- Napastnik identyfikował się (jak wynika z jego aktywności w mediach społecznościowych) z ekstremistyczną grupą Naród Islamu, która funkcjonuje w Stanach Zjednoczonych i jest często krytykowana przez amerykańskich muzułmanów. To mogło mieć jakiś wpływ na jego działania - mówił ekspert.

Jednym z tematów audycji "W samo południe" był piątkowy atak pod Kapitolem. Sprawcą ataku na strażników był czarnoskóry 25-latek, który sympatyzował z Narodem Islamu, ruchem religijnym łączącym islam z promocją tzw. czarnej supremacji. Mężczyzna w sieci krytykował amerykański rząd. Jeden strażnik Kapitolu zginął, a kolejny jest ranny po staranowaniu przez samochód. Sprawca ataku wyszedł z pojazdu z nożem w ręku. Został postrzelony i zmarł.

O ataku opowiedział na antenie radiowej Jedynki Mateusz Piotrowski (Polski Instytut Spraw Międzynarodowych). - Trzeba podkreślić, że to raczej nie ma nic wspólnego z poprzednim atakiem - i to jest dobra wiadomość dla Kongresu i jego bezpieczeństwa - mówił.

- Policja podkreśla przede wszystkim jego problemy psychiczne, z jakimi się zmagał oraz sygnały od rodziny, że miał kłopoty z narkotykami - to jest podstawowy powód, dlaczego policja nie kwalifikuje tego jako atak terrorystyczny - zaznaczył.

- Trzeba jednak podkreślić, że napastnik identyfikował się (jak wynika z jego aktywności w mediach społecznościowych) z ekstremistyczną grupą Naród Islamu, która funkcjonuje w Stanach Zjednoczonych i jest często krytykowana przez amerykańskich muzułmanów. To mogło mieć jakiś wpływ na jego działania - dodał Piotrowski.

Po tym, jak samochód potrącił dwóch policjantów i staranował ogrodzenie Kapitolu, budynek zamknięto kolejny raz w ostatnich miesiącach. Napastnik, który prowadził samochód, został zastrzelony.

Policja poinformowała o zamknięciu Kapitolu w odpowiedzi na sytuację na północ od budynku, którą uznano za "zewnętrzne zagrożenie". Równocześnie podjęto decyzję o zamknięciu ulic w okolicy miejsca zdarzenia.

W miejscu, gdzie można dostać się do Kapitolu przy Constitution Avenue, samochód potrącił dwóch funkcjonariuszy strzegących budynku i wjechał w ogrodzenie. Następnie wysiadł z niego napastnik, który według relacji CNN miał być uzbrojony w nóż. Napastnik został postrzelony i przewieziony do szpitala, gdzie zmarł. Ranni funkcjonariusze, z których jeden ma być w stanie krytycznym, trafili do szpitala.

Parlamentarzyści oraz pracownicy przebywający w budynku Kapitolu nie mogą go opuszczać. Poproszono ich także, by nie zbliżali się do drzwi i okien. Na miejsce wysłano dodatkowe siły Gwardii Narodowej, o czym poinformował m.in. Mark Segraves, reporter NBC4.

- Zewnętrzne zagrożenie bezpieczeństwa, nie ma zezwolenia ani na wyjście ani na wejście, trzymaj się z daleka od okien zewnętrznych i drzwi. Jeśli znajdujesz się na zewnątrz, znajdź schronienie - jak informuje na Twitterze Jake Sherman, dziennikarz NBCN News, taką wiadomość otrzymał personel Kapitolu.

Gwardia Narodowa pojawia się okolicy Kapitolu kolejny raz od czasu zamieszek z 6 stycznia 2021 r., gdy w trakcie procedury zatwierdzania wyników głosowania Kolegium Elektorskiego do budynku wdarł się tłum zwolenników Donalda Trumpa.

W czasie tamtych zamieszek zginęło pięć osób, w tym członek straży Kapitolu, oraz zwolenniczka Trumpa, która została postrzelona przez jednego z oficerów pilnujących porządku. Uczestnicy zamieszek włamali się przez okna i drzwi Kapitolu, plądrując biura i szturmując korytarze zabytkowego budynku.

Obecnie w Waszyngtonie są ponad 2 tysiące żołnierzy Gwardii Narodowej. Dodatkowe oddziały rozmieszczono tu po zajściach z 6 stycznia. Dwa tygodnie później bezprecedensowo liczne siły zabezpieczały inaugurację prezydencką Joe Bidena.

W drugiej połowie marca z okolic Kongresu usunięto część zwieńczonych drutem kolczastym ogrodzeń. Siły Gwardii Narodowej mają jednak strzec Kapitolu co najmniej do połowy maja.

 

PZ