W tzw. międzyczasie można było czytać i słyszeć wypowiedzi rozmaitych postaci naszego życia publicznego na temat polskiego społeczeństwa. Jako że w większości ( taką mam nadzieję) ludzie kierują się w swych osądach faktami a nie domniemaniami i życzeniami innych, niektóre przejawy takiej właśnie reakcji wzbudzają srogi gniew, jeśli nie daleko posuniętą wściekłość. Nie chcą słuchać nas? NAS!? Dawców jedynej racji? No to my już ich sobie ocenimy, jak na to zasłużyli. Klasycznym przykładem takiego wścieku była wypowiedź działacza KOD, Waltera Chełstowskiego.

Biomasa nie czyta, nie słucha. Normalna Polska czy biomasy? Wcześniej czy później biomasa też zacznie pojmować. Albo nie. Wystarczy pisać i rachować. Na kolanach!!!”

Rozgryzając te zdania zastanawiałam się nad odczuciami autora. Nie trzeba sięgać do książek psychologów/psychiatrów, by tego typu wynurzenia właściwie nazwać. To POGARDA. Można rzec – nic nowego. Do wora z pogardą polskie społeczeństwo wrzucane były już wielokroć. Przypomnijmy choćby wrzaski elit po wprowadzeniu 500+. Jazgot jaki wydobył się z jej gardeł porażał zjadliwością pod adresem tegoż społeczeństwa, które „przekupione” forsą (wg. pani M. Środy – niechybnie przeznaczaną na wódkę) zaczyna się panoszyć niczym morowa zaraza. Ma nawet czelność jechać na wczasy nad Bałtykiem, gdzie żre frytki, beka, łazi po plażach jakby było u siebie. Co gorsza, zatruwa krajobraz i przeszkadza w wywczasach tym „lepszym”. Elicie.

Ale wróćmy do biomasy. Wg. słownika znaczeń to śmieci, odpadki ulegające biodegradacji czyli gniciu, rozpadowi. Wielki Znawca Śmietnisk z KOD musi mieć o tej materii jakieś pojęcie, skoro wie, że biomasa nie czyta i nie słucha. Może i dobrze, bo mogłaby zacząć fermentować i zatruć oparami życie szlachetnego KOD-owca. Ale i on chyba czyta niewiele. Gdyby to czynił, rychło dowiedziałby się, iż biomasa jest czymś, mimo pozorów, nader pożytecznym. To najważniejsze źródło energii odnawialnej, łatwe do pozyskania, powszechnie dostępne i samo się odtwarzające. Cóż, zarzućmy w tym miejscu na biedaczynę z KOD litościwą zasłonę milczenia. Widać tak już ma, że musi, inaczej się udusi...

Ostatnimi dniami bioma…przepraszam…społeczeństwo dało kolejny dowód, że nie jest tępym wołem stojącym każdy przy swoim płocie, obojętnym na otoczenie. Przykładów tego spora ilość, choć okoliczności może niezbyt ciekawe. Powódź. Tonące pod wodą pola, domy, gospodarstwa. Na tym tle wypowiedzi ludzi tym dotkniętych. Starszy człowiek z podkarpackiej wsi, mimo że poniósł wielkie straty, nachwalić się nie może reakcji sąsiadów. Dzięki nim ocalała większa część jego dobytku, nie mówiąc o wsparciu duchowym. Podobnie budujące opinie słychać z innych stron.

A teraz wróćmy do pożaru w naszej wsi. Akcja pomocy zatoczyła niebywałe kręgi. Pogorzelcom oddano pokój z kuchnią i łazienką nad sklepem, kto mógł znosił tam rzeczy niezbędne im do życia, za pośrednictwem apeli w Internecie zbierane są pieniądze. Jak dotąd ludzie nie szczędzą grosza. Na wtorek ( Dzień Sąsiada) miejscowe panie przygotowały specjalny festyn, na którym będą sprzedawać na rzecz pogorzelców własne wypieki i inne wyroby. Kolejny festyn kilka dni później. Gdy fachowcy ocenią już stan budynku, zacznie się wspólne sąsiedzkie sprzątanie i odbudowa.

Wczoraj rozmawiałam z właścicielką spalonego domu. Mówiąc o życzliwości sąsiadów miała łzy w oczach. A potem, po raz pierwszy od dnia pożaru, uśmiechnęła się gdy spytałam, czy ktoś pomyślał, żeby prócz pościeli, naczyń a nawet zasłon na okno i kwiatów na parapet, przynieść im szczoteczki do zębów.

- Dostaliśmy aż sześć. I pełno pasty. Ludzie są niesamowici. Nie wiem jak im dziękować.

I co pan na to, znawco śmietników z Komitetu Obrony Demokracji?

Zuzanna Śliwa