We Francji na porządku dziennym jest pozbywanie się chrześcijańskich świątyń. Miesiąc temu w Paryżu płonął 140-letni kościół Saint Sulpice. W 2013 roku w Abbeville zburzono katedrę św. Jakuba. Przed zburzeniem nawet nie pofatygowali się o desakralizację kościoła. Podczas wyburzania dokonywano aktów profanacji. Olbrzymi krucyfiks wrzucono z gruzem na ciężarówkę. W tym samym roku w Geste zburzono kościół św. Piotra.  Miejsca te zamieniono na parkingi. We Francji w wyniku rozdziału państwa od kościoła, obiekty sakralne są własnością państwa. Jeżeli stoją puste, niepotrzebne nikomu, państwo przeznacza je na inne cele. Obiekty sakralne są permanentnie niedoinwestowane. Tak też było z katedrą Notre Dame, która od dawna wymagała renowacji. Turyści wspominają, jak jeszcze przed świętami Bożego Narodzenia odwiedzali Paryż i byli zdziwieni ubogością bożonarodzeniowego żłóbka. Matka Boska trzymała dzieciątko owinięte w pieluszkę. Ot i cały wystrój. Ale kogo to obchodziło, gdy ludzi modlących się przed żłóbkiem było jak na lekarstwo.


We Francji afiszowanie się ze swoją wiarą jest niedozwolone. Nie można nosić na szyi krzyżyków i odsłaniać je w miejscu pracy, tak samo jakiekolwiek modlitwy ludzi na ulicy są zabronione. Chyba, że modlą się muzułmanie. Księża nie mogą chodzić w sutannach w miejscach publicznych i są zastraszani,  spychani na margines. Tak zachowuje się dzisiejsza Francja, najstarsza córa Kościoła, która swoje dziedzictwo chrześcijańskie uważa za ciemnogród, który trzeba jak najszybciej wyplenić.

Ale ten ponury obraz rozświetla mała iskierka nadziei.  Gdy płomienie trawiły katedrę, grupa ludzi zgromadziła się nieopodal i z różańcami w rękach modliła się i śpiewała religijne pieśni. Podobnie było we wtorek. Pochód składający się z kilkuset ludzi szedł ulicami Paryża, niosąc wizerunki Matki Boskiej i śpiewając pieśni. Wśród nich była zdecydowana przewaga młodych ludzi.  Mieszkaniec Paryża Francois tak mówi: „Najpierw poczułem ogromny smutek (…) Tym bardziej, że do pożaru katedry Notre Dame doszło na początku Wielkiego Tygodnia. A zniszczenie iglicy miało szczególny wymiar. Iglicy, czyli tak naprawdę dzwonnicy, która jest dla nas jednym z symboli chrześcijańskich. Dzwonnice są niemal w każdej francuskiej wiosce. Jeżeli coś takiego nagle znika – coś co trwało przez setki lat, smutek jest ogromny. Czasami przeradza się nawet w złość, bo mówimy o rzeczach symbolicznych”.
 

Katedra Notre Dame zostanie odbudowana. Prezydent Macron mówi, że w ciągu pięciu lat. Z całego świata płynie pomoc. Tylko jest pytanie, jaka to będzie świątynia, czy nie przerodzi się w miejsce kultu ekumenicznego, tak aby sprostać postępowym czasom. Pora, aby Francja opamiętała się i zawróciła z tej drogi, która prowadzi ją na manowce. W którą drogą pójdzie, czas pokaże.
 

Ale co tam Francja, u nas w Polsce, lewactwo zgrupowane wokół „Krytyki politycznej” zabrało także głos w tej sprawie. Takiego chamstwa, szyderstwa i plugawienia osób, które pisały na twitterze o swoich obawach, smutku z powodu paryskiej tragedii, jeszcze nie było. Nasze lewactwo coraz dzielniej podnosi głowy i wdziera się skutecznie w społeczeństwo, zatruwając  go swoim jadem. Jaką drogą my pójdziemy? Czy uwierzymy w hegemonię człowieczeństwa nad sacrum, uznamy, że Bóg jest nam do niczego niepotrzebny? Gdy tak się stanie, nastąpi nasz koniec, bo bez wiary świat nikczemnieje, a człowiek skażony grzechem pierworodnym, nawet ten najbardziej szlachetny, może przemienić się w tyrana, który sprowadzi na nas kolejną hekatombę.