"Kochana córeczko. Myślałam, że będę to mogła ci powiedzieć osobiście, jednak twoje życie zakończyło się tak szybko. Od samego poczęcia byłaś dla mnie darem; błogosławieństwem, cudem, nadzieją, skarbem, wyzwaniem. Sprawdzianem wiary i wytrwania w modlitwie. Miesiąc po twoim poczęciu okazało się, że prawdopodobnie nigdy się nie urodzisz, a i moje życie również może się zakończyć. Diagnoza była okrutna: nowotwór jajnika. Od tej chwili żyłam strachem, że cię utracę. Gdyby nie ciąża i pierwsze USG, nigdy nie dowiedziałabym się o chorobie. Uratowałaś mi życie. Dziękuję.

Później moja walka o twoje życie: modlitwa, wsparcie rodziny i przyjaciół. Operacja usunięcia nowotworu podczas ciąży i opieka wspaniałych lekarzy uratowały twoje życie. Przeszłyśmy razem wiele, dlatego nasza więź była bardzo silna od samego początku. W siódmym miesiącu ciąży zaczęłam pisać dla Ciebie pamiętnik, który planowałam ci podarować na 18 urodziny. Nie doczekałaś tego momentu.

Twoje życie zakończyło się brutalnie, na cztery dni przed twoimi 10 urodzinami. I rok po twojej pierwszej komunii świętej. Wtedy, będąc w ciąży, wybrałam ci dwa cytaty. Były mottem twojego życia. Oto one:

"Zanim ukształtowałem cię w łonie matki, znałem cię. Nim przyszedłeś na świat poświęciłem Cię".

"Bo góry mogą ustąpić i pagórki mogą się zachwiać, ale miłość moja nie odstąpi od Ciebie".

Chcę przeczytać kilka słów z tego pamiętnika, bo wiem, że mnie teraz słyszysz: Kochana córeczko, od dawna chciałam zacząć pisać do ciebie, o tobie. Dzisiaj poczułam, że to ten czas. Może to magia Wielkiej Nocy - dzisiaj czwartek, 9 kwiecień 2009 roku - i my, nasza mała rodzinka, musieliśmy, tak jak Jezus przejść od radości twojego poczęcia, nowego życia pod moim sercem, poprzez lęk, trwogę o utratę ciebie, do momentu światła, nadziei, radości, pokoju, jak przy zmartwychwstaniu. Teraz jesteś już taka duża i ciągle rośniesz pod moim sercem. Bardzo zrobiłaś się aktywna. Cały czas w ruchu. Pewnie niecierpliwa i ciekawa życia, jak ja. Albo poszukujesz nowych instrumentów muzycznych, jak tata. A może tęsknisz już za górami i wspinaczką, jak tata i mama. A może nas zupełnie zaskoczysz i będziesz całkowicie inna. Już teraz jesteś indywidualnością; jedyną i niepowtarzalną. I to jest piękne. Nie myliłam się zbyt dużo. Byłaś ciekawa i wszystkiego chciałaś spróbować i doświadczyć.

W ciągu 10 lat swojego życia zrobiłaś tak wiele. Od baletu, przez taniec irlandzki, jazdę konną, piłkę nożną, grę na skrzypcach, naukę śpiewu, akrobatykę, pływanie, zajęcia artystyczne i warsztaty teatralne. Miałaś tysiące zainteresowań; podróże, odwiedziłaś kilkanaście państw. Kochałaś zwierzęta: chciałaś mieć psa i nazwać go Melodią. Przez 9 lat życia w Irlandii mieszkałaś nad morzem, a góry towarzyszyły ci od początku. Jednak jeszcze bardziej niż góry, kochałaś ludzi. Skąd miałaś taką niesamowitą głębię i dojrzałość, niespotykaną u tak małego dziecka.

Szczególnie silną więź miałaś ze swoją ukochaną babcią i matką chrzestną i tak zawsze troszczyłaś się o chorego dziadka i rodzeństwo. Zbudowałaś zdrowe i trwałe przyjaźnie w Irlandii, Polsce i Czechach, gdzie mieszka rodzina twojego taty. Znałaś cztery języki, jednak każdego dnia porozumiewałaś się tym, który był najbliższy twojemu sercu - językiem miłości. Pamiętasz, jak jednogłośnie zostałaś wybrana przez swoich irlandzkich rówieśników, do głównej roli w przedstawieniu „Roztargniony anioł”? Miałaś tylko 5 lat! Kryterium była empatia, życzliwość, dobroć, troska o innych. I taka właśnie byłaś, miałaś duszę anioła. Spędziłam całą noc, by zrobić dla ciebie skrzydła. Ledwo je mogłaś unieść… Teraz są już ci niepotrzebne.

Jak ten tytułowy anioł z przedstawienia, byłaś roztargniona, miałaś duszę artysty. Taka byłam z ciebie dumna. Malowałaś, szkicowałaś, pisałaś swoją poezję i wzruszałaś tą poezją innych. Zaczęłaś nawet pisać własne teksty piosenek, które chciałaś kiedyś nagrać. Twoim marzeniem był występ w Voice of kids. Obiecałam, że cię tam zabiorę, jak będziesz na to gotowa. Ile było w tobie dojrzałości. Już myślałaś o pójściu do najlepszego liceum w Świdnicy, a swoje kieszonkowe odkładałaś na studia. Mówiłaś do mnie: mamusiu, wiem że ci będzie ciężko, bo wychowujesz nas sama…

Myślałaś o studiowaniu medycyny estetycznej i jednocześnie pielęgnowaniu swojej pasji, jaką było śpiewanie. Śpiewałaś zawsze i wszędzie. Byłaś tak szczęśliwa, że dostaniesz świadectwo z paskiem. Nie wiem, jak tego dokonałaś, nie spędzając czasu na nauce mój mały geniusz. Zginęłaś męczeńsko, śmiercią okrutną. Ból i rany na duszy zostaną z nami do końca życia.

Tak samo jak pamięć o tobie. Zostanie z nami na zawsze. Wierzę, że w miejscu, w którym teraz jesteś, jest ci dobrze. W prawdziwej miłości nie ma lęku. Ja i twoi najbliżsi nie chcemy koncentrować się na nienawiści. Miłość jest silniejsza od śmierci. Wierzę, że Bóg może wyprowadzić dobro nawet z największego zła. Z nami pozostaną też słowa poezji księdza Twardowskiego, które cię tak poruszały. Śpieszmy się kochać ludzi, bo tak szybko odchodzą. Odpoczywaj w pokoju aniołku. Kocham cię. Na zawsze twoja mama".