Ekspremier, oceniając pracę Tamašunienė, powiedział, że o potrzeby mieszkańców dba na co dzień, a nie, jak niektórzy politycy – jedynie przed wyborami. Mówiąc zaś o dokonaniach Narkiewicza na stanowisku ministra komunikacji, powiedział, że w ciągu półtora roku zdążył wykonać ogrom prac i projektów, których nawet nie da się porównać z zakresem prac wykonywanych w zakresie komunikacji za rządów obecnej ekipy.

Dziennikarz, pytając Skvernelisa o tzw. skandal Narkiewicza, powiedział, że wówczas szef rządu stanął za nim murem.

Ekspremier powiedział, że już na początku tego tzw. skandalu określiło go mianem ładnej „bajki”, która niedługo prysła niczym bańka mydlana.

„Czy dzisiaj kogokolwiek ciekawi w ogóle, czym ta „bajka“ się zakończyła? W stosunku do Narkiewicza umorzono wszystkie postepowania. Z mojej wiedzy oraz z tego, co mi powiedział były minister, wynika, że ani organy ścigania, ani Inspekcja Podatkowa nie mają żadnych pretensji. Człowiek został całkowicie znieważony. Intencją zaś było nie tyle zaszkodzenie samemu Narkiewiczowi, ile całemu Rządowi. Był to przecież rok wyborczy, kampania wyborcza. I czym się ten cały bubel zakończył? Niczym. Wszystko się wyciszyło. Z kolei osoby, które to zorganizowały, które przeprowadzały jakichś działaczy do Pałacu Prezydenta, następnie wysyłały do STT i prokuratury, koordynowały, organizowały wyciek informacji do dziennikarzy – wszyscy dalej zajmują swoje stanowiska i żyją w komfortowych warunkach” – ocenił Skvernelis.

Skvernelis, zapytany raz jeszcze o to, czy warto było stawać murem za Narkiewiczem i gniewać się z tego powodu z prezydentem, powiedział, że ocenia prace ministra, nie zaś intencje pewnych działaczy, by zaszkodzić i jemu, i całemu Rządowi.

„Oceniam ministra po jego wykonanych pracach. Widzę, co zrobił w ciągu tego półtora roku minister komunikacji Jarosław Narkiewicz i porównuję to z tym, co się w tej dziedzinie robi obecnie. Są to nieporównywalne rzeczy. Ta osoba była najzwyczajniej zdemonizowana, przypięto mu pewne łatki i nieważne, co robił – było to określane jako złe. (…) Gdyby była podstawa, nikt by się nie trzymał kurczowo tego fotela, prawdopodobnie zmiany by były, być może doszłoby nawet do rozpadu koalicji, ale nie może być tak, że ktoś tworzy sztuczną historię i ulegamy. Mielibyśmy co miesiąc takie wymyślone historie” – konkludował Skvernelis, obecnie lider opozycji.

Mianem klownady ekspremier określił zarzuty wobec ministra w sprawie rzekomego zatrudnienia 12 Polaków w placówkach znajdujących się w gestii Ministerstwa Komunikacji, podkreślając jednocześnie, że wiele osób ma wątpliwości co do przejrzystości finansowania kampanii wyborczej ubiegającego się w swoim czasie o fotel prezydenta Gitanasa Nausėdy, tylko nikt nie spekuluje tym tematem.

„Ja osobiście i nie tylko ja, wiele osób ma być może wątpliwości co do finansowania kampanii wyborczej p. Nausėdy. Jak tak może być, że my z Šimonytė wydaliśmy podobne kwoty, bez uzgodnienia oczywiście, zaś zwycięzca – zaledwie 1/3 tego, co było zadeklarowane. Ale my przecież takich pytań nie podnosimy. Jeśli zaś pytania są, na nie należy odpowiedzieć, tylko przecież nie spekulować tym. Nie można podnosić swoich politycznych rankingów bez namacalnej podstawy. Jeśli już, to należy pokazać cały posiadany materiał. W tej sytuacji naprawdę nie widziałem podstaw, by ofiarować i koalicję, i samego człowieka, ministra, rzucić go na pastwę losu” – zaznaczył premier w l. 2016-2020.

Dziennikarz zapytał ekspremiera również o poparcie, jakiego podczas kampanii wyborczej do Sejmu udzieliła jego żona Silvija dla ubiegającej się o reelekcję posłance AWPL-ZChR Ricie Tamašunienė. W odpowiedzi Skvernelis podkreślił, że poparł wówczas i popiera obecnie pozycję i działania żony, bowiem posłanka AWPL-ZChR R. Tamašunienė jest wybranką mieszkańców z prawdziwego zdarzenia.

„Żona wszystko powiedziała i zrobiła prawidłowo. Przed wyborami ludzie oceniają prace wykonane przez danego posła. I właśnie Rita Tamašunienė była jedną z niewielu, która nie wysłała ludzi na antypody, nie schowała ich pism do szuflady, tylko zrobiła to, co i powinna [zrobić]. Przecież są i oficjalne pisma wystosowane przez wspólnotę. Poseł po prostu przesłała dalej te dokumenty, interesowała się, na jakim etapie są prace, okazała uwagę wobec ludzi, nie popatrzyła na nich jak na statystycznego wyborcę" – powiedział Skvernelis.

Skvernelis, premier Litwy w l. 2016-2020, ocenił Tamašunienė jako posła, która nie ocenia mieszkańców jako jednostki statystyczne potrzebne co 4 lata, by przyszły i zagłosowały, a przez kolejne 3,5 lata ich nie dostrzega.

"Moja żona jedynie nagłośniła pogląd. Poseł dostrzegała, słyszała i rozmawiała ze wspólnotą. Moja żona jedynie wyraziła to, za co ją szanuję, bo nie należy do tchórzliwych" – powiedział Skvernelis. 

Całości wywiadu można odsłuchać tutaj.