Jak informuje KAI zaproszenia na nielegalne nabożeństwa przekazywane są ustnie, od zaufanych ludzi. Uczestnicy otrzymują wyłącznie niezbędne informacje, by w razie „wpadki” nie wsypać całej „organizacji”. Większość zna tylko czas i miejsce, gdzie mają się spotkać, a następnie wspólnie idą na miejsce nabożeństwa. Zbierają się w zaufanych kawiarniach, księgarniach, a nawet stodołach należących przyjaciół. Zdaniem jednego z organizatorów, protestanckiego pastora, który chce zachować anonimowość, to jeszcze bardziej tajny kościół niż ten podziemny w Chinach. „Musimy oglądać się za siebie, obawiamy się konsekwencji prawnych, ale chcemy oddawać cześć Bogu, robimy to, co musimy” – powiedział pastor dziennikowi „The Guardian”. „Tajnych” nabożeństw jest w Anglii coraz więcej, choć nie wszystkie przestrzegają aż tak restrykcyjnie zasad konspiracji. Niektóre po prostu organizują nielegalne nabożeństwa w kościele przy drzwiach zamkniętych. W ostatnią niedzielę policja interweniowała w kościele ewangelickim w Clerkenwell, w północnym Londynie, gdzie miejscowa wspólnota spotkała się na nabożeństwie. Podobna sytuacja miała miejsce w księgarni Mustard Seed Christian, gdzie zebrało się ok. 50 osób. Andrea Williams, lider jednej z grup ewangelików uważa, że zejście Kościołów pod ziemię nie jest chwilowym epizodem. „Im dłużej będzie trwał lockdown, tym więcej Kościołów dołączy do tego ruchu” – zapewnia. „Obecnie w każdą niedzielę organizujemy kilka nabożeństw, w których uczestniczy w sumie około 160 osób. To była trudna decyzja, nigdy wcześniej nie praktykowałem obywatelskiego nieposłuszeństwa” – dodaje Andrew Williams. Wielu liderów religijnych uważa, że rząd nie ma prawa zabronić organizacji nabożeństw. Zakaz wspólnotowego kultu w Anglii został zakwestionowany przez zwierzchników Kościoła anglikańskiego, katolickiego i prawosławnego, a także przez przedstawicieli judaizmu, muzułmanów, hinduistów, sikhów i zielonoświątkowców. Napisali oni wspólny list do premiera Borisa Johnsona, w którym stwierdzili, że „nie ma naukowego uzasadnienia dla zawieszenia kultu publicznego”. „Jest ważniejsze prawo niż to, które ustanawia państwo” – uważa Williams. Dodaje, że odkąd ujawnił on, że organizuje nielegalne nabożeństwa, skontaktowało się z nim wielu pastorów, którzy mają podobne plany, ale potrzebują organizacyjnej pomocy. Pomimo sprzeciwu, większość zwierzchników religijnych nalega na przestrzeganie obostrzeń. Zapewniają, że podczas nielegalnych nabożeństw przestrzegają wytycznych dotyczących dystansu społecznego i noszenia maseczek. Podkreślają, że spotkanie w celach religijnych w kościele nie jest wcale bardziej niebezpieczne niż wizyta w supermarkecie.

Podobna sytuacja chrześcijan ma miejsce we Francji. Tam na łamanie zakazów zareagowały już władze. Minister spraw wewnętrznych Francji Gérald Darmanin zwrócił się ze słowami ostrzeżenia do katolików, którzy od kilku dni gromadzą się i modlą się przed kościołami. Domagają się oni odwołania czasowego zakazu odprawiania Mszy z udziałem wiernych w ramach restrykcji związanych z walką z koronawirusem. – Nie chcę, oczywiście, wysyłać policjantów i żandarmów pod kościoły, by wystawiali mandaty wierzącym, ale będę to robił począwszy od tego weekendu w przypadku powtarzania się działań sprzecznych z prawem republiki – oświadczył minister przed mikrofonami France Info, dodając, że nie będzie „weekendu wyrozumiałości”. Przyznał, że „wolność religijna jest bardzo ważna” i dlatego miejsca kultu nie zostały zamknięte, „ale ludzkie życie jest ważniejsze niż wszystko inne”. W modlitewnych zgromadzeniach przed świątyniami, m.in. kościołem św. Sulpicjusza w Paryżu oraz katedrami w Nantes i w Wersalu, uczestniczyło dotychczas po około 500-550 osób. Ponadto w ciągu kilku dni zebrano we Francji 105 tys. podpisów pod petycją do władz o „powrót Mszy”.  W Bordeaux przed katedrą św. Andrzeja zebrało się ok. 300 katolików, niektórzy śpiewali modlitwy i klęczeli - informuje regionalny dziennik "Sud Ouest". Gazeta podaje, że kilku organizatorów niedzielnych modlitw zostanie wezwanych w poniedziałek rano na komisariat policji w Bordeaux z powodu złamania zasady świeckości. We wspomnianym Nantes 500 osób zebrało się na Placu Graslina, gdzie prefektura kazała rozlokować cztery pojazdy oddziału policji do zapobiegania zamieszkom CRS. W Strasburgu na Placu Klebera odbył się wiec zorganizowany przez chrześcijańską organizację ECLJ - informuje rozgłośnia France Bleu. W mediach społecznościowych katolicy ze stowarzyszeń Pour la Messe i Objectif Messe wzywali do modlitw przed kościołami w niedzielę.

DZ

Źródło: KAI