego. Patrząc na to, co się dzieje w podobnych wypadkach na ulicach Berlina, czy Paryża, trudno zrozumieć tak łagodne zachowanie policji.

Całe to szwendanie ma miejsce w okresie, gdy mamy częściowy lockdown, gdy codzienny przyrost zakażonych jest powyżej dwudziestu tysięcy, a dziennie umiera przeszło 600 ludzi na COVID. Partia „Wyp…” nic sobie z tego nie robi. Oni z pełną premedytacją wyprowadzają ludzi na ulice, aby wzrosła liczba zakażonych. Są doskonale zorganizowani, wspierani przez skrajne organizacje lewackie i tęczowe. Już nikt nie ma wątpliwości, że nie chodzi im o wyrok TK w sprawie aborcji. Był to jedynie pretekst. Suchanow i Lempart mówią wprost, że chcą obalić rząd i przejąć władzę w państwie. Dlatego tak cynicznie manipulują młodymi ludźmi, grając na ich emocjach.

Dlaczego im się to udaje? Dlaczego młodzież licealna i studencka zaakceptowała wulgaryzmy, bluzgi? Dlaczego wrzeszczy rynsztokowym językiem, który stał się normą? Dlaczego celem ataków stał się Kościół i jego świątynie? No cóż, doczekaliśmy się młodzieży spod znaku smartfona. Młodzieży, która swoje ideały przekuła na wulgaryzmy. Od dawna wiadomo, że młodzież jest ideowa, buntownicza, swój sprzeciw kierująca przeciwko działającym instytucjom. Ale zawsze tym młodym ludziom o coś chodziło, sprawy wiary pozostawały dla nich tabu, tak samo jak kościoły. Teraz zostały zaatakowane.

Od pewnego czasu księża ostrzegali, że z młodzieżą dzieje się coś niedobrego. Przeciętny uczeń ma ok. 1 tys. godzin lekcyjnych katechezy. Czy poświęca się je na omawianie najbardziej drażliwych problemów, które wywołują największą niechęć młodzieży do Kościoła i stają się powodem do porzucenia wiary?  Dla wielu ich związek z Kościołem kończy się na akcie bierzmowania. Zdarza się, że młodzi ludzie ostentacyjnie drą świadectwa bierzmowania i wychodzą z Kościoła.  Ale niestety ostrzeżenia duszpasterzy i ewangelizatorów nie docierały do hierarchów. Wzorem Irlandii i Hiszpanii mogą nastąpić lata, w których młodzi ludzie będą obchodzili daleko świątynie i nigdy do nich nie wrócą. Myśleliśmy naiwnie, że Polska jest chroniona przed sekularyzacją, przed zagładą duchową.

Pociesza się, że nie cała młodzież jest taka, że przecież są młodzi ludzie, którzy bronią kościołów z różańcem w rękach. Ale to nie powinno nas uspokoić. Zbyt duża liczba młodych jest wroga do Kościoła. Rodzice już dawno utracili kontrolę nad swoimi dziećmi. Została im zabrana przez czarodzieja smartfona. Młodzież czerpie wiedzę o świecie właśnie stąd. Nie ma żadnej selekcji przekazów, nikt nie sprawuje kontroli nad tym, co robią dzieci.  A robią często rzeczy bardzo złe. Dręczą swoich rówieśników, wykluczają ich z grupy, a potem zamieszczają ośmieszające filmiki w internecie i cieszą się ilością lajków. Za taką formą wychowania stoją wielkie organizacje międzynarodowe, agendy oenzetowskie, unijne, media, które walczą o wpisanie prawa do aborcji do umów międzynarodowych, deklaracji praw człowieka. Idą na to olbrzymie pieniądze. Trwa wojna o tożsamość duchową narodu.

Kościół jest opoką od 2 tys. lat i przetrwał nie takie burze, również w Polsce. Wystarczy odwołać się do końca  XVIII w., gdy kryzys moralny i zepsucie wśród duchowieństwa były powszechne. Wielu biskupów należało do masonerii, byli księża niewierzący w Boga. A prymas procesję Bożego Ciała oglądał z okien swego pałacu w towarzystwie kochanki, jej córki i innych kobiet tego rodzaju. A klasa polityczna od Stanisława Augusta po Tadeusza Kościuszkę była zlaicyzowana. Wiary wówczas broniło jedynie chłopstwo. I po takim upadku katolicyzm się odrodził.

A jakie nastroje panowały wśród młodzieży pod koniec XIX w? Pisze o tym Stanisław Grabski. – Nie miałem w ósmej klasie bodaj jednego kolegi, który by chodził do kościoła i przystępował do sakramentów świętych. A jeżeli który to robił, to tak po cichu, żeby o tym koledzy nie wiedzieli i się z niego nie wyśmiewali.(…)Sprawa religii? Ta dla nas nie istniała – mówił o swoich latach studenckich. – Nie odczuwałem dla samego siebie żadnej potrzeby wiary. I taki też był nastrój ogromnej większości ówczesnej młodzieży. Toteż dyskutując w kółkach na bardzo rozmaite tematy, zagadnień religii nie poruszaliśmy. Byliśmy powszechnie niewierzący.

I jeszcze na koniec warto posłuchać prof. Andrzeja Nowaka, który tak mówi o jednym z aspektów dzisiejszych protestów: – Stopień histerii, agresji, jakie się tutaj ujawniają, wskazują na bardzo głęboki konflikt sumienia – to jest walka z własnym sumieniem – a Kościół przez 2 tys. lat przypomina o pewnych wskazaniach sumienia. Są oczywiście ludzie Kościoła, którzy niekoniecznie i nie zawsze realizują te nakazy sumienia, ale instytucja Kościoła temu służy – jest jak sól, która dopóty będzie dobra, dopóki swój smak zachowa, a tym smakiem jest właśnie przypominanie o tym, co jest dobre, a co złe. Zabijanie jest złem. O tym przypomina w naszej tradycji Kościół, choć oczywiście nie jest to zakaz związany tylko z tradycją chrześcijańską. Jest wpisany w całą moralność ludzką i sumienie przypomina o tym ludziom. A jakaś chęć zerwania wszelkich tabu, które następuje w tym ruchu, chęć emancypacji – to hasło jest bardzo mocno podkreślane – a wiec emancypacja od nakazów sumienia, powoduje erupcję złości, furii, która nie mieści się w żadnych racjonalnych kategoriach.

Iwona Galińska