Można zapytać, co takiego się wydarzyło, że trzeba było ściągać na gwałt Gwardię Narodową? Otóż, według oficjalnych danych, Donald Trump przegrał wybory. Izba Reprezentantów, za Senatem, odrzuciła próbę unieważnienia zwycięstwa Joe Bidena w Arizonie. Wniosek Republikanów odrzucono stosunkiem głosów 303:121. Nie da się ukryć, że przewagę mieli Demokraci.

Jednak tu jest pewien znaczący zgrzyt - skoro demokracja ma polegać na sprawowaniu władzy przez Naród, a Amerykanie wtargnęli na Kapitol, gromadząc się masowo przeciw Demokratom - to powstaje pytanie: czyim prezydentem miałby być Joe Biden i jak to możliwe, że demokracja rozmawia z ludem - przez policję i wojsko?

Rąbka tajemnicy uchylają internauci, którzy zgodnie twierdzą, że gdyby Prezydentem USA został Joe Biden - to tak, jakby Prezydentem Polski został Rafał Trzaskowski. Można wywnioskować z tego, czyje fundusze idą za tą kandydaturą. A co za tym idzie - w jakim kierunku będzie prowadzony ten kandydat. Ideologia lewicowo-liberalna opanuje urzędy już formalnie, legalizując aborcję, eutanazję, związki rozpustników, będzie prześladować katolików i Kościół. Wszystko w imię bliżej nieokreślonej wolności...

Tu rodzi się kolejne pytanie: czy Donald Trump liczył się z tym wyborem? Czy jest to faktycznie, jego porażka - czy układ, zakładający przekazanie władzy i dokończenie planu? Tej tezie przeczyłby fakt, w jaki sposób władza jest przekazywana, ale - teatrów dla gawiedzi mamy pod dostatkiem w polityce.