4 lipca 1943 r. Polaków spotkał drugi poważny cios – w Gibraltarze zginął generał Władysław Sikorski, premier rządu RP na uchodźstwie, Naczelny Wódz. Coraz więcej faktów potwierdza ustalenia, że Sikorski wcale nie zginął w wypadku lotniczym, gdyż takiego w ogóle nie było, ale został zamordowany.

Wróćmy jednak do historii gen. Stefana Roweckiego. Emigracyjny historyk Tadeusz Żenczykowski w książce „Generał Grot u kresu walki” przybliża nam moment aresztowania: „Wszystkie poprzednie, długotrwałe usiłowania Gestapo trafienia na ślad „Grota” zawodziły. Głównym powodem była niemożność znalezienia informatorów w aparacie organizacyjnym Komendy Głównej AK lub wprowadzenia do tego środowiska własnych agentów. Sytuacja zmieniła się gwałtownie po aresztowaniu w kwietniu 1942 r. młodego i sprawnego w swej działalności pracownika wywiadu AK, Ludwika Kalksteina.”

Kalkstein wpadł w ręce Gestapo w „kotle” konspiracyjnego lokalu. W ciągu kilku miesięcy pobytu w więzieniu – z własnej woli, bez przymusu – oświadczył najpierw, że czuje się Niemcem i wpisano go na Volkslistę, a następnie został agentem Gestapo. Jego zadaniem było rozpracowywanie Armii Krajowej. Aby ułatwić mu zadanie Niemcy rozpuścili wersję o jego śmierci.
Do współpracy z Niemcami Kalkstein namówił swych poprzednich współpracowników z AK, którzy uniknęli „wsypy”: ówczesną narzeczoną, a późniejszą żonę Blankę Kaczorowską, ps. „Sroka” i szwagra Eugeniusza Świerczewskiego, ps. „Gens”. Ten ostatni, przedwojenny major rezerwy i krytyk teatralny, był żołnierzem II Oddziału (wywiadu) Komendy Głównej AK.
Bohdan Urbankowski w swojej „Czerwonej mszy” napisał, że Świerczewski „za cenę zwolnienia z getta donosił na Polaków i wyszukiwał Żydów ukrywających się na aryjskich papierach”.
Przełożonym trójki agentów był SS Untersturmfuhrer Erich Merten z warszawskiego Gestapo. Agentom postawiono dwa główne zadania:
1) wytropienie i doprowadzenie do ujęcia „Grota”,
2) wydanie w niemieckie ręce kierownictwa i sieci organizacyjnej wywiadu AK.
W rezultacie – jak pisze Irena Rowecka-Mielczarska w książce „Ojciec. Wspomnienia córki gen. Stefana Grota-Roweckiego” – „Ta dobrana trójka renegatów spowodowała śmierć kilkuset Polaków zakatowanych w Gestapo czy zamęczonych w obozach koncentracyjnych”.
Tadeusz Żenczykowski pisze, że ofiarą działalności agentów „padło przeszło 200 osób z wywiadu AK, a wśród nich dwaj kolejni szefowie Oddziału Wywiadowczego Sztabu Komendy Głównej AK: podpułkownik Wacław Berka (ps. „Brodowicz”) i podpułkownik Witold Drobik (ps. „Dzięcioł”) – aresztowani w drugiej połowie 1943 r. i później zamordowani przez Gestapo”.
Wróćmy jednak do tragedii gen. „Grota”. Świerczewski, jako jedyny z owej trójki agentów, znał gen. Roweckiego z okresu przedwojennego. Irena Rowecka pisze: „Gens” znał Ojca z wojny 1920 roku, bo obaj służyli wtedy w armii generała Szeptyckiego. Świerczewski był tam podoficerem oświatowym”. Roweckiego widywał również później, kiedy generał kierował Instytutem Naukowo-Wydawniczym.
Tadeusz Żenczykowski: „Ponaglany przez Mertena i działający w myśl wskazówek Kalksteina, starał się wypatrzeć w Warszawie „Grota”, lub zdobyć informacje, w jakich dzielnicach miasta jest najczęściej widywany.
Nigdy zapewne nie będzie wiadomo, czy Świerczewski dowiedział się, że generał Rowecki nocuje teraz na Powiślu, na konspiracyjnych kwaterach, z których jedna była przy ulicy Leszczyńskiej, a druga przy ulicy Topiel, czy też zwykły przypadek zrządził, że rankiem 30-go czerwca [1943 r.] rozpoznał z daleka Generała, idącego ulicą Solec. Nie można również wykluczyć, że już poprzednio – w ramach swych czynności tropicielskich – zdołał zauważyć, że „Grot” bywa nieraz na Powiślu i dlatego przeprowadzał rozpoznawcze wędrówki w godzinach porannych przypuszczając, że o tej porze „Grot” może wyruszać na spotkania służbowe w innych dzielnicach miasta.
W tym pamiętnym dniu – jak wynika z dochodzeń „Oskara” [Bernard Zakrzewski, szef kontrwywiadu w II Oddziale Sztabu Komendy Głównej AK] – Świerczewski, zobaczywszy Generała, zaczął iść jego śladem. Gdy Generał wsiadł do tramwaju na moście Poniatowskiego, Świerczewski wskoczył do drugiego wozu. Starannie się ukrywając, wysiadł – zaraz po nim – na przystanku przy rogu Raszyńskiej i Grójeckiej i nadal, z bezpiecznej odległości, śledził wszystkie dalsze kroki aż do chwili, gdy ujrzał jak „Grot” wchodzi do jednego z domów przy ulicy Spiskiej. Wiedział, że każda minuta jest cenna i w pośpiechu nie mógł sprawdzić dokładnie numeru domu, w którym znalazł się Generał. Ruszył czym prędzej do telefonu…”.

Generał Stefan Rowecki „Grot” zginął w niewyjaśnionych do dziś okolicznościach. Po aresztowaniu na ul. Spiskiej zakuty w kajdany został przewieziony do siedziby Gestapo na Szucha, a następnie przetransportowany samolotem do Berlina. Stamtąd trafił do obozu koncentracyjnego w Sachsenhausen, gdzie trzymano go w ścisłej izolacji. Tu po wybuchu Powstania Warszawskiego został zamordowany.