Między innymi w Kinotece wyświetlany jest film Clinta Eastwooda „Przemytnik”. W filmie tym 89-letni aktor gra staruszka Earla Stone’a, który na życie zarabia, przemycają narkotyki dla meksykańskich gangsterów w USA, ściga go agent DEA Colin Bates (w tej roli Bradley Cooper). Za swoją działalność przychodzi sympatycznemu staruszkowi zapłacić utratą wolności.

 

 

Grany przez Clinta Eastwooda (dumnie ze swojej starości) bohater to sympatyczny staruszek, szarmancki wobec kobiet, uczciwy wobec pracowników, ale niestety zły mąż i ojciec, który zaniedbuje swoją rodzinę. Kiedy u kresu swoich dni traci swój majątek, by przetrwać, podejmuje prace u latynoskich kryminalistów. Za szmuglowanie narkotyków zarabia tak dużo, że odzyskuje majątek, wspiera rodzinę, a nawet ratuje przed bankructwem bar będący miejscem spotkań amerykańskich weteranów wojennych. Sympatie widza wzbudza też to, że staruszek korzysta z życia (nie stroniąc z korzystania z usług atrakcyjnych młodych prostytutek).

 

 

„Przemytnik” jednak nie jest kolejnym filmem szerzącym demoralizacje. Kiedy staruszek mówi do swoich przełożonych gangsterów, że powinni więcej korzystać z życia, ci przypominają mu, że pewnie za bardzo korzystał z życia i dlatego dziś musi u nich pracować. Film ukazuje też to, że pomimo początkowych zysków, za działalność przestępczą trzeba płacić. Twórcy filmu w swoim obrazie jednoznacznie wskazują, że wartością jest rodzina, a nie hulaszczy tryb życia. Politycznie niepoprawne jest też ukazanie prawdy o latynoskiej przestępczości w USA. Jako wzór do naśladowania twórcy filmu wskazują branie odpowiedzialności za swoje czyny, a nie uciekanie od konsekwencji, przyjecie kary jako właściwe.

W najmniejszym warszawskim kinie studyjnym Amondo można obejrzeć japoński dramat „Złodziejaszki” w reżyserii Hirokazu Koreedy. Film opowiada o ''rodzinie'' z japońskiego marginesu mieszkającej w Tokio i żyjącej z dokonywania kradzieży. Której szczęście kończy wpadka i więzienie.

 

 

Bohaterowie filmu, choć dokonują kradzieży, wykorzystują do działalności przestępczej dzieci, są sympatyczni. Jednak takie życie ukazane jest jako droga, której koniec jest fatalny. Sympatyczne jest to, że japońscy twórcy filmu, choć nie oszczędzają swoim bohaterom ponoszenia konsekwencji swoich czynów, to pokazują ich z sympatią, podkreślając to, że dobro tkwi też w ludziach z marginesu (jest to odmienne od polskojęzycznego kina, w którym twórcy filmowi ukazują Polaków z pogardą i nienawiścią, jako odrażających degeneratów, w których nie ma krzty dobra).

 

 

Film „Złodziejaszki” ma też swój wymiar krajoznawczy, doskonale uświadamia, że Japończycy wcale nie żyją w większym dobrobycie niż Polacy. W „Złodziejaszkach” należy docenić ukazanie jako czegoś wartościowego wzajemnej życzliwości, wielopokoleniowej troszczącej się o siebie rodziny (choć jest ona w filmie tworem sztucznym), tego, że kradzież jest czym złym, co rani innych, że w przemyśle erotycznym nie ma nic atrakcyjnego.

 

 

„Złodziejaszki” opowiadają o przedstawicielach najniższych klas społecznych, które w Polsce spotykają się z pogardą groteskowej opozycji, choć często ich patologiczna sytuacja wynika z uwarunkowań ustrojowych, a nie z własnych wyborów.

 

 

W moralnym przesłaniu filmu ważne jest to, że nie kończy się on happy endem – dzięki temu film uświadamia widzom, że przestępczość nigdy nie wychodzi na dobre i zawsze za nią trzeba słono zapłacić.

 

 

https://affif-sitepublic-media-prod.s3.amazonaws.com/media_image/0001/60/thumb_59344_media_image_1144x724.jpg

 

https://www.youtube.com/watch?v=Vbsbb9n2588

 

 

W kinie Amondo można też zobaczyć amerykański dramat „Gentleman z rewolwerem” (autorstwa Davida Lowery), którego bohaterem jest Forrest Tucker (w tej roli 83-letni Robert Redford) dżentelmen dokonujący w latach 80 rabunków na banki, który zrezygnował ze szczęścia rodzinnego (u boku partnerki granej przez Sissy Spacek), by dokonywać dających ogromną frajdę napadów na banki, co w konsekwencji skończyło się dla niego utratą wolności.

 

 

Historia bandyty, który dokonał prawie 100 napadów, doskonale ukazuje, jak destruktywne jest uzależnienie od czynienia zła. Jak zło uwodzi i zniewala. Jak uzależnienie od adrenaliny przysłania prawdziwe szczęście. Film celnie też wskazuje, że za czynienie zła zawsze przychodzi zapłacić z nawiązką.

 

 

Zapewne to, że w kinie amerykańskim coraz częściej bohaterami są emeryci, wynika z nieubłaganych tendencji demograficznych na zachodzie. Wraz ze starzejącym się społeczeństwem, coraz bardziej posunięci w latach muszą być też bohaterowie.

 

 

http://kinoamondo.pl/wp-content/uploads/2019/01/The-Old-Man-and-the-Gun_st_5_jpg_sd-high-1746x981-c-center.jpg

 

https://www.youtube.com/watch?v=mj1FM1zPVe8

 

 

Do filmów ukazujących, to, że zbrodnia nie popłaca można, też zaliczyć argentyński dramat Luisa Ortegi „Anioł” (który gościł na ekranach Kinoteki). Z tym że tym razem atrakcyjny fizycznie młody bohater jest moralnie odrażający – opowieść oparta jest na prawdziwych wydarzeniach z życia seryjnego mordercy Carlosa Robledo Pucha zwanego „Aniołem śmierci”, który od 1971 do 1972 roku zabił 11 osób.

 

 

Akcja filmu rozgrywa się w latach 70 w Buenos Aires. Bohaterem filmu jest 17-letni Carlitos o twarzy anioła (grany przez Lorenzo Ferro), który od dziecka odczuwa ogromna przyjemność z dokonywania zbrodni. Fascynacja złem jest wolny wyborem bohatera, staje się on potworem, pomimo że pochodzi z normalnej i kochającej rodziny, nie ma kłopotów finansowych, a jego uroda sprawia, że ludzie są mu życzliwi. Zaletą filmu jest też ukazanie związków swobody seksualnej i homoseksualizmu ze środowiskami przestępczymi.

Jan Bodakowski