Michalkiewicz: Wpływ “Epickiej furii” na życie duchowe
Jak wiadomo, pierwszą ofiarą każdej wojny jest prawda. Toteż kiedy za sprawą premiera rządu jedności narodowej bezcennego Izraela Beniamina Netanjahu, który zadzwonił do amerykańskiego prezydenta Donalda Trumpa i przekonał go, by niezwłocznie rozkazał amerykańskim lotniskowcom i innym siłom zbrojnym wykonać “miażdżące” uderzenie na złowrogi Iran, wydawało się, iż na Bliskim Wschodzie wybuchła kolejna wojna.
Wydawało się też, że prawda przestała już obowiązywać, a nawet – że w ogóle przestała się liczyć – bo jej miejsce zajęła propaganda wojenna, która rządzi się zupełnie innymi prawami. Wkrótce jednak się wyjaśniło, że żadnej wojny nie ma. Wprawdzie “ponaddżwiekowe dzidy”, zarówno amerykańskie i izraelskie, a także irańskie zaczęły latać tu i tam, a nawet spadać, a potem wybuchać, siejąc wokół śmierć i zniszczenie – ale okazało się, że nasze zaniepokojenie o losy prawdy było całkowicie nieuzasadnione. I to nawet nie dlatego, że jeszcze za głębokiej komuny Radio Erewań wyjaśniło ponad wszelką wątpliwość, że żadnych wojen już nie będzie, ale za to rozgorzeje taka walka o pokój, że nie zostanie nawet kamień na kamieniu, ale z całkiem innego powodu. Jak bowiem wkrótce wyjaśnił amerykański sekretarz wojny Peter Hegseth, to, co naiwnie mogliśmy uważać za kolejną wojnę, żadną wojną nie jest, Okazało się, że Stany Zjednoczone “nie są w stanie wojny” ze złowrogim Iranem, a to, co wydawało nam się “wojną”, to tylko “Epicka furia”. Świat odetchnął z ulgą, bo chociaż ponaddźwiękowe dzidy nadal latały tu i tam i wybuchały, to tylko z powodu wspomnianej “furii”, która w dodatku została opatrzona przymiotnikiem “epicka”. I całe szczęście – bo gdyby nie to, moglibyśmy sobie pomyśleć, że mamy do czynienia z furią psychiatryczną, a tak, to wszystko jest w jak najlepszym porządku. Niejasne jest w tym wszystkim tylko to, co konkretnie takiego powiedział amerykańskiemu prezydentowi Donaldowi Trumpowi premier rządu jedności narodowej bezcennego Izraela Beniamin Netanjahu. Oficjalna wersja głosi, że powiedział mu, iż nadarza się okazja, by przy pomocy jednej ponaddźwiękowej dzidy zabić jeśli nawet nie wszystkich, to większość członków najwyższych władz złowrogiego Iranu, którzy zebrali się w Teheranie, by się namawiać, jakie stanowisko zająć podczas kolejnej tury trwających właśnie negocjacji pokojowych ze Stanami Zjednoczonymi. Wprawdzie mordowanie negocjatorów nie jest specjalnie ładne, ale cóż znaczy estetyka w porównaniu z okazją, która raz stracona, może być stracona na zawsze? Takiej okazji nie przepuściłby zwłaszcza uważny czytelnik dzieła Mikołaja Machiavellego “Książę, w której autor przypomina, że “Rzymianie nie pozwalali dojrzewać niebezpieczeństwom przez uchylanie się od wojny.” Któż bowiem nie chciałby, by spadł na niego chociaż niewielki ułamek chwały starożytnych Rzymian? Nikogo takiego ani w Ameryce, ani u nas, na szczęście nie ma, więc dzięki temu lepiej rozumiemy skwapliwość prezydenta Trumpa, by z takiej wyjątkowej okazji skorzystać. Inna sprawa, że na tym świecie pełnym złości zaraz pojawi się jakaś Schwein, jakiś “cham i łyk”, o którym w nieśmiertelnym poemacie “Caryca i zwierciadło” pisze Janusz Szpotański: “Gdy car prorocze ma widzenia, zawsze je spłyci cham i łym. Dlatego muszą być więzienia, zsyłka i łagier, kat i stryk”. Otóż “chamy i łyki” twierdzą, że premier rządu jedności narodowej Beniamin Netanjahu powiedział prze telefon prezydentu Donaldu Trumpu coś zupełnie innego: wiecie, rozumiecie, Trump. Wydajcie natychmiast lotniskowcom rozkaz uderzenia na złowrogi Iran, bo inaczej opublikujemy nagrania, jak na wyspie Epsteina bzykacie panienki i będziecie mieli piekło w domu. Oczywiście nie ma w tym ani słowa prawdy, chociaż z drugiej strony, czy mamy zawdzięczać tylko przypadkowi fakt, że akurat wtedy Pierwsza Dama USA, po raz pierwszy w historii świata zasiadła w Radzie Bezpieczeństwa ONZ w charakterze przewodniczącej amerykańskiej delegacji? Z podobnym precedensem mieliśmy do czynienia w XIX-wiecznej Francji za cesarza Napoleona III, który też nie folgował sobie z panienkami. Cesarzowa Eugenia jednej takiej nawet zrobiła wygowor: “mademoiselle, zabijasz cesarza” - ale przy okazji wymusiła na cesarskim małżonku zgodę, by mogła przewodniczyć obradom Rady Ministrów. Żeby uniknąć piekła w domu, to znaczy – w pałacu – Napoleon III dla świętego spokoju sie zgodził.
Jak tam było w Waszyngtonie, tak tam było; zawsze jakoś było – ale nie to jest takie znowu ważne, tylko co innego – jak mianowicie wojna, a nawet nie wojna, tylko zwyczajna “Epicka furia”, wpływa nie tylko na nasz stosunek do prawdy, ale i na całe nasze życie duchowe. Weźmy takiego pana generała Romana Polko, który na szczęście niczym już nie dowodzi. Na wieść o tym, że złowrogi Iran, zamiast potulnie podkulić ogon pod siebie i złożyć na klęczkach hołd bezcennemu Izraelowi – żeby już nic nie zakłócało realizacji idei Wielkiego Izraela, z którą Beniamin Netanjahu “czuje się związany” - wystrzeliwuje w jego kierunku swoje “ponaddźwiękowe dzidy” - pan generał porównał Iran do szczura zagonionego w pułapkę. Jestem pewien, że nawet gdyby takie porównanie przyszło mu do głowy w stosunku do ukraińskiego prezydenta Zełeńskiego, to w tej samej chwili splamiłby mundur i to od środka. A dlaczego? A dlatego, że zgodnie z rewolucyjną teorią, wojna która prowadzi prezydent Zełeński jest “sprawiedliwa”, podczas gdy ta, którą prowadzi złowrogi Iran, jest “niesprawiedliwa”. Co prawda, skoro USA nie prowadzą przeciwko Iranowi żadnej “wojny”, to i Iran przeciwko Ameryce i Izraelowi też – ale z drugiej strony ludowe przysłowie powiada: co wolno wojewodzie, to nie tobie smrodzie. I jak w tym zamieszaniu szukać prawdy? Nie tylko “jak” - ale i po co? Weźmy takiego premiera Hiszpanii. Skrytykował prezydenta Trumpa, że złamał prawo międzynarodowe, w związku z czym Hiszpania odmówiła amerykańskim samolotom możliwości korzystania z baz na terenie tego kraju. W odpowiedzi prezydent Trump, rozmawiając z potulnym niemieckim kanclerzem Fryderykiem Merzem, zapowiedział zerwanie z Hiszpanią stosunków handlowych i oświadczył, że w ogóle nie chce z nią mieć nic wspólnego. Czy ktokolwiek może sobie wyobrazić sytuację, w której prezydent Trump w ten sposób podsumowałby pana prezydenta Karola Nawrockiego, albo Reichsfuhrerin Urszula Wodęleje - obywatela Donalda Tuska? Jeśli nawet ani jeden, ani drugi nie umarłby natychmiast na zawał serca gorejącego, to resztę życia spędziłby na pokucie w nadziei na odpuszczenie grzechu. Podobnie ze środowiskiem pretendującym do sprawowania rządu dusz w naszym nieszczęśliwym kraju. Żaden z przedstawicieli tego środowiska nawet nie ośmieli się zająknąć na temat roli bezcennego Izraela w tej całej “Epickiej furii” - dlaczego premier rządu jedności narodowej tego kraju “czuje się związany” z ideą “Wielkiego Izraela” i czy przypadkiem próby realizacji tej idei nie doprowadzą do podpalenia świata? Nie tylko zresztą o podpalenie świata tu chodzi – bo pojawiły się fałszywe pogłoski, że jak tylko dojdzie do zmłotowania złowrogiego Iranu, to ścisłe kierownictwo Chabad Lubawicz zamierza (“W londyńskiej Wielkiej Loży już postanowiono”) obwołać Beniamina Netanjahu Mesjaszem. I jak wtedy będzie wyglądał nasz dialog z judaszyzmem?
Stanisław Michalkiewicz