Proponowana kara jest symboliczna, ale gdyby sąd ją nałożył, byłoby to pewnym napiętnowaniem najbliższego człowieka Donalda Tuska i szefa jego kancelarii. Położyłoby się to cieniem także na samym Tusku, gdyby urzędnicy jego kancelarii zostali skazani za zaniedbania.

Prokurator Ścibisz w swojej mowie końcowej powiedział: "Polscy piloci nie mieli aktualnej dokumentacji lotniska, m.in. kart podejścia do lądowania. Nie powinni lądować na tym lotnisku, co najważniejsze, gdyż lotnisko Smoleńsk było lotniskiem nieczynnym i zgodnie z obowiązującym wówczas prawem (...) nie mogło być brane (pod uwagę - PAP) jako lotnisko lądowania samolotu z prezydentem na pokładzie - wskazywał prokurator".

Dalej wskazał na to, że  lotnisko smoleńskie "nie powinno być w ogóle nazwane lotniskiem w rozumieniu polskiego prawa. A mimo to zostało wyznaczone jako miejsce do lądowania statku powietrznego z głową polskiego państwa".

Wskazał też winnych. Według niego odpowiedzialność ciąży na Tomaszu Arabskim, Monice B., Miłosławie K. Z kolei Grzegorz C. i Justyna G. odpowiedzialni są za zwiększenie niebezpieczeństwa wykonania tejże operacji.

Podsumował: "Wszystkie te katastrofy scala jeden mianownik: do ich zaistnienia przyczyniło się, a niekiedy było głównym powodem (ich zaistnienia - PAP) nieprzestrzeganie przepisów regulujących zasady bezpieczeństwa. Bazując na zebranych dowodach za pewne i niepodważalne musimy przyjąć - co mojej w ocenie na tej sali nie powinno być kontestowane - że w związku z przygotowaniem wizyty pana prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego w Katyniu związanej z obchodami 70-tej rocznicy mordu katyńskiego na polskich oficerach popełniono szereg błędów, bardziej lub mniej istotnych z punktu widzenia odpowiedzialności karnej oskarżonych".