Jak stwierdził Müller: „Zarówno zespół ze strony polskiej, jaki i zespół, który został stworzony przez przewodniczącą KE, doszły do porozumienia w zakresie treści „kamieni milowych”. Te zaaprobowane przez obie strony treści „kamieni milowych” zostały właśnie przekazane do dalszej procedury, już takiej finalnej, formalnej akceptacji przez KE”.
Dodał też: Przed nami już właściwie tylko droga formalna w KE, a później oczywiście realizacja poszczególnych reform, które są zapisane w KPO. Jest ich wiele, bo one nie dotyczą tylko wymiaru sprawiedliwości, to jest wąski wycinek, który był dyskutowany tylko na samym końcu, ale wielu reform gospodarczych, systemowych, które będą realizowane ze środków Unii Europejskiej.

Jak twierdziła już wcześniej rzeczniczka Komisji Europejskiej Veerle Nuyts, Polski Narodowy Plan Odbudowy musi zawierać zobowiązania do: zniesienia Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego, zreformowania systemu dyscyplinarnego oraz przywrócenia na stanowiska sędziów, którzy zostali bezprawnie zwolnieni. W ostatnim czasie powiedziała: „Pracowaliśmy z Polską we wszystkich trzech punktach i jesteśmy zadowoleni z wyników”.

Oznaczać to może, że polski rząd skapitulował na całej linii i zgodził się wycofać z reformy wymiaru sprawiedliwości w zamian za odblokowanie środków unijnych. W tej sytuacji nie dziwi, że koalicja rządząca trzeszczy, a Zbigniew Ziobro straszy, że Solidarna Polska pójdzie sama do wyborów. Pojawiają się nawet głosy, że koalicja zostanie zerwana i czekają nas wcześniejsze wybory.

Upadek sztandarowej reformy PiS-u będzie bardzo trudny do zaakceptowania przez żelazny elektorat tej partii. Z drugiej strony można się spodziewać, że niestety zgodzi się on na wszystko, byle do władzy niedoszło PO. Z kolei dla reszty wyborców będzie to obojętne lub nawet na plus, bo reforma jest w mediach przedstawiana jako zamach na praworządność. W dodatku obietnica zasypania Polski unijnymi pieniędzmi może być dla wielu wyborców przed wyborami niezwykle kusząca.

Niestety, takie rozwiązanie byłoby bardzo złe dla Polski. Można wytykać reformie sądownictwa wiele braków. Popełniono masę błędów, ale nikt rozsądny nie zaprzeczy, że reforma ta nie jest konieczna. Wciąż funkcjonujemy w chorym układzie, w którym wielu sędziów wywodzi się z czasów PRL-u, w sądach masowo zapadają kuriozalne i niesprawiedliwe wyroki, a sędziowska kasta uważa, że stoi ponad prawem. Działania Zjednoczonej Prawicy napędziły tym sędziom wiele strachu, a wielu z nich niebywale się kompromitowało dołączając do protestów opozycji, choć ślubowali niezawisłość i apolityczność.

Głównym zarzutem wobec reformy jest rzekome upolitycznienie sądownictwa, ale przecież w sąsiednich Niemczech sędziowie są dużo bardziej uzależnieni od polityków niż w Polsce. Ewidentnie chodzi o uratowanie ostatniego bastionu liberalnej opozycji, która straciła już władzę wykonawczą, ustawodawczą, ale nie chce stracić sądowniczej.

Pieniądze z Unii nie rozwiążą jednak żadnych polskich problemów. Nie jest to prezent, ale pożyczka, za którą i tak zapłacimy. Będziemy musieli te fundusze spożytkować zgodnie z planem ustalonym przez unijnych biurokratów, więc nawet tutaj będziemy ściśle ograniczeni. Polską racją stanu byłoby w tej sytuacji raczej zrezygnowanie z tych unijnych środków, nie składanie się na unijną pożyczkę. Nie jest prawdą, że nie mamy argumentów. Możemy zawsze przestać płacić gigantyczne składki na UE i z tych funduszy dokonywać niezbędnej modernizacji kraju.

Jeżeli potwierdzą się przypuszczenia, że PiS zrezygnuje z reformowania sądownictwa w Polsce, będzie to oznaczać wielką porażkę i karze zadać pytanie, czy mamy do czynienia jeszcze z partią jakichkolwiek idei, czy z pragmatycznymi technokratami.