Bioenergoterapia jest grzechem, bo wzywanie tajemnych mocy „celem uzyskania zdrowia może być poważnym narażeniem na duchowe zagrożenie idolatrią” czyli grzechem przeciwko pierwszemu przykazaniu, polegającym na przypisywaniu sobie mocy, która dysponuje Bóg i oddawaniu czci innymi siłom niż Bóg.

 

Bioenergoterapia polegać ma na przekazywaniu pacjentowi rzekomej energii przez bioenergoterapeutę. Energia jest rzekomo przekazywana przez napełnione energia przedmioty, energetyzowanie zdjęć, bezpośrednio od terapeuty do pacjenta. Energia ma rzekomo pochodzić od terapeuty, z urządzeń, bóstw, kosmosu, kosmitów, a nawet od zwierząt.

 

Ideowy fundamentem bioenergoterapii są zabobony głoszone w starożytnej Grecji, w filozofiach wschodu, teorie europejskich magów. Bluźnierczo bioenergoterapeuci powołują się też na Jezusa i świętych.

 

Bioenergoterapia wiąże się z kryzysem wiary w medycynę tradycyjna, powszechnym w społeczeństwach zachodu (nawet wśród bardzo wielu lekarzy). Jest wiele bzdurnych teorii o tym czym jest bioenergoterapia, jakie są źródła rzekome energii i jak ona działa. Badania naukowe jednoznacznie wskazują, że rzekomo energia używana przez bioenergoterapeutów nie istnieje.

 

Jak informuje w swojej pracy ksiądz profesor Zwoliński, w Polsce bioenergoterapie praktykuje 70.000 osób, stosujących ponad 250 różnych rodzajów terapii, 10% Polaków skorzystało z ich usług. Takie okultystyczne usługi dla zrozpaczonych choroba (swoją lub bliskich ludzi) są w Polsce legalne po zgłoszeniu działalności gospodarczej. Państwo polskie oficjalnie uznaje zawód bioenergoterapeuty. Organizacje zrzeszające bioenergoterapeutów oficjalnie zakazują zniechęcania pacjentów do tradycyjnych metod terapii. Do reklamy swoich usług bioenergoterapeuci wykorzystują internet, bardzo dobrym kanałem reklamy są sami pacjenci. Bioenergoterapia jest nachalnie propagowana przez popkulturę, szczególnie media skierowane do kobiet. W niektórych krajach zachodniej Europy działalność bioenergoterapeutów jest zwalczana przez państwo. Badania naukowe nad tym fenomenem wskazują, że pacjenci realnie nie są uzdrawiani, a nawet co gorsze mają kłopoty emocjonalne i psychiczne wynikające z korzystania z usług terapeutów.

 

Bioenergoterapii nie da się pogodzić z katolicyzmem. „Filozofie wchodu, stanowiące podstawę wielu metod bioenergoterapii” postrzegają człowieka „jako część boga pojętego panteistycznie”. Grzeszność bioenergoterapii polega na tym, że bioenergoterapeuci często przypisują sobie moc Boga, negują Boga osobowego, negują odmienność bytu ludzkiego od bytu boskiego, negują istnienie wolnej woli człowieka, negują zbawczy sens cierpienia.

 

Katolik musi pamiętać, że „nie wszystkie uzdrowienia pochodzą od Boga, nie wszystkie są jego darem i laską”, cześć jest dziełem demonów. Uzyskując ulgę w cierpieniu można ponieść szkodę na swej duszy. Szatan mam moc by „przywrócić zdrowie fizyczne, by odwrócić” człowieka od Boga. W chorobie „chrześcijanin nie może (…) sięgać po metody i środki, które były by świadomym odrzuceniem Jezusa”.

 

Zdaniem księdza profesora Zwolińskiego niestety zbyt często oszuści udają uzdrowicieli by wyłudzić pieniądze od osób ciepiących. Taką patologie wspierają nie tylko władza państwowe legalizując świadczenie usług okultystycznych ale i organizacje międzynarodowe takie jak WHO (Światowa Organizacja Zdrowia) „która wydała pozytywną opinie na temat medycyny alternatywnej”. Co bardziej szokujące niektóre kraje, np. Holandia, zrównały usługi rzekomych uzdrawiaczy i lekarzy i od 1998 roku przeznacza środki publiczne na finansowanie leczenia tradycyjnego i usług medycyny okultystycznej. W USA wysokonakładowe i prestiżowe media promują ''medycynę'' alternatywną, firmy ubezpieczeniowe refundują usługi uzdrawiaczy (korzysta z nich 1/3 Amerykanów głównie białych i bogatych). Wpływowe ruchy krytyczne wobec medycyny tradycyjnej wspierane są przez ekologów, alterglobalistów, lewice, feministki i wyznawców new age. Podobnie 1/ 3 europejczyków korzysta z ''medycyny'' alternatywnej.

 

Jan Bodakowski