Donald Tusk został właśnie człowiekiem roku "Gazety Wyborczej". Poseł PIS, Dominik Tarczyński komentuje to następująco:

- Otrzymał tę nagrodę, bo dostaje w ten sposób polityczny tlen. Wszyscy widzą, że Donald Tusk ledwo zipie. To pompowanie polityczne. Jego aktywność nie jest przypadkowa, zwłaszcza teraz. Albo dostaje medal od Angeli Merkel i Niemiec, albo dostaje nagrodę od "Gazety Wyborczej". To jest środowisko, które nagradza się we własnym kociołku.

Tarczyński dodaje, że w latach 2008-2012 GW otrzymała 51 proc. wszystkich pieniędzy na ogłoszenia publiczne. Były to oczywiście pieniądze z naszych podatków. Wszystko poszło do gazety zarządzanej przez Michnika. Na jakie cele te pieniądze zostały przeznaczone? Jak nie trudno zauważyć, na to, co zawsze robiła i w czym się specjalizowała GW - na walkę z kościołem i polską tradycją, w tym na walkę z autorytetem św. Jana Pawła II.

Ta nagroda GW wpisuje się w inne działania marketingowe i promocyjne Donalda Tuska - było już jego kilka przyjazdów w określonych datach, otrzymał niemieckie wyróżnienie od Angeli Merkel. Niemieckie wyróżnienia otrzymali też m.in.: Stefan Niesiołowski (wtedy PO) od Bundeswehry, a ostatnio sędzia Gersdorf.