Prawdopodobnie nie wiecie, kim jest Joanna Jaśkowiak. Przyznam szczerze – też o niej niewiele wiedziałem. Poza tym, że to jeszcze żona pierwszego lewaka Poznania – prezydenta Jacka Jaśkowiaka. Ten uwiecznił ją niezłą kolekcją poroża, więc kobita w końcu nie zdzierżyła i złożyła pozew rozwodowy. Jednak „przyjaźń” pomiędzy nimi pozostała.

Do niedawna Pani Joanna była znana szerzej tylko z tego, że jest żoną swojego męża prezydenta miasta Poznania Jacka Jaśkowiaka. Jednak kilka lat temu, kiedy to użyła w przestrzeni publicznej rynsztokowego języka. Języka, który pani prawniczycy, notariuszce (to pokazuje potęgę rodziny, z której owa pani się wywodzi) i żonie prezydenta Poznania (jak pisze niezawodna „Gazeta Wyborcza” pierwszej damie Poznania) raczej nie przystoi. I została skazana za publiczne użycie słów nieprzyzwoitych. - To wstyd, gdy prawnik świadomie łamie przepisy prawa - stwierdziła wówczas sędzia Marta Zaidlewicz.

– Słowa wulgarne były z dużym prawdopodobieństwem świadomym elementem przygotowanego wcześniej scenariusza. Przemówienie było wyreżyserowane – powiedziała wówczas sędzia Marta Zaidlewicz, uzasadniając ukaranie Joanny Jaśkowiak grzywną w zawrotnej wysokości jednego tysiąca złotych. Joanna Jaśkowiak miała proces za publiczne używanie słów nieprzyzwoitych, co jest w polskim prawie wykroczeniem. Wniosek o jej ukaranie skierowała poznańska policja.

Otóż pańcia w marcu 2017 roku zabrała głos w trakcie demonstracji Międzynarodowego Strajku Kobiet na placu Wolności w Poznaniu.

– Od czasu, gdy panuje nam „dobra zmiana”, budzą się we mnie różne uczucia. Najpierw było to zdziwienie, później zaskoczenie, oburzenie, niedowierzanie, złość, wściekłość. I ostatecznie brakuje mi słów i chyba tylko jedno mało cenzuralne: wkurw. Jestem wkurwiona – stwierdziła Joanna Jaśkowiak.

W sumie to gdyby użyć tego samego przepisu prawnego dzisiaj, to Marta Lempart nie wyszłaby z pierdla, a uzbierany milionik na koncie wściekłych macic mógłby jej na grzywny nie wystarczyć. Niestety nikt jej za to nie postawił przed sądem. Powróćmy jednak do poznańskiej Joaśki Małgośki.

Wzorzec polityka PO

Do polityki Pani Joanna dostała się w roku 2018, kiedy to w ramach platfomerskiej wojny z nepotyzmem (taki żart) w samej partii wówczas stwierdzono (bez resztek zdrowego rozsądku w formacji), że zostanie kandydatką Platformy do sejmiku województwa. Dobre miejsce na liście i nazwisko pozwoliły jej na uzyskanie mandatu. Jednak pani Joanna Jaśkowiak nie zdążyła rozwinąć skrzydeł w roli radnej sejmiku województwa wielkopolskiego, ponieważ już rok później obowiązek zmusił ją do podjęcia kolejnego wyzwania. Dostała jedynkę... na poznańskiej listy Koalicji Obywatelskiej (czyli Platformy Obywatelskiej i równie obywatelskich przystawek). Media znów ogarnęły obrzydliwe insynuacje o nepotyzmie i kumoterstwie. Ciekawe, że jej kampania wyborcza zaskoczyła na minus nawet najbardziej zagorzałych zwolenników Partii Oszustów. Jednak ponieważ z jedynki KO dostałby się nawet osioł, koń, szczur, czy bezrobotny, chory psychicznie zapijaczony bezdomny (gdyby ktoś go tam przypadkiem wystawił), więc Joaśka do Sejmu się dostała.

Za każdym razem, kiedy poślica Szlezwig-Holsztejn, Myszka Agresorka, czy nowe poślice Lewicy dają pokaz swojego fanatyzmu, chamstwa i tępoty i wydaje mi się, że nikt nie wymyśliłby czegoś równie głupiego (albo, że są Piątą Kolumną PiS-u w szeregach opozycji), to one to robią. I ciągle przesuwają granice. Ostatnio dołączyła do nich kolejna gwiazda – niegdyś „pierwsza dama Poznania”. Której pomysł o zabronieniu Komunii Świętej wszystkim katolikom w Polsce przejdzie do annałów polskiego parlamentaryzmu.

Piotr Stępień