Podatek cukrowy przeraził zarówno konsumentów, jak i producentów. Ci pierwsi łapią się za głowę widząc, że ceny wzrosły nawet o 40 procent, ci drudzy spodziewając się dalszego kurczenia się rynku, który ucierpiał już z powodu pandemii COVID-19. Z powodu nowej opłaty wzrośnie cena także piw i wody. Producenci szykują się na zmniejszenie pojemności butelek, by podwyżka była jak najmniejsza, a sprzedawcy zaczęli dzielić się pomysłami na całkowite ominięcie podatku. W sieci pojawiła się idea sprowadzania Coca-Coli z zagranicy jako… odrdzewiacza.

 

Innowacyjne podejście do omijania przepisów stało się polską cechą narodową. Gdy Unia Europejska nakazała przejście na energooszczędne żarówki, stare modele wcale nie zniknęły ze sklepów. Otrzymały tylko nowe opakowania, na których podkreślano, że są to produkty wstrząsoodporne, do stosowania tylko na zewnątrz. W podobny sposób potraktowano zakaz działania sklepów oraz wysp handlowych w galeriach. Na parkingach przed centrami zaczęły ustawiać się busy, a nawet ciężarówki, z których prowadzono sprzedaż – współczesne wozy Drzymały. Nie trzeba było długo czekać, żeby pojawiły się pomysły na walkę z podatkiem cukrowym. W trosce o zdrowie obywateli rząd nałożył opłatę w wysokości 50 groszy za litr napoju z cukrem, przy czym danina jest nawet wyższa, jeśli stężenie substancji słodzonej przekracza wyznaczony limit. W rezultacie, jak wskazał producent Helleny, za warty 20 mln zł cukier dodany do napojów odprowadzany jest podatek w wysokości 150 mln zł. Producenci nie zamierzają w żaden sposób obchodzić podatku od cukru (ani nie pochwalają takich inicjatyw), co najwyżej obniżając pojemność opakowań, żeby podwyżka była jak najniższa. Co innego kupujący oraz część sklepów: Coca-Cola (i inne napoje, w tym Pepsi) zaczęła być sprowadzana z Czech jako środek odrdzewiający. Skuteczność tych produktów w walce z tlenkiem żelaza została potwierdzona wieloma niezależnymi testami: napoje rzeczywiście mogą być używane do oczyszczania metali z rdzy. Taki wybieg pozwala obniżyć cenę sprzedawanej butelki nawet o 2 zł na sztuce, nic dziwnego, że idea zaczyna cieszyć się coraz większą popularnością. Czy doczekamy się w sklepach specjalnych działów z odrdzewiaczami? Duże sieci handlowe nie będą ryzykować kontroli i potencjalnych kar, mniejsze, prywatne sklepy mogą jednak pomysł podchwycić.

 

Eksperci są zdania, że podatek cukrowy nie będzie miał wpływu na poprawę zdrowia Polaków. - Nie tędy droga. Opodatkowano nie te substancje, co trzeba, a na dodatek tylko w napojach. Pierwsze propozycje obejmowały opodatkowanie tzw. niezdrowej żywności i to faktycznie mogło wpłynąć na poprawę zdrowia Polaków. Teraz nie jest to takie pewne – mówi w rozmowie z money.pl Łukasz Mazur, doradca podatkowy, współzałożyciel firmy doradczej ECDP. Mazur przypomina, że jedną z pierwszych propozycji wprowadzenia podatku od niezdrowego jedzenia w Polsce sformułowano w 2015 roku na jednej z konferencji gospodarczych. Tuż po wygranych przez Andrzeja Dudę wyborach prezydenckich zorganizowała ją fundacja "Prawo dla rozwoju". Już rok później pomysł podatku cukrowego zaczął pojawiać się w przestrzeni publicznej. Wtedy jednak przedstawiciele rządu pospiesznie dementowali doniesienia o planach jego wprowadzenia. Temat powrócił jednak w 2018 roku i ostatecznie stał się faktem od 1 stycznia 2021 roku.

 

W 2015 roku Mazur był członkiem grupy przygotowującej na wspomnianej konferencji wystąpienie dotyczące podatków. Efektem spotkania – w którym uczestniczyli przedstawiciele świata biznesu i polityki, łącznie z nowym prezydentem – była biała księga. To kilkaset stron propozycji zmian w prawie, potencjalnie ułatwiających życie przedsiębiorcom. - Zaproponowaliśmy dużą zmianę podejścia do prawa podatkowego. Założeniem było takie, że mamy pewne wartości do osiągnięcia, przy jednoczesnym zachowaniu wpływów do budżetu. Jednym z pomysłów był podatek nazywany przez nas prozdrowotnym. Na świecie takie rozwiązania już funkcjonowały – mówi Łukasz Mazur w rozmowie z money.pl.

 

WO