Doktor Jerzy Kruszelnicki w wywiadzie dla „WpiS" (pierwotnie opublikowanym w 2017 roku) stwierdził, że przemysł biotechnologiczny rozpoczął genetyczne modyfikowanie roślin i zwierząt w latach 60 w USA i Wielkiej Brytanii – prekursorami tego przemysłu były korporacje agro-biznesowe i koncerny chemiczno-farmaceutyczne już w XIX wieku, które zbiły olbrzymi majątek na dostawach dla armii walczących w I i II wojnie światowej. Liderem tej szkodliwej działalności korporacji (dla których liczy się zysk, a moralność nie ma znaczenia) stała się firma Monsanto (którą kilka lat temu za 66 miliardów dolarów kupiła firma Bayer).

Zdaniem polskiego naukowca, Monsanto w latach 60 produkował środek Agent Orange masowo używany przez armię amerykańską do niszczenia lasów w Wietnamie, który u cywili wietnamskich wywołał masowe choroby i zgony. Monsanto produkować miał do 1978 roku też substancję PCB, czyli polichlorowane bifenyle, które wywoływały raka i wady wrodzone u dzieci.

W opinii polskiego naukowca od lat 80 Monsanto dąży do monopolu na rynku żywności (głównie produkcji soi, rzepaku, kukurydzy i bawełny), korzystając z rozwoju GMO. Korporacja swoje rośliny patentowała jako wynalazki. Wykorzystując ziarna GMO, każdy rolnik płacił Monsanto za korzystanie z praw patentowych. Bez opłacenia korporacji rolnik nie mógł wysiewać ziarna, które wyrosło mu na jego polu – to tak jakby przedsiębiorca nie mógł inwestować zysku bez zgody i opłacenia producenta urządzeń, jakie są w jego przedsiębiorstwie i zostały wykorzystane do produkcji, która przyniosła zysk. Koncerny dzięki GMO zyskały możliwość regulacji i kontroli sprzedaży w skali globalnej.

Stosując normalne ziarno (genetycznie niemodyfikowane), rolnik jest niezależny od woli korporacji i może obsiać swoje pole uzyskanym przez siebie ziarnem. Gdy rolnik stosuje GMO, nie może tak robić, musi mieć opłaconą zgodę korporacji na zasiew. Za każdy razem „musi kupować sobie pozwolenie" na to.

Według polskiego naukowca koncerny stosują taką taktykę, by skłonić rolników do używania swojego ziarna, tak by rolnicy byli od ziarna korporacji całkowicie uzależnieni. Jak informuje polski naukowiec, Monsanto okłamywał rolników, że ziarno jego produkcji jest odporne na szkodniki. W rzeczywistości po kilku latach uprawy przestawały być odporne i wyniku stosowania środków ochrony roślin (często produkcji tych samych koncernów) powstawały chwasty odporne na opryski – co powodowało, że rolnicy nie mieli jak sprzedawać swoich zanieczyszczonych chwastami plonów. Sytuacja prowadziła do bankructwa rolników i tego, że korporacje wykupują ich gospodarstwa.

W Indiach Monsanto, zdaniem polskiego naukowca, dawało rolnikom kredyty na zakup ziarna, gdy pojawiały się zmutowane chwasty, rolnicy bankrutowali i banki Monsanto przejmowały ich ziemie. Hindusi zaczęli przeciwdziałać działalności korporacji, odtwarzali naturalne uprawy, a rząd Indii nie wpuścił do kraju hipermarketów, by nie zniszczyć tradycyjnego handlu, zapewniającego zbyt roślin z upraw naturalnych należących do hinduskich rolników.

Kiedy Indie broniły interesu swoich obywateli, to władze Meksyku prześladowały naukowców ujawniających, że pyłki upraw GMO skaziły naturalne uprawy. W Kanadzie, gdy pyłki GMO skaziły naturale uprawy, to Monsanto pozwał rolników mających te uprawy o kradzież praw patentowych. Zdaniem polskiego naukowca GMO prowadzi też skażenia gleby i wody - „poprzez geny bakterii używanych do modyfikowania organizmów lub poprzez hormon wzrostu". GMO poza kontrolą naukowców ma się samo w środowisku replikować, powielać i dalej modyfikować – co może doprowadzić do powstania genetycznie zmodyfikowanych groźnych dla ludzi organizmów.

Problemem jest to, że nie tylko rośliny GMO, ale i zwierzęta GMO uciekają z plantacji i w poza nimi wypierają naturalne organizmy. Doświadczenia na zwierzętach wykazały, że zwierzęta karmione paszami GMO częściej zdychały, stawały się bezpłodne, a jak rodziły się to z deformacjami narządów. U ludzi więc żywność GMO może wywołać nowotwory i spadek odporności.

Problemem jest to rząd, który powinien chronić konsumentów przed GMO, nie dba o interesy ludzi tylko o interesy korporacji. W Polsce ogromne tereny po PGR przejęli obcy plantatorzy, którzy stosują GMO. GMO jest obecne we wszystkich produktach spożywczych. Głównymi producentami GMO jest USA i Kanada. W USA i Kanadzie przez lata nie było żadnych norm w produkcji GMO – wszystko było dopuszczone (i dopiero niedawno Amerykanie zainteresowali się tym, co jedzą). Szkodliwe dla Polaków jest więc to, że władze otwarły się na import żywności GMO z USA i Kanady do Polski, co niszczy zdrowie konsumentów, ale i doprowadza do bankructwa polskich rolników.

Korporacje z USA po tym, jak doprowadziły do zatrucia i wyjałowienia ziem w USA, dążą, do przejęcia kontroli nad ziemiami na całym świecie (w tym i w Polsce). Już dziś międzynarodowe korporacje przejęły przedsiębiorstwa spożywcze w naszym kraju, zmonopolizowały rynki zbytu (hurtowe, w dużym stopniu detaliczne) i centrale nasienne.

Warto też pamiętać, że „korporacje mają na swoich usługach różne instytucje badawcze [...] co [...] prowadzi do degradacji nauki". Proces ten wspierają też rządzący, którzy środki publiczne inwestują na polskich uczelniach w rozwój GMO, gdy na realnie potrzebna badania funduszy nie ma. Dzieje się tak by polska nauka była uzależniona od preparatów i narzędzi badawczych kupowanych od korporacji GMO, które na całym świecie niszczą naukowców informujących o szkodliwości GMO.

Komentując informacje prezentowane przez polskiego naukowca, można dodać, że organizmy transgeniczne nie powstają na drodze naturalnej, są owocem nienaturalnego mieszania materiału genetycznego roślin i zwierząt. Geny obcych sobie zwierząt i roślin, są umieszczane w genotypie innych roślin i zwierząt za pomocą wirusów. Organizmy tak zmutowane są zdolne do replikacji. Wykorzystywane do inżynierii genetycznej wirusy mogą ulec modyfikacji w śmiertelnie szkodliwe dla ludzi. Zmodyfikowane genetycznie rośliny i zwierzęta między innymi wywołują u konsumentów odporność na antybiotyki.

Uprawy GMO spowodowały większe zużycie szkodliwych dla środowiska i życia ludzi herbicydów, co prowadzi do epidemii alergii, chorób dróg oddechowych, oraz chorób genetycznych. Wbrew zapowiedziom uprawy GMO nie dają większych plonów. GMO pogłębiło też problem głodu – doprowadziło do wyjałowienia gleby, niskich plonów i stałego zagrożenie chorobami.

Należy przypomnieć, że rośliny GMO krzyżują się bardzo szybko z uprawami naturalnymi. Tym samym sąsiedztwo upraw GMO automatycznie skazuje na zagładę uprawy naturalne, a producentów na bankructwo. Dodatkowo rośliny zmodyfikowane szybko krzyżują się z chwastami i tworzą nowe gatunki chwastów trudne do likwidacji.

Niezwykle ważne jest to, że wprowadzenie GMO to likwidacja wolnego rynku. W uprawach naturalnych konkurowały ze sobą, z korzyścią dla konsumentów, miliony producentów. Producenci upraw naturalnych są niezależni w swej działalności. Korporacje poprzez GMO chcą zmonopolizować rynek ze szkodą dla konsumentów. Zmonopolizowany, dzięki wsparciu rządu, przez korporacje rynek, ze szkodą dla konsumentów, doprowadzi do tego, że korporacje nie dbając o jakość, będą mogły dyktować ceny. Już kilka lat temu firma należąca do firmy lidera GMO kontroluje 85% polskich centrali nasiennych, co zmusza polskich producentów żywności do kupowania nasion za granicą.

Wspominając o szkodliwości GMO dla wolnego rynku, należy przypomnieć, że logika działania korporacji jest często anty rynkowa. Najstabilniejsze dochody i najwyższe zyski daje globalnym korporacjom monopol i likwidacja rynku (dlatego amerykańska finansjera sfinansowała rewolucję bolszewicką i przez kilka dekad sponsorowała gospodarkę ZSRR).

GMO zapewni monopol globalnym korporacjom też dlatego, że rolnicy stosujący ziarno GMO muszą co roku zakupywać nowe ziarno na zasiew od koncernów GMO. Do ponownego zasiewu nie mogą wykorzystywać ziarna z wyhodowanego zboża. Wykorzystując przepisy „o kradzieży własności intelektualnej", koncerny doprowadzają do bankructwa rolników, których naturalne uprawy zostały zapylone z sąsiednich upraw GMO.

Warto też pamiętać, że bliskość upraw GMO powoduje spadek wartości gruntów oraz dochodów z turystyki – co w wypadku Polski, której jednym z niewielu zasobów jest nieskażona, atrakcyjna turystycznie natura, jest bardzo ważne.

Jan Bodakowski