Ojcem Janosa był węgierski arystokrata, matką hr. Maria Tarnawska. Rody te miały wieloletnią tradycję czynnego uczestnictwa zarówno w polityce, jak i kulturze. Janos urodził się 120 lat temu, w majątku Nyitraujlak w Austro-Węgrzech. Dzisiaj są to tereny Słowacji.

Gdy Janos miał cztery lata, umarł mu ojciec. Na łożu śmierci ojciec mu powiedział: „synu, bądź dobrym Węgrem!”. Odtąd wychowywała go matka, Polka. Janos dlatego mówił i pisał świetnie po polsku. Był wychowywany przez Polkę, w środowisku słowackim na Węgra – na przywódcę swych rodaków. Nie opuścił Słowacji, choć mógł zrobić karierę w Budapeszcie. A gdy w 1938 r. część Słowacji zostaje przyłączona do Węgier, Janosz w parlamencie wygłasza przemówienie, w którym domaga się od rządu węgierskiego poszanowania wszystkich praw Słowaków, którzy żyją w państwie węgierskim.

Żył na terenach i w czasach dużych niepokojów polityczno-społecznych. Po traktacie w Trianon, na mocy którego Węgry utraciły bardzo dużo swoich ziem, które przeszły do Słowacji,  Esterhazy domagał się poszanowania praw mniejszości węgierskiej zamieszkującej te tereny.

Był wielkim przyjacielem Polski. Podczas II wojny światowej pomagał nam w przerzutach ludzi na tereny węgierskie. Wywiózł swoim samochodem gen. Kazimierza Sosnkowskiego do Budapesztu. Ratował od zagłady Żydów. W 1942 r. jako jedyny w parlamencie węgierskim nie poparł wywozu ludności żydowskiej do obozów koncentracyjnych. W swym majątku przechował ok. 300 Żydów. Nigdy Yad Vashem nie przyznał mu medalu Sprawiedliwy wśród Narodów Świata, a to z powodów politycznych, nie chcąc narażać się Czechom ani Słowakom, przez których Esterhazy uważany jest za zdrajcę. Żydzi jednak wyprosili dla niego akt łaski u Gottwalda, dlatego karę śmierci zamieniono mu na dożywocie. Dotarto teraz do dokumentu, który potwierdza, że kiedy Janos miał już wyrok kary śmierci i został sprowadzony z gułagu do Czechosłowacji, Komitet Centralny Komunistycznej Partii Czechosłowacji zastanawiał się, czy go nie ułaskawić. Skończyło się ułaskawieniem „na  śmierć”. Skazano go na powolne umieranie.  

Esterhazy do tej pory został rehabilitowany przez Rosję, ale nie przez Słowację i Czechy. Wprawdzie  prezydent Havel próbował doprowadzić do uchwalenia ustawy, aby móc zrehabilitować Janosa, ale ktoś wysoko postawiony w kancelarii się temu sprzeciwił.

Janos Esterhazy chciał doprowadzić do podziału Czechosłowacji na Czechy i Słowację, ale w rezultacie został odsądzony i przez jednych i przez drugich jako zdrajca.

Esterhazy zawsze pełnił posługę polityka w duchu katolickiej nauki społecznej. Niektóre jego przemówienia partyjne brzmią jak kazania. 12 lat służył jako polityk i tyle lat trwała jego późniejsza katorga. Po wkroczeniu sowietów do Bratysławy, został schwytany, przewieziony do Moskwy i tam w sfingowanym procesie, skazany do łagrów. Tam zachorował na syberyjską gruźlicę. Potem został przewieziony do Czechosłowacji i w 1957 r. zmarł w więzieniu, osadzony na czeskich Morawach.  Umarł w opinii świętości. Modlił się za swoich oprawców i ofiarował za nich nie tylko modlitwy, ale i cierpienia. Może jego ofiara doprowadziła do tego, że Gustav Husak przed śmiercią pojednał się z Bogiem?

Problem z Janosem Esterhazym polega na tym, że wielu historyków nie zna prawdy o nim i powiela kalkę, wyprodukowaną przez komunistów. Do tej pory pewne rany historyczne nie zostały zaleczone, a pewne problemy dotąd nie zostały rozliczone. Nawet wśród historyków o poglądach  konserwatywnych funkcjonuje fałszywe spojrzenie na niego. Inaczej spostrzegany jest przez tych Słowaków, którzy patrzą na niego oczami wiary. Paradoksem jest to, że najwięcej świadectw o tym, że był wiernym naśladowcom Jezusa w więzieniach, pochodzi właśnie od Słowaków, słowackich księży, którzy razem z nim byli prześladowani. Esterhazy zawsze podkreślał, że jego posłannictwem jest wypełniać wolę Bożą. To przecież Bóg tak ustanowił, że te narody żyją obok siebie, a więc nie powinny być wrogo do siebie nastawione. Na gruncie Ewangelii możemy siebie wspierać. I tak było w więzieniach – razem cierpieli, razem umierali, a prochy ich zostały wrzucone do wspólnego grobu. Urna z jego prochami wykonana z płyty pilśniowej rozpadła się. W urnie, którą otrzymała rodzina, są wymieszane prochy tych, którzy zginęli razem z nim, Czechów i Słowaków.

Miłość Janosza do ojczyzny nigdy nie nabrała cech szowinizmu. U niego Chrystus zawsze był na pierwszym miejscu, a dopiero później narodowa tożsamość.

Iwona Galińska