Z całą pewnością prawa kobiet są wciąż łamane w wielu miejscach świata, zwłaszcza tam, gdzie szerzy się radykalny islam. Problem w tym, że Fundacja Forda jest zainteresowana nie tyle realnym wsparciem dla kobiet, co szerzeniem lewicowej ideologii opartej na myśli marksistowskiej. Pokazuje to przykład Indii. Większość „oficjalnych” organizacji feministycznych w Indiach, które są finansowane przez amerykańskie korporacje, zachowuje dystans do lokalnych organizacji takich jak Krantikari Adivasi Mahila Sanghatan (Rewolucyjne Stowarzyszenie Kobiet Adivasi), które walczy z wywłaszczeniem i eksmisją milionów kobiet z ziemi, którą posiadały i na której pracowały. Dlaczego organizacje te nie traktują tego problemu jako coś dogłębnie dotykającego kobiety? Bo nie mają w tym interesu, ani to nie służy ich ideologii.

 

Organizacje pozarządowe ruchu kobiecego, wspierane przez takie fundacje jak Forda, sprawiają również, że zachodni liberalny feminizm (z racji tego, że jest najbardziej finansowaną marką) stał się nosicielem tego, co stanowi obecnie feminizm. W ten sposób jednak w różnych częściach świata toczy się bój nie o realne dobro kobiety, ale np. o to, czy kobieta ma nosić burki czy też mieć pełne prawo do aborcji. Przykład Francji pokazuje, że zamiast stwarzać kobietom możliwość, czy chcą chodzić w burkach czy nie, zakazuje się ich i w ten sposób zamiast wyzwalać kobiety, znów się je do czegoś zmusza, tym razem do rozbierania się. Nie dziwne, że Sommers dostrzega w tym akt upokorzenia i kulturowego imperializmu. Zmuszanie kobiety do zdjęcia burki jest tak samo złe, jak zmuszenie jej do noszenia takiej burki. Nie chodzi o burkę. Chodzi o przymus.

 

Taki sposób patrzenia na płeć, pozbawiony społecznego, politycznego i ekonomicznego kontekstu pozwoliło rządowi USA wykorzystać zachodnie feministyczne grupy liberalne jako moralną przykrywkę, kiedy najechał Afganistan w 2001 roku. Afgańskie kobiety były prześladowane pod rządami talibów, ale interwencja USA niczego tutaj nie zmieniła.

 

Christina Hoff Sommers w książce „Who Stole Feminism? How Women Have Betrayed Women” („Kto ukradł feminizm? Jak kobiety zdradziły kobiety?”) z 1995 r. pisze, że Fundacja Forda finansowała ogólnokrajową kampanię feministyczną mającą na celu zmianę programu nauczania Amerykanek. Pomogła m.in. w zapewnieniu konsultantom edukacyjnym i dyrektorom projektów lektur na temat feminizmu, przykładów programów nauczania dla kobiet, podręczników i sugestii dotyczących treści audiowizualnych skierowanych do kobiet.

 

Sommers wskazuje na to, że Fundacja Forda nie tylko finansuje radykalne organizacje feministyczne, wprowadza ich postulaty do szkół i zanosi je na krańce świata. Walczy także z wszelką „reakcją”. Finansuje konferencje, badania i publikacje na temat „patriarchalnych, seksistowskich ruchów prawicowych”, aby nie pozwolić na to, by społeczeństwo zrobiło jakikolwiek krok wstecz i przyjęło na powrót tradycyjne wartości.

 

Na tym przykładzie widać, jak działania fundacji dysponujących miliardami dolarów mają olbrzymie przełożenie na społeczeństwa i państwa. Olbrzymi kapitał pozwala na kupowanie polityków i naukowców, tworzy odpowiednie warunki do narzucania ideologii. Mamy tu do czynienia z klasycznym marszem lewicy przez instytucje. Chodzi o systemowe przyjęcie w społeczeństwie, zwłaszcza w jego systemie edukacyjnym, lewicowej ideologii. Każdy kto się będzie jej sprzeciwiał, będzie przedstawiany jako wróg edukacji, kobiet, postępu. Wszystko za sprawą głosów odpowiednich autorytetów, którzy tworzą zaplecze dla radykalnych działań i twierdzeń. W ten sposób normalni ludzie są marginalizowani, przedstawiani jako oszołomy i persony non grata w życiu publicznym.