W 1944 r. cofający się przed Armią Czerwoną Niemcy organizowali na Podolu linię obrony. Do kopania okopów i zwożenia drzew na umocnienia zmuszali miejscową ludność. Mieszkańcy Berezowicy Małej położonej w pobliżu Zbaraża w dawnym województwie tarnopolskim pracowali przy niemieckich umocnieniach codziennie, nawet w niedziele.

Wkrótce zaczęły napływać informacje o przybywających z Wołynia banderowcach. We wsi istniała polska samoobrona zorganizowana po doniesieniach o rzezi wołyńskiej, nad bezpieczeństwem mieszkańców czuwały nocne posterunki i patrole. Jednak tej nocy zmęczeni pracą ludzie zlekceważyli ten obowiązek, zakładając, że obecność niemieckich wojsk w okolicy odstraszy napastników.

Nocą z 22 na 23 lutego 1944 r. od północy furmankami i saniami nadciągnął kilkusetosobowy oddział banderowców. Krwawa akcja rozpoczęła się od wymordowania mieszkańców przysiółka położonego kilometr od wsi. Zabijano bez użycia broni palnej, starając się wykorzystać element zaskoczenia, by nie wywołać ucieczki mieszkańców dalej położonych zabudowań. W ruch poszły siekiery, bagnety i noże.

Po dokonaniu zbrodni w przysiółku upowcy zajęli właściwą część wsi. Ci z mieszkańców, którzy dysponowali bronią, jak rodzina Jaworskich, podejmowali walkę z bandytami. Przeważnie jednak ludzie szukali ocalenia w ucieczce. Chronili się w lasach, sadach, w obejściach ukraińskich sąsiadów, części udało się ukryć w kamiennych schronach pobudowanych na wieść o wcześniejszych rzeziach.

Teraz mordowano także przy użyciu broni palnej. Spichlerze i obory, w których chronili się mieszkańcy, były podpalane. Los ten spotkał 30 osób, które schroniły się w murowanej oborze Mikołaja Sesiuka. Ukraińcy najpierw wyprowadzili z niej inwentarz, a potem rozstrzelali z karabinu maszynowego posadzonych pod ścianą ludzi. Oborę podpalono, ale kilku osobom udało się przeżyć.

Nie bronione domostwa były bez trudu zdobywane przez upowców i szabrowane, a następnie palone. Zrabowane mienie bandyci załadowali na sanie i furmanki, a następnie oddalili się w stronę granicy z Wołyniem.

Tej nocy zamordowano w Berezowicy Małej 131 polskich mieszkańców. Zabitych grzebano w pośpiechu z obawy przed powrotem banderowców, ale nie wszystkich udało się pochować. Większość uciekinierów schroniła się w Tarnopolu, gdzie wielu z nich miało rodziny i znajomych.

W 2007 r. w Berezowicy Małej został odsłonięty krzyż i dwie tablice z listą ofiar.