Lars Johnsson, przewodniczący rady miasta podkreśla, że 80% uchodźców nie chodzi do pracy. 100 z nich jest kompletnymi analfabetami, a 200 kolejnych jest ledwo piśmienna. Większość korzysta z zasiłków.

Prawo szwedzkie określa, że rząd tego kraju ma obowiązek utrzymywania azylantów tylko przez 2 lata. Później przechodzą na utrzymanie gminy. Niewielkie gminy, jak Hässleholm kompletnie nie radzą sobie z takim obciążeniem. Co więcej, pieniądze przeznaczone na wsparcie uboższych mieszkańców idą na utrzymanie azylantów, którzy nie chcą pracować.

Szwecja to kolejny przykład po Niemczech pokazujący, jak decyzje władz centralnych powodują olbrzymie kłopoty dla władz lokalnych i dla mieszkańców. 3 tys. uchodźców wobec 18 tys. mieszkańców stanowi 1/6 czyli 16%. Jest to duży procent, który w zasadzie uniemożliwia integrację. Pytanie zresztą, czy azylanci w ogóle byliby nią zainteresowani.

Z dokumentu "Szwedzka teoria miłości" wynika zresztą, że pomimo otwartej postawy władz centralnych Szwecji, sami mieszkańcy tego kraju unikają, jak mogą kontaktu z uchodźcami. Sprawia to, że przeciętny uchodźca potrafi przez kilka lat nawet nie mieć możliwości porozmawiania ze Szwedami.

Jest to absurdalna sytuacja, która będzie skutkować powstawaniem kolejnych stref no-go, w których będą rządzić islamskie gangi. Szwedzi zaś będą finansować enklawy islamu we własnym kraju przynajmniej tak długo, jak społeczność islamska nie powiększy się do tego stopnia, aby przejąć władzę i wprowadzić szariat.