W tym roku w okresie styczeń-październik import skroplonego gazu ziemnego (LNG) z Rosji drogą morską wzrósł o 42 proc. w porównaniu z tym samym okresem w ubiegłym roku. To ogromny skok.

 

Financial Times” podkreśla, że choć import gazu rurociągami zmalał, to zwiększył się drogą morską.

 

Od pięciu lat Rosja znajduje się w trójce największych dostawców LNG do Europy. W tym roku zaś jest na drugim miejscu. Szczyt podium obecnie przypada Stanom Zjednoczonym, zaś trzecie miejsce Katarowi.

 

Warto przypomnieć, że efekty sankcji na Rosję ze strony Zachodu nie przynoszą zamierzonych efektów i głównymi „rannymi” są obywatele państw, które te sankcje nałożyły. Najciężej „ranni” są chyba Polacy.

 

We wrześniu media przyznały, że choć Niemcy zmniejszyły import towarów z Rosji, to zapłaciły za nie więcej.

 

Niemcy zmniejszyły w lipcu br. prawie o połowę import towarów z Rosji. Ale i tak zapłaciły za nie więcej – podał Federalny Urząd Statystyczny w Wiesbaden, cytowany przez „Rzeczpospolitą”.

 

Jak zaznaczono, w ujęciu ilościowym import z Rosji do Niemiec spadł o 45,8 proc. rok do roku. Jednak w ujęciu wartościowym import ten wzrósł o 10,2 proc..

 

Jeszcze prościej mówiąc, Rosja sprzedała mniej towarów za większą cenę. Mimo mniejszej sprzedaży o prawie połowę, zarobili jeszcze więcej, niż przed nałożeniem sankcji. No kto mógł się spodziewać, że wywołanie kryzysu energetycznego przez sankcje bez żadnego uprzedniego planowania dadzą taki efekt, prawda?

 

O polskich „sankcjach” nie będę pisał. Przypomnę tylko o blokowaniu dostawy już opłaconego rosyjskiego węgla. Czyli przekazanie kasy i nie odebranie towaru, dzięki czemu można go sprzedać drugi raz. Genialna myśl strategiczna tego typu z pewnością wywołała niepokój u Putina.

 

Jak wygląda zaś sytuacja Rosji? Jak pominiemy zmyślane na poczekaniu historie i przyjrzymy się twardym danym, to stety-niestety źle nie mają. O ile instytucje państwowe nie podają kursu rosyjskiego rubla, tak giełdy światowe nie pozostawiają wątpliwości: Rosyjska waluta trzyma się lepiej, niż przed wojną. Według Forexu, 24 lutego rubel kosztował 0,0487 zł. Czyli za niecałe 49 zł można było kupić 1000 rubli. Po kilku dniach dołka, zaczęła się tendencja wzrostowa trwająca do dziś. 30 listopada rubel kosztuje 0,0738 zł. Na portalu interia.pl pojawił się nawet już latem tekst, którego tytuł wiele mówi i zwyczajnie niszczy życzeniowe artykuły o „upadku Rosij”, a brzmi on „Dlaczego rubel jest najbardziej zyskującą w tym roku walutą na świecie?”. No właśnie.

 

Sankcje, choć dla Rosji i bardziej samych Rosjan są dotkliwe, to jeszcze mocniej uderzają w obywateli państw Europy. Uderzają także w nas, Polaków. Każdy roztropny i dobry polityk szukałby sposobu, by się z tych sankcji wycofać, a nie brnąć jeszcze dalej.

 

Ale niestety, mamy rząd jaki mamy. Poza cwaniakami, złożony jest m.in. z ekonomicznych analfabetów. Dla przykładu, poseł Kazimierz Smoliński po podaniu danych o rosnącej inflacji przekonywał, że… inflacja spada.

 

Inflacja spada! Fatalna wiadomość dla opozycji bo zaczyna się problem z produkcją kolejnych fejków. Putinflacja zaczęła spadać. Jak podał GUS inflacja w listopadzie wyniosła o 0,5 pkt proc mniej niż w październiku – przekonywał Smoliński na Facebooku.

 

Czy faktycznie spada? Nie. Po prostu poseł porównał sobie inflację rok do roku z października i z listopada i zrozumiał najwyraźniej, że skoro inflacja rdr w październiku wyniosła 17,9 proc., a w listopadzie 17,4 proc., to oznacza to spadek inflacji. Tymczasem inflacja miesiąc do miesiąca wzrosła o 0,7 proc..

No właśnie. W normalnym kraju człowiek, który kompromituje się w taki sposób, zostałby z marszu usunięty od wszelkiej władzy czy nawet doradzania rządzącym. Pokazał się bowiem jako turboniekompetentny człowiek, który nie potrafi nawet odczytać poprawnie wskaźnika inflacyjnego. Niestety, mamy demokrację i socjalizm. Nie tylko on i jemu podobni przy władzy pozostaną, ale może nawet ktoś zostanie nagrodzony tytułem jakiegoś „wizjonera”.

 

A polityka państwa dalej będzie zmierzała w kierunku przepaści. Ale to nie rządzący spadną i rozbiją się w przepaści wielkiej drożny, ale my.

 

 

 

Dominik Cwikła

 

Autor jest dziennikarzem i publicystą, założycielem portalu kontrrewolucja.net. Profile autora w mediach społecznościowych: Facebook, Twitter, YouTube